-

24 5 3
                                        

Fizycznie byli tuż obok siebie, lecz ich dusze i myśli oddzielało bezkresne morze. Wątłe światło trzymanej świecy umożliwiło mu spojrzenie w oczy księcia, jak zawsze melancholijne, nieobecne, wpatrzone w dal z nieopisanym wytęsknieniem za czymś, czego być może nawet nigdy nie dane było mu zaznać. Odwrócił wzrok w kierunku nieba, w które to wpatrywał się jego towarzysz. Wzmogło to tylko poczucie samotności w sercu. W tej ciemnej kopule, bogato upstrzonej jaśniejącymi tu i ówdzie punktami, kryło się coś pięknego, ale i przytłaczającego. Odległość dzieląca go od gwiazd i Księżyca, ale także widocznego z wysokiego piętra miasta czy portu, uświadamiała go o własnej małości i kruchości. Otulił się mocniej aksamitną peleryną, narzuconą w biegu po przebudzeniu. Może chciał ochronić się przed powiewem chłodnego, duńskiego wiatru, a może chciał poczuć się choć trochę raźniej i bezpieczniej w zimnym, przytłaczającym świecie. Nie dane nam już się dowiedzieć.
Westchnął cicho, siadając na kamiennej balustradzie zamkowego krużganka. Był zwrócony do przyjaciela plecami. Delikatnie się o niego oparł, zaś jego dłoń od razu pobłądziła w poszukiwaniu ciepła bratniej duszy. Kąciki jego ust delikatnie drgnęły, gdy ich palce się ze sobą splotły. Żaden nie przerywał panującej ciągle ciszy. Zamiast tego raczyli się swoją obecnością ­― jeden strapiony stanem druha i szukający w myślach sposobu na sprawienie mu ulgi, drugi z krwawiącym od wielu dni sercem, ciągle przebijanym coraz to nowymi, wbijanymi przez dworzan sztyletami.
― Niedługo umrę – stwierdził wreszcie bez ogródek książę, czując, jakby zrzucił tym stwierdzeniem ze swych barków ogromny ciężar. Jego przyjaciel przekręcił ku niemu głowę, zszokowany. Nic jednak nie odpowiedział. Duński dziedzic tronu wbił wzrok w jaśniejącą na ciemnym niebie Gwiazdę Północną. Uśmiechnął się, lecz nie widać było w tym żadnego szczęścia, a raczej niewysłowiony żal: – Ty i ja dobrze wiemy, że jeśli przeżyję to przedsięwzięcie, to i tak zostanę stracony. Wyrok już zapadł.
Poczuł, że serce dudni w jego piersi jak oszalałe. Zdawało mu się, że jest tak głośne, że zaraz ktoś wypadnie z pobliskiego korytarza i zapyta, kto śmiał przerwać jego spokojny sen. Nic takiego jednak nie miało miejsca.
― Mój książę... – wyszeptał zachrypniętym głosem, lecz urwał, niepewien, co dalej powiedzieć. Świadomość śmiertelności wszystkich osób i rzeczy nie była mu obca. Wszystkie wyroki Fortuny witał w swym życiu z jednakowym spokojem, zarówno gdy Los się do niego uśmiechał, jak i w chwilach rozpaczy i żałoby. Dlaczego więc teraz zetknięcie się twarzą w twarz z perspektywą utraty przyjaciela sprawiło, że do oczu napłynęły mu łzy?
― Zabrzmi to pysznie, lecz zawsze czułem się Achillesem tej historii – rzekł cicho duński książę, lustrując wzrokiem odległy horyzont. – Największy półbóg, częściowo nie z tego świata, nierozumiany przez zwykłych śmiertelników...
― Masz za miękkie serce, by być gniewnym Achillesem, mój książę...
W oczach rozżalonego królewicza zabłysły przez moment ogniki rozbawienia.
― Achilles miał serce z żelaza pośród podatnych na wzruszenia ludzi. Ja z kolei wzruszam się wszystkim, żyjąc wśród ciemięzców o sercach z kamienia – wytłumaczył cierpliwie analogię, przechylając lekko głowę do tyłu. – Obaj zaś byliśmy rozumiani tylko przez jedyne w naszych życiach osoby, które prawdziwie kochaliśmy. – Zamilkł na dłużej. – Byłeś mi zawsze Patroklem, Horacy, a jednak to ja umieram pierwszy.
Poczuł się, jakby ktoś rozciął mu brzuch i ścisnął z całej siły trzewia, taka ni mniej, ni więcej była skala odczutego nań bólu. W gardle utkwił mu krzyk, chciał wrzeszczeć w niebogłosy, jakby miało to oddalić od nich to okropne przeznaczenie. Jednak jedynym, co potrafił z siebie wydać, był pełen rozpaczy szept:
―Odejdę z tobą, książę. – Czuł, że nie był już w stanie powstrzymać rozmywających jego wzrok łez. Po jego bladych policzkach spłynęły strugi lśniące w nikłym świetle powoli wypalającej się świecy.
― Nie, Horacy. Ty będziesz żył dalej. Potrzebuję cię. Dania cię potrzebuje – mówił cicho i spokojnie, choć ze stanowczością. – Musisz chronić mój honor. Wkrótce do kraju wróci Fortynbras, zostając tym samym ostatnim żywym męskim potomkiem rodu. Niech dowie się, co w ogóle miało miejsce.
Ogień dotarł do końca knota świecy. Jedynym oświetleniem dla sceny na zamkowym krużganku stał się Księżyc oraz towarzyszące mu gwiazdy. Horacy cicho zaszlochał, pozwalając sobie po raz pierwszy w tym trwającym od paru dni dworskim teatrze pozorów na okazanie swych prawdziwych uczuć. Hamlet nie przerywał mu, ciesząc się, że chociaż jego druh może odnaleźć w tym choć częściową ulgę.
― Będę na ciebie czekał, Horacy. Czekał pośród gwiazd, łowiąc chimery i sięgając samych bogów, jak to od początku powinno być.
Ścisnęli mocniej swoje ciepłe, delikatne jak ich dusze dłonie. W myślach zaś modlili się, aby ta noc nigdy nie została odpędzona przez różanopalcą Jutrzenkę.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Oct 22, 2019 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Byłeś mi zawsze PatroklemStories to obsess over. Discover now