Za oknem opadały malutkie płatki śniegu. Lekko zakrywały pola i sad widoczne z okienka chatki. Było jeszcze ciemno, a palenisko w kominku zaczęło przygasać, przez co domek zaczął się wychładzać. Zatkane dziury w ścianach i dachu i tak przepuszczały mroźne powietrze, a ośmiosobowa rodzina wewnątrz spała przykryta wszystkim czym mogli się okryć.
***
Siedziałam pod oknem, dmuchając lekko w ognisko, aby podtrzymać płomień. Dorzuciłam kilka suchych liści, a on się podniósł. Wstałam, otrzepałam sukienkę i złapałam płaszcz zrobiony ze starego wora, rzuciłam spojrzenie na moją mamę i rodzeństwo, którym tylko czerwone nosy wystawały spod okrycia i wyszłam za drzwi.
Zza drzew wyłaniały się pierwsze promienie słońca. Musiało być około godziny siódmej, przez co miałam niewiele czasu aby coś upolować.
Polowanie było zakazane dla mojej warstwy społecznej. Ze względu na niewielki obszar leśny królestwa była to rozrywka tylko dla szlachty oraz mieszkańców zamku.
Dziś miałam nadzieję, na bezproblemowe złapanie jakiegoś ptaka, bez natknięcia się na nikogo, gdyż każdy zajęty był przygotowaniami do wielkiego przyjęcia na zamku z okazji nowego roku. Pomimo, że nigdy nie byłam w zamku, sama jestem podekscytowana dzisiejszym wieczorem, kiedy na niebie rozbłysną kolorowe światełka na które czekam co rok.
Znalazłam stary dąb pod którym zakopany w ziemi była moja włócznia. Jednym z plusów mieszkania nad rzeką, były małe niespodziewane prezenty płynące z nurtem. Dwa lata temu pewnego wieczora wyszłam przemyć naczynia po kolacji i w ręce wpadła mi ta piękna włócznia. Jest bardzo porządnie wykonana i niezawodna na polowaniu.
Weszłam około stu metrów w głąb lasu, nigdy nie chodziłam dalej, bałam się, że zgubię się wśród drzew które zawsze były moim najsłabszym punktem. Rozróżniam wszystkie rośliny uprawne oraz krzewy, ale drzewa wyglądają dla mnie wszystkie tak samo.
Zima była najgorsza bo wszędzie zostawiałam ślady. Szłam tyłem na palcach, aby zmylić potencjalnego tropiciela. Kiedy znalazłam się w wysokich krzewach ustałam w jednym miejscu i czekałam. Z daleka zobaczyłam na drzewie rude futerko, więc powoli podeszłam do pnia i wbiłam ostrze w wiewiórkę. Lekko się uśmiechnęłam, gdyż były one dużo lepsze od ptaków i dawno żadnej nie złapałam.
W drodze do domu dorwałam jeszcze małego ptaka, więc w tym wyjątkowym dniu wszyscy będą najedzeni.
- Hej patrzcie co mam - zawołałam otwierając drzwi chatki. Moje młodsze rodzeństwo podskoczyło radośnie na widok wiewiórki, a mama spojrzała na mnie smutnym wzrokiem. Dzieciaki myślą, że chodzę na rynek i dostaje zwierzęta od przyjaciółki, ale mama nie nabiera się na tą bajkę. Martwi się, ale gdyby nie ja nie mielibyśmy co włożyć do garnka.
Położyłam wszystko na stoliku, aby moja młodsza siostra Alice przygotowała zwierzynę do upiecznia.
- Znowu poszłaś do lasu, myślałam, że już zrozumiałaś, że masz tam nie chodzić - moja mama złapała mnie za ramię i powiedziała cicho przez zęby.
- Jak widzisz jestem cała, a chciałam tylko zjeść coś po czym chodź trochę ciszej będzie mi burczało w brzuchu - odpowiedziałam i odeszłam.
Zrobiło mi się przykro, bo wiem jak bardzo ona się o mnie martwi, ale jednocześnie wie że robię to dla rodzeństwa któremu ona nie jest w stanie zapewnić wszystkiego.
Moja mama ma duże problemy sama ze sobą. Często płacze w nocy lub kiedy myśli, że nikt nie widzi jej nad rzeką, ale ja wiem, że jest bezsilna. Sześcioro dzieci, a nie jest w stanie wyżywić jednego.
Wzięłam kawałek chleba i usiadłam obok mojego starszego brata. Był najstarszym dzieckiem w rodzinie, ale odkąd ojciec odrzucił propozycję lepiej płatnej pracy i zaprzepaścił szansę na polepszenie naszych warunków do życia, mój brat nie robi nic aby pomóc rodzinie. Całymi dniami leżał na swoim hamaku, na trawie przed domem albo na skale przy rzece. Od czasu do czasu coś zjadł, ale poza tym nie ruszył się nawet o milimetr.
- Chcesz kawałek? - zapytałam chłopaka wystawiając do niego kromkę chleba.
- Już jadłem - odpowiedział przekręcając się na drugi bok w swoim hamaku.
Nadal próbuje z nim rozmawiać jak widać bez skutku. Jedynie nasza najmłodsza siostra Lili potrafi wzbudzić w nim jakieś ludzkie odruchy.
Wyszłam z Lili nad rzekę, aby nabrać trochę wody do dzbanków. Dziewczynka miała 5 lat i niosła jeden mały garnuszek.
- Zoe, będę mogła pójść kiedyś z tobą na rynek - zapytała mnie.
- Może kiedyś cię zabiorę.
- A może zaprosisz swoją przyjaciółkę do nas i przyniesie coś pysznego na wieczór światełek? - spojrzała na mnie z nadzieją w oczach na co ja mogłam jej tylko skłamać.
- Pytałam, ale powiedziała, że jest zajęta.
- Szkoda, pewnie idzie na bal do zamku, w pięknej sukni oraz fantazyjnej fryzurze. Może nawet ma te takie śliczne buciki na pat - zaczęła wymieniać , a ja wysiliłam się na uśmiech.
Wiem, że sama chciałaby choć raz w życiu przeżyć noc jak z bajki. Ja również o tym marzę, ale jestem na tyle dorosła, że wiem, że to nigdy się nie wydarzy.
W naszym kraju są mieszkańcy dworni, ci którzy mieszkają na zamku lub tam pracują. Zamek podzielony jest na dwie części. W pierwszej znajduje się kościół i klasztor, a w drugiej część mieszkalna dla rodziny królewskiej.
Szlachta mieszka przy rynku. Zapraszani są na wszystkie przyjęcia do zamku i nigdy niczego im nie brakuje. Ich celem życiowym jest dostanie się do rodziny królewskiej, albo wyjść za księcia, a jak się nie uda, wychować swoje dzieci tak aby na balu zaimponowały królowi i ten wybrał własnie tą dziewczynę na żonę dla księcia. Dzisiejszy bal będzie na pewno ciekawy, gdyż książę kończy 18 lat, co znaczy, że w najbliższej przyszłości czeka nas królewskie wesele i przekazanie korony, a młode dziewczyny w moim wieku będą robić wszystko aby to właśnie je wybrał książę.
Jesteśmy też my. Najniższa warstwa społeczna, ale też dzielimy się na dwie części. Pierwsza to ci którzy mają w swojej rodzinie członka armii. Król dostarcza im co miesiąc paczkę z potrzebnymi do życia przedmiotami oraz jedzeniem. Skromna, ale jest ogromnym ułatwieniem, do życia. Drugą część stanowimy my. Najczęściej duże rodziny, w których mężczyźni nie zdecydowali się na służbę w armii lub się do niej nie nadają. Nasz ojciec kiedy ja i Colin byliśmy mali, zrezygnował z armii, abyśmy mogli mieć ojca. Nie wiedział wtedy, że skończymy w rozpadającym się domku nie nadającym się do życia. Odkąd mój brat się o tym dowiedział, znienawidził ojca. Nami nikt się nie przejmuje, ale może i lepiej, że bogate snoby nie wtrącają się w nasze życie.
YOU ARE READING
Princess
RomanceMiał jednego syna. Wielkie plany co do jego przyszłości. Lata pracy włożone w wychowanie wzorowego władcy. Ogromne nadzieje jakie w nim pokładał zniszczyła jedna dziewczyna.
