Wpadłam do tego samego muzeum było prawie identyczne, tylko że nie znajdowali się tam ludzi. Bardzo się zdziwiłam, ponieważ usłyszałam jakiś dziwny dźwięk, tak jak by ktoś coś przesuwał. Podeszłam do obrazu i on zaczoł się poruszać. Przestraszył się więc uciekł, aż nagle natrafiłam na ogromnym rzeźbe. Była to ręka ale miała ślad po pierścionku. Kiedy poszłam dalej zauważyłam ślady czyiś butów. Więc poszłam za tymi śladami, po jakimś czasie zobaczyłam człowieka leżącego na ziemi. Próbowałam go obudzić. Lecz on nadal leżał. Poszłam więc dalej szukać pomocy. Nikogo nie było! Ale po drodze zaóważyłam pierścionek był on dość duży. Wtedy przypomniałam sobie o wielkiej ręce, więc zabrałam pierścień i do niej pobiegłam. Kiedy już byłam obok jej to założyłam pierścień. Otwożyło się jakieś przejście. Były tam dwie róże czerwona i niebieska. Wzięłam je, i znowu pobiegłam do ,,leżącego człowieka''. Po drodze dostrzegłam zdjęcie niebieskiego kwiata, którego trzymał człowiek, nie byłam w stanie powiedzieć kto to był? Wtedy wpadłam na pomysł, żeby temu człowiekowi, który tam leży dać niebieski kwiat.
Dotarłam do niego. Kiedy włożyłam mu do ręki niebieską róże to tak jak by ożył.
CHWILĘ PÓŹNIEJ
Nazywa się Gary i on też dostał się tu przez wielki obraz.
Dowiedziałam się od jego że kiedy coś się stanie naszym różom to też my ucierpimy. Naradzie czujemy się dobrze. NARAZIE!
