Trening czyni mistrza. Staranność nadaje doświadczenia, a znieczulica przychodzi sama. Wraz z wypaleniem i znudzeniem. Wytracają się emocje. Czas rutyny i bezkresnej monotonii. Ile może znieść jeden człowiek? Zapewne tyle, na ile mu zależy. Poczucie winy - to raczej nie kłopot? Przynajmniej po jakimś czasie. Uśmiech nie zawsze oznacza radość. Powagą też nie zakryjesz potoku emocji. Rutyna nie boli. W końcu - ludzie bez przerwy wbiegają na mój miecz.
Yasuo. A jak Ty go postrzegasz?
Znasz to uczucie, że chodzisz bez celu po mieście, starając się odwrócić swoją uwagę od czegoś, do czego dojść nie powinno? Zapewne znasz. Normalne uczucie wśród żywych. Zerkasz po twarzach ludzi analizując ich mimikę i gesty bardzo dogłębnie. Nie myślisz, jak w tej chwili wyglądasz. Nie chcesz być sam ze swoim problemem. Ale komu możesz opowiedzieć o tym, jak wielką głupotę popełniłeś? To istotne pytanie. Nie chcę ktoś mnie oceniał, sypał radami które i tak nie pomogą. Przede wszystkim nie chcę dzielić się tym wstydem. Oczywiste. W jednej chwili wszelkie inne dotychczasowe problemy stały się jakby błahe. Wręcz śmieszne. Ile trwa ta jedna chwila... Stanowczo za długo. W głowie dłuży się i nie daje człowiekowi istnieć, zapominając o sobie. Chyba trzeba spróbować czegoś innego. Uśmiechnięte i beztroskie twarze ludzi są zbyt dobijające. ''Pies by was jebał...''
W barze wygląda to inaczej. Tu nie jeden moczy mordę w szklance jakiegoś podejrzanego trunku. ''Czym się od nich różnię?'' Przynajmniej patrzenie na nich nie jest tak uciążliwe. Starszy facet, po 50. Jest jakby obrażony na cały świat. Groźnie wzdycha, prawie warczy. Każdy jeden szot jest jak celny cios. Ile on już wypił? To dziwne, że nadal się nie chwieje. Może pobił żonę i wyrzuciła go z domu. A ten tu? Ma ewidentnie wypisane na twarzy ''wziąłem kredyt we frankach.'' Jest to jakiś ból. Może musiał sprzedać dom i ukochanego psa, żeby nie iść do ciupy? Kto go tam wie... Przynajmniej nie jest mordercą. Jak ja. - Barman, kolejnego proszę.
Okej, zachlanie pały chyba też troszkę nie siadło. Mogłoby być przynajmniej ciut wesele...
hAsEgi!... Huragan to całkiem skuteczna laska, gdy jest się blisko gleby. Istotna zaleta na kiedyś, chyba. - tak oto znany samuraj, mistrz walki wewnętrzne toczy najcięższą walkę z samym sobą. Minęło już tyle czasu, a on nadal nie potrafi przestać myśleć o tym, co zrobił. Rozdarcie emocjonalne jest bliskie do zepchnięcia go z klifu, przebicia się kataną, czy choler wie co gorszego. Nasz pijany mistrz dotarł na pole bitwy, (chodź zdecydowanie lepiej by dla niego było, gdyby do domu trafił). I tu uparcie trenuje coś pokroju ''mam chuj wie ile alkoholu we krwi, i świetnie trening idzie mi'' W tym stanie, powinien to raczej ująć jako ilość krwi w alkoholu... Nieustępliwie szasta mieczem, krzyczy i doskakuje do jakby niewidzialnego przeciwnika. - I CO BRACISZKU, TEGO CHCIAŁEŚ?! *hik* TAK MAM SKOŃCZYĆ? BO RAZ... n... NIE PODOŁAAŁAŁEM?! Monolog trwał i trwaał. Zazwyczaj gdy słyszysz taki monolog, dajesz tej osobie 2 zł pod Kauflandem. A tu dorosły bezradny facet wydziera się sam do siebie w lesie. To już nieco niepokojące. Późna godzina utrudnia mu dojrzenie czegokolwiek spośród ciemnych kontur lasu.
To też zdarza się czasem potknąć i głupi ryj rozwalić. Jest to jednak tylko zapalnik by na nowo drzeć japę w ciemność do wyimaginowanej postaci, której przed nim obecnie nie ma. Jego instynkt wojownika jednak nigdy nie śpi. Nie ważne iloma promilami spróbowałby go zgłuszyć. Czuje się obserwowany. Jakby nieustępliwie para oczu podążała za każdym jego krokiem. Ten jednak nie dawał po sobie poznać, jakoby mu to miało przeszkadzać. To też kontynuował swoją szopkę. Zwierzęta tego lasu zapewne już dawno go przeklęły, a następnym krokiem będzie spalenie go na stosie lub w bardziej optymistycznej wersji śmiertelne pobicie. W ułamku sekundy ostrze jakiegoś dziwnie wygiętego przedmiotu zatrzymało się milimetry od krtani Yasuo. Jednocześnie jednak ze skierowaniem czubka ostrza katany przed twarzą nieznajomego.
W tej pozycji obaj zastygli niczym batalistyczne figury. -To nie tylko twój las. Inni też chcą tu trenować. W spokoju. Nie drzyj więc japy, albo spotka Cię coś złego... - Co tam hebrajczysz gnojku? *hik* gdzie szacunek dla starszych, c0? Ojcieeec ccie nie nauczył szacunk.hhfd...u dla starszych młotku? - na to Kayn zaczął kaszleć. - matko, coś ty pił? *hkkM* Jedzie od Ciebie jak z gorzelni. *Khm, hkm* -nie twój interes chłopcze, zajmij się *hiK* sobą. -Chciałbym, ale jakiś wariat uprawia coś dziwnego w środku nocy tuż obok. Stan krzaczastego samuraja ewidentnie nie ulegał polepszeniu, a wręcz przeciwnie. Młody Shieda stał i patrzył z politowaniem oparty o kosę. Wiedział, że to tyle z jego treningu na dziś. Nie wyglądał na zadowolonego z tego, co widzi przed sobą. Wiele upadków, a ten uparty pijak ciągle się wznosi. Czy tam.. Próbuje. Tak, to lepsze słowo. - Te, mistrzu. Może odpuścisz już sobie machanie rączkami na dziś? - Yasuo stanął (myślał, że prosto) i zrobił grymaśną minę, aż brwi nasunęły mu się na oczy (dla jasności, to groźna mina, gdyby ktoś nie wyczytał tego z jego twarzy oczyma wyobraźni). - A w mordę dostałeś kiedyŚ? - tu nie trzeba tłumaczyć jego oburzenia, jest czytelne. - Woo, wo woo.
Ależ nie chciałem księcia urazić - ukłonił się cudacznie Kayn. - No, ja myŚlę młody, szkoda by Ciii było tą buźkę ślicznoo odkroić, wiesz? - to powiedziawszy rypnął zwłokami. To chyba pierwszy raz (od mniej więcej 174 razy) gdy nie próbował się poderwać, niczym ten feniks z popiołów. Tak sobie wąchał grzecznie korzonki trawy. Co lepszego robić w ciemnym lesie, gdy pilnuje się starszego, niesfornego pana - udającego trening? No liczyć wzloty i upadki oczywiście.
-No. Słyszałem, że straszne dzisiaj przyciąganie ziemskie, nie? - podśmiechujek taki z tego miglanca Kayna. Z tym, że obwód się chyba nie domyka, bo brak kontaktu po 2 stronie. - Nareszcie się dezaktywował ten uparty osioł. - po tych słowach, czas nadszedł na czyny.
Hop na barana. Młody musiał nieś Hagiego jak jakąś upolowaną zdobycz, coby to łbem skały gdzieś nie skruszył. A to się takie łatwe tylko zdaje. Bezwładny inaczej rozkłada swój ciężar, nie mówiąc o trzymaniu gdzieś jeszcze Rhaasta i tego drugiego metalowego badyla pana Szczoty do kibla. Podróż była istnym treningiem wytrwałości. Psychicznej i fizycznej. Organizator - Pan Dżasołlo - zadbał o wszystkie detale na tym evencie. Specjalnie dla jego podwładnego zrobił nawet tor przeszkód polegający na wymijaniu niezapowiadanych pawi. Skubany przez sen się jeszcze cieszył jak trafił gdzieś na spodnie sługusa. Małe wredne ''hiehihi...'' dodawało siły, by go dalej transportować, ale utrudniało nie rozjebanie jego głową jakiejś pobliskiej skały. ''Nikt mnie nie namówi na ruchanie bez pentochronu, jeśli dzieci są tak wkurwiające, jak Ty...'' - mówił sobie cichutko w myślach miły kolega. Po podróży pełnej wrażeń dotarli do domu pana pijanego mistrza. Usadowiony delikatnie pod ścianą, nie wiedział w ogóle co się z nim dzieje. -Ugh, no dobra... Udało Ci się obrzygać mnie 2 razy z 8 możliwych prób, przeniosłem Cię na barana 2 kilometrową trasą. Powiedz mi teraz grzecznie - gdzie masz klucze od chaty? - odpowiedziała mu cisza. Problem był dość skomplikowany. Pozostawiony w tym stanie na polu - zamarznie bydlak, śmierdziel. - Ja bym się nie pierdolił, Kayn. Stuknij w okno i po sprawie - doradził mu zacny koleżka Rhaast. Z obu możliwych opcji, nie był to tak zły pomysł. W końcu moc przenikania nie działa, gdy trzymasz kogoś. Tak też trzeba było zrobić. *Stuk* jedno celne uderzenie i tyle ze szklanej tafli zostało. Trzaśnięcie obudziło Yasia, z tym że w sam środek nocy - nie w samo południe. Ło luju, jakaż agresja się wzbudziła w tym śmiesznym, wiotkim człowieczku. Spomiędzy ''*hiKK* sfdlass...blarghhhn...Theeaasdaw...'' dało się wyczytać coś jak - ''ty kutasie, czemu włamujesz mi się do domu''? Czy coś w ten deseń, chuj knows co se tam mamrocze. Ba, nawet wymierzał jakieś niby-ciosy w ''rabusia.'' Ten nie specjalnie musiał ich unikać. Z nogi na nogę, prawie tańcem przemieszczał się swobodnie. Jeden zamachnięty cios pijaczka skończył się zawiśnięciem na szyi jak haczyk albo małpka. I ''sleep mode'' znów aktywowany. Ah shit, here we go again. ''Teraz, to już sobie z Tobą jakoś poradzę.''
Ostatkiem sił cisnął śpiącym mężczyzną na kanapę w salonie. Gdzieżby to miało go obudzić, gdy przekroczył już swój limit energii na dziś? Zmordowany sam zaś usiadł obok na welurowej, siwej kanapie i odsapnął z ulgą, poprawiając włosie. Trochę nie tu spodziewał się znaleźć o 2 w nocy. Chłodny powiew wpadający przez rozbitą szybę przeszywał ich obu. Hasserio drżał przez sen i kulił się. - Nie mógłbyś się tą szczotą okryć? - mówił do zezgonowanego towarzysza. Wstał i zaczął zwiedzać dom. Musiał najpierw znaleźć łazienkę, bo szkoda by było spać w rzygach właściciela owego przybytku... Na szczęście szybki prysznic nie był problem. Był zdziwiony spokojnym i stonowanym wystrojem wnętrza samotnego faceta. Przede wszystkim tym rażącym, pedantycznym porządkiem. Lol, miał nawet kwiaty? Raczej nie tego spodziewasz się po zdeterminowanemu mordercy. Żywe kwiaty stały na niewielkiej, zabudowanej półce. Zdobiły jakieś stare i poniszczone zdjęcie. Przedstawiało staruszka z dwójką radosnych chłopców. Widać, radość na twarzach wszystkich. Przypominało to ołtarz. Shieda miał w sobie sporo manier poza chamskimi docinkami, więc zgodnie z tradycją ukłonił się i zmówił w myślach cichą modlitwę. Słyszał zza pleców dziwne dźwięki. Stukanie. Nierównomierne stukanie. Dźwięk początkowo niepokojący, okazał się być zębami szczyrkającymi z zimna. No tak, kolega pijus marznie. Z marszu Kayn poszedł szukać koca. Gdy trafił na sypialnię, dostrzegł puchaty różowy kocyk. Stary, ale nadal niebywale miękki. ''haha... Słodkie'' - pomyślał nie powstrzymując się od uśmiechu i zszedł na dół, by okryć zmarzlaka. Otulił go miękką tkaniną dokładnie i zasunął rozbite okno deską do prasowania. Chwila... Czym?XD - ''włosy tym prasuje? Po co facetowi coś takiego w domu...'' - Okazał się być jedynym
nie śpiącym w promieniu kilku metrów, gdyż Rhaast, również już sobie drzemał w kącie. To dość zastanawiający fakt. Demon nie chodzi spać, gdy nie czuje się bezpiecznie w pobliżu. To był sygnał, że młody również powinien walnąć się w kimę. Dziwnie czułby się śpiąc w łóżku gospodarza, gdy ten sam marznie na kanapie w salonie. W dodatku z wybitym oknem. Dla pewności i i spokoju, postanowił zostać tutaj. Drobny naddatek koca, pozwolił otulić się sobą jedynie w pozycji siedzącej, by nie odkrywać mistrza Sake-woo. Jak się nie ma co się lubi, te i tegest, teges... Sen nadszedł szybko, lecz nie trwał długo. po 2 godzinach oczy już nie chciały się zamykać. Tak bywa ze snem w obcych miejscach. Shieda gapił się w zmyślne wzorki na suficie, oświetlone jakąś lampą uliczną, ale się nie nudził. Ruszał sobie paluszkami u stóp, liczył rozdwojone końcówki włos... No dobra, się nudził chuj. Nie chciał wstawać, bo mógłby go obudzić. A przecież trochę promili mu już wywietrzało. Zegar grał tą samą nutę od godziny *tik* *tak* *tik* *tak*... I tak w kółko. Nie było mu wygodnie, stwierdził, że pora zmienić nieco ułożenie, nim kręgosłup przyklei się mu do żeber. Było to trudne. Kanapa za duża nie jest. Starając się jak najciszej ułożyć i przekroczyć śpiącego, gruby warkocz chłopaka miał przeciwne plany. Spłynął po ramieniu Kayna i zamaszyście plasknął w twarz Yasuo. Obudzony tym szokiem otworzył oczy szeroko, jakby mu spoza orbit miały wylecieć i ujrzał nad sobą skąpo odzianego chłopca. Bez wahania sięgnął po miecz i wydarł się tym swoim chińskim, mongolskim... Kto go tam wie. Tym razem Kayn nie był przygotowany. Jednym trąceniem już leżał na kanapie z mieczem przypartym o jego krtań. Yasuo siedział na nim, a jego dłonie drżały. Nadal był nietrzeźwy. - Okej, brawo. Teraz odłóż to... - Zamilcz. - Stary, odłóż tą kata... - ZAMILCZ!
CHYBA... Że chcesz mieć nową dziurę w ciele. - Nigdy nie wiadomo, co taki podchmielony koleś zrobi, więc może i warto raz w życiu by go posłuchać. Drżenie nie ustępowało. Katana osuwała mu się z rąk, lecz dalej trzymał ją i drżał. ''Nigdy...'' - szepnął coś drżącym głosem - ''Nie zadzieraj ze mną Yone...''- to było dziwne. Jednak trzeba jakoś wybrnąć z tej sytuacji. Powolny ruch dłoni chłopaka, naprowadził dominanta na odsunięcie mu z dłoni miecza. -Hej. Spokojnie... Nie jestem żaden Yone. - próbował uspokoić sytuację. Zauważył wtedy stróżkę łez. Wiedział, że to zły znak. Chwycił jego trzęsące się dłonie swoim ciepłym uściskiem i patrzył. - nie jesteś?...
- nie, to ja. Kayn. Po chwili ciszy bezwładnie opadł na chłopaka. Dalej łzy cicho wędrowały po jego twarzy, ale i klatce piersiowej Kayna. Mimo woli łkał co jakiś czas, nie mogąc się zdecydować między snem a płaczem. Shieda poczuł się oszołomiony. Właśnie mężczyzna, który sam poniżał się w lesie, zwymiotował na niego i próbował go zabić, spokojnie leży sobie wtulony i płacze do jego piersi. Dziwny jest ten świat, nie? Nie bardzo miał kiedy nauczyć się chłopiec okazywania emocji. Jego rodzina nie żyje. Tymczasem ma odwzajemnić uścisk pokierowany wylewnością uczuć alkoholu. Ujął delikatnym uściskiem plecy mężczyzny i trzymał dzieląc się swoim ciepłem. Trzeba przyznać, uścisk miał nieco blitzcrankowy mimo wszystko, gdyż nie wiedział jak powinno się to czuć a nie tylko mechanicznie robić. Poznawał te emocje po raz pierwszy. Czuć było, że się stresuje. Był cały sztywny... Caały. Bez wyjątku, jeśli o to pytasz.
Poczuł ciepły powiew na twarzy, jakby ktoś dmuchnął mu napisem ''Shame'' na policzki. Zestresował się, napiął mięśnie i zawstydził... Czy to nie opis każdego młodzieńca w tym wieku?
Starał się delikatnie odsunąć na bok pół-śpiącego, jednak jego uścisk był mocny. Można powiedzieć, że potrzebował wsparcia, więc je dostał... Ten wzwód ewidentnie ''wspierał'' kolegę... To było tak niezręczne dla młodzieńca. Mruknął - Oby tylko nie pamiętał o tym, gdy się obudzi... - Czego? - "jebaniutki, jak go niosłem też udawał, że śpi dla darmowej podwózki?" -Ekhm... Że się tak wydurniałeś w lesie po pijaku... - sprytne wybrnięcie, jak na tak patową sytuację. - na twoim miejscu martwiłbym się o twojego kutasa, który mi zaraz przebije brzuch.-
''kurwa, powiedział coś tak bezczelnego bez chodź by jednego zająknięcia, jak?!'' - myśli padły nagle w rozsypce. Teraz to chłopak drżał i stresował się nie na żarty. Nie wiedział na wet co odpowiedzieć, patrzył tylko w ten wzorkowy sufit. Ja nie wiem, jak się nie rusza, bo myśli że go nie widać? - wstydzisz się swojego ciała, czy braku doświadczenia? - Yasuo ciągnął bez skrupułów. Bawił się emocjami, lubił to robić. Oczywiście TO może być różnorako odebrane.
Zaczerwieniona twarz odwróciła się w bok, by tylko nie spotkać wzroku przeciwnika. Nie był w stanie racjonalnie myśleć. Koło ratunkowe? Telefon do przyjaciela? I don't think so. Serce dudniło mu już w płucach, gardle i języku. ''Jak to zahamować?!'' - desperacko starał się myśleć. Powolny ruch dłoni zacieśniony na miejscu najmniej odpowiednim do sytuacji, sygnalizował, że to dopiero cisza przed burzą. Spodnie stanowiły oczywisty wind wall, który trzeba było ominąć. Młodzieniec chciał coś powiedzieć, a może krzyknąć wyrywając się, ale nie udało mu się to. Na jego ustach znalazła się silna dłoń o zdecydowanym uścisku. Co by tu nie mówić, sytuacja okazała się być bez wyjścia. Yasuo wsunął dłoń do bokserek młodszego kolegi i napotkał tam interesujący go element. Chwycił mocno i poruszał w górę, w dół... W górę w dół. Czuł puls i mimowolne skurcze na jego członku. Podobało się mu bycie panem sytuacji. Sam wiedział do czego dąży. Chciał tego. Jednak czuł opór niewolnika. Wyrywał się, próbował krzyczeć... - Aż tak Ci dobrze? - pytał bezpruderyjnie. Coraz głośniejsze jęki i próby krzyków okazały się być chyba orężem podniecenia. Włożył mu palce do ust, lecz nie w celu wyciszenia... - Gryź. - Jasne komendy powiedziane tak niskim głosem nie mogą zostać po prostu wrzucone do spamu... Drżąca żuchwa delikatnie przytrzymała palce, aby tylko nie zranić. - Powiedziałem GRYŹ. - nieśmiałe próby ''gryzienia'' wyglądały bardziej jak ciele szukające mleka. Nie przestawał stękać, a czyjeś palce w jego ustach ewidentnie były nowością. - dobrze, skoro nie umiesz - pokażę Ci jak. Samuraj zerwał się na kolana, zdarł szybkim ruchem spodnie z chłopaka. Sam nie pozostał dłużny, odsłonił również swój nagi miecz. Uroczo zakłopotany czarno-włosy odwracał wzrok byle gdzie... Aby tylko nie patrzyć w intymne strefy mężczyzny. - nie chcesz popatrzeć? - spytał lekko zasmucony. - rozumiem. Wolisz przejść do akcji... - Mocno chwycił Kayna za włosy, po czym nadział jego usta na swoją dzidę. Próbował naprowadzać chłopca jak powinien się obchodzić z takim darem, jest tylko jeden problem. Robił to siłowo. ''Korepetycje z ssania'' polegały głównie na wpychaniu mu go głęboko do gardła i nie pozwalaniu zaczerpnąć powietrza. Brzmi skutecznie. Podobały my się rozczochrane włosy czarne włosy, zdyszane dźwięki, upluta twarz i łzy. Nie płakał oczywiście ze smutku, spokojnie! Po prostu nigdy wcześniej nie miał niczego tak głęboko w gardle. A już na pewno nie był to kutas. - hej, mówił Ci ktoś kiedyś, że chujowo obciągasz? - mówiąc to pozwolił mu wreszcie zaczerpnąć powietrza. - CO... CO TY ROBISZ?!... - dyszał jak zwierz. - NIE TAK TO MIAŁO WYGLĄDAĆ! - podnosił głos z wyrzutem między desperackim łapaniem powietrza. - oh, faktycznie! Dobry chłopiec, pora na lekcję gryzienia. - co? - odparł zdziwiony. - ucz się pilnie 3, 2,1... - rzekł i umieścił dłoń w zdziwionych ustach. Rozchylił i przytrzymał nogi Kayna, po czym bezpardonowo wbił się w niego. I zaczął bez opamiętania dziko rżnąć. Nie spodziewał się aż tylu ''emocji.'' Głośne krzyki to nic, bardziej martwiąca jest krew żwawo spływająca po ich ciałach. Ostre zęby, dłoń + alarm ''WDARLI SIĘ SZYBEM WENTYLACYJNYM'' --- co mogło pójść nie tak? Ból nie powstrzymał Yasuo przed ostrym posuwaniem, pozwalał dalej wbijać kły w swoją rękę, ból za ból. Chłopak zaciskał powieki, cierpiał z bólu i nie rozumiał dlaczego nie uciekł... Dlaczego został? Do tego wszystkiego nie musiało dojść... No właśnie, dojść. Yasuo chwycił penisa swojej małej dziwki i szlifował go namiętnie. Chciał umilić chłopcu cierpienie. Podgryzał jego sutki, lizał po umięśnionym brzuchu i zsuwał się coraz niżej. Wyjął mu dłoń z ust, i wysunął powoli swoje pęto. chodził językiem niżej i niżej, aż napotkał punkt kluczowy. Tym razem rozgrzany chłoptaś z własnej woli przyglądał się poczynaniom mistrza. - i zapamiętaj to sobie - rzucił ostrym spojrzeniem w górę i przystąpił do robienia lachy. Lizał, pieścił a nawet podgryzał. Nie powstrzymywał swoich fantazji względem młodzika. Tamten czuł się zbyt podniecony by odmawiać tak ostrym cielesnym przyjemnościom. Mierzyli się wzrokiem, gdy nagle głośny okrzyk: ''Dochodzę!'' - Yasuo jednak nie przestał. Dogadzał przyjacielowi aż do samego wytrysku. Pozwolił mu skończyć głęboko w swoich ustach, dając mu cenną lekcję jak powinien to robić. Młody wił się, wbijał pazury w kanapę i wykrzywiał w rozkoszy orgazmu. Jednak nie mógł być to koniec. Mistrz sprowadził dłoń ucznia na swoją ''rękojeść'' i okazał mu jak powinien nim władać. Sam zaś oddał się pocałunkom i gryzieniu szyi. Chwytając całe jego ciało, brudził go własną krwią. Swoimi doświadczonymi ustami zawędrował wreszcie do nieśmiałych ust. Lizali się, całowali i pieścili już obustronnie. Gdy starszy był blisko dojścia, schwycił zgryzioną dłonią twarz chłopca i wytrysnął patrząc tylko na jego zmęczoną i podnieconą twarz. Obaj nie byli jeszcze chyba do końca świadomi co zrobili, ale nikt nie chciał psuć chwili zbędnymi pytaniami. Przytulili się mocno dysząc i słuchając nawzajem bicia swoich serc. - To... Podobało mi się. Dziękuję Yasuo. - powiedzenie czegoś takiego wymaga odwagi. - ale zastanawiam się, dlaczego wtedy płakałeś. Czy... Powiesz mi jutro? - Nie myślmy o jutrze, lepiej idź spać. Jutro przyniesie własne problemy, cieszmy się tą bardzo ulotną chwilą. - czemu ulotną? Każdy następny dzień może być lepszy, jeśli tylko o to wspólnie zadbamy! Wszystko jeszcze przed nami! - prawił podlotek w euforii. - Przed nami... - rzucił brązowo-włosy. - Dobrze... Porozmawiamy o tym jutro? - spytał z nie mniejszym entuzjazmem niż uprzednio Kayn. - Jasne... Jutro... - odrzekł przytulając mocno Kayna na ''dobranoc.'' Ostatnie jakiego wspólnie zaznają. Tulił go czule, póki nie był w 100% pewien, że śpi. Złożył delikatny pocałunek na policzku chłopca. Mimowolna łza wydobyła się spod zmęczonej powieki mistrza. Już ostatnia. - Przepraszam Kayn... - cicho szepnął, po czym trzęsącą się dłonią cicho sięgnął po katanę...
YOU ARE READING
Kaynsuo (Kayn x Yasuo)
RomanceKrótkie zbliżenie na relację Kyna i Yasuo z League of Legends. Uwaga: Relacja boy x boy. Na podstawie oryginalnego biegu historii z LoLa
