Prolog

210 16 2
                                        

Kwiecień, 1831 rok

Zza firanek do pokoju wpadały pierwsze wiosenne promienie, a ja siedząc na fotelu, wyglądałam przez okno, oczekując jakiejś odmiany. Liczyłam, że ujrzę chociaż jedną śniegułkę, która rozradowałaby moje serce, na resztę dnia. Tak niewiele było mi teraz trzeba. Potargane myśli starałam się koić odgłosami żarzącego się drewna. Ten względny spokój został przerwany, gdy z oddali pokoju usłyszałam przybliżające się kroki. Nie musiałam się obracać, doskonale wiedziałam kto to. Oczekiwałam nagłej zmiany kierunku, ona jednak nie nastąpiła. Kroki ucichły dokładnie za moim fotelem. Jego dłoń spoczęła delikatnie na moim prawym ramieniu, kreślił na nim małe kółka palcami. Dobrze wiedziałam, że ten mały gest był wszystkim, na co teraz było go stać, ale ja właśnie wtedy po raz pierwszy poczułam, jak topi się lód w jego sercu. I wtedy do Castlerock nadeszła, tak długo oczekiwana wiosna. To miejsce może się kiedyś stać moim prawdziwym domem. 

__________________________
  
* Im dalej tym coraz dłuższe rozdziały

Wtedy nadeszła wiosnaTahanan ng mga kuwento. Tumuklas ngayon