Opis tymczasowy!!!
Anastazja przez przypadek trafia do innego świata. A jej pojawienie się wywraca spokojne życie mieszkańców do góry nogami.
Dziewczyna nie wie jeszcze, że jest częścią mrocznego planu jednego z najpotężniejszych maginów w Tandurii...
Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.
Gorąco zachęcam do posłuchania piosenki w mutlimediach.
When the sins of my mother
Weigh down in my soul
And the pain of my father
Will not let me go
*Foy Vance - Make it Rain
Draveth wbrew wszelkim wierzeniom i naukom żył w przekonaniu, że to właśnie noc przynosiła nadzieję. Według niego ciemność dodawała odwagi, aby być sobą. Odsłaniała prawdziwe intencje. Wzmacniała również uczucia, lęki i obawy, jednocześnie dodając sił do zmierzenia się z nimi. Lecz warunek był jeden, trzeba było to uczynić, nim nastanie poranek. Nim powróci bojaźliwa natura człowieka. I wygra strach.
Nie bez powodu Draveth wybrał noc. A dokładnie tę noc.
Przechadzał się pomiędzy zakapturzonymi wojownikami, z lekkością niepasującą do tak wysokiej i szczupłej sylwetki. Zaglądał w oczy swoim uczniom, w których pokładał wielką wiarę. W końcu to oni mieli być tą nadzieją.
Po kątach szeptano, że skończył sześćdziesiąt lat, lecz dokładnej liczby nikt nie znał. Może dlatego, że sam przestał liczyć mijający czas, gdy był jeszcze młodzieńcem. Nie chciał być oceniany przez pryzmat wieku, lecz doświadczeń, których miał dużo więcej niż inni. Wierzył, że to one stanowiły o sile człowieka.
Historia jego życia była pokręconą drogą przez ciernie. Za ojca miał tchórza, który chował się po stodołach, aby uniknąć walki za ojczyznę. Matka nie mogąc znieść upokorzenia, uciekła. Mając niewiele ponad dziewięć lat, pozostał na świecie sam. Zmuszony patrzeć, jak ojciec umiera w męczarniach, modlił się, by los zesłał mu szansę na nowy początek.
Bez dachu nad głową znosił wszelkie upokorzenia, byle tylko dostać ciepły posiłek. Przyświecał mu cel, którego realizacja wydawała się niewykonalna. Jednak nie dało się nie zauważyć, że upór był jedyną cechą godną podziwu u wychudzonego dzieciaka, o dużych błękitnych oczach.
Z całych sił chciał udowodnić, jak bardzo różnił się od ojca. I gdy po pełnej niebezpieczeństw drodze wreszcie dotarł do słynnego zakonu ślepców w Eladar, los nie okazał się łaskawszy. Czekało go jeszcze więcej wyrzeczeń, potu i łez zmieszanych z krwią, by wreszcie uznano go godnym. Lecz pewnych zaległości nie dał rady nadrobić. Każda kolejna porażka łamała i tak już pokaleczone serce, a bracia, u których szukał wsparcia, odrzucili go.
Byli zbyt zajęci sobą, by dostrzec ironię płynącą z własnych słów. Wmawiali mu, że był zbyt słaby, zbyt nieporadny, by osiągnąć pełnie mocy. Naśmiewając się, nie zauważyli, jak bardzo hartowali jego ducha.