Pewnego dnia latem na stadionie miejskim w Wadoshimie w meczu ligowym w piłce nożnej starły się dwie drużyny: Skawa oraz Hutnik. Podczas tego spotkania na niebie ukazały się bardzo dziwne znaki. Jeden z nich przypominał kształtem "X". Drugi znak nie przypominał koła, "X", kwadratu ani żadnego innego znanemu człowiekowi kształtu, które pozostawiają samoloty. Były to znaki, które świeciły niczym neon gdy światło na niego padnie. Wówczas na ławce siedział Karol, przyglądający się temu zjawisku. Gommka, bo tak na nazwisko ma Karol, jest wysokim i szczupłym nastolatkiem. Ma średniej długości, jasno brązowe i kręcone włosy. Jest bardzo pomocny i koleżeński. Kto i czym mógł zostawić te ślady - myślał młody piłkarz. Obok Karola siedział Zenek. Kat, bo tak Zenka przezywają koledzy ze względu na jego posturę i Blizne jaką ma na ręce, jest niezbyt wysoki, ale za to masywny. Ma on krótkie jasne włosy. Kat jest silny i odważny.
- Zenek widziałeś kiedy takie znaki na niebie ? - zapytał się rezerwowy Skawy.
- Nie, nigdy czegoś podobnego nie widziałem. - odpowiedział mu kolega.
Po co ktoś mógł zostawić te ślady - zastanawiał się Karol.
- Gommka wstawaj z ławki, będziesz grał - powiedział trener do Karola który poszedł się rozgrzewać. Po wygranym meczu przez Skawę 2:1, Gommka poszedł wraz z Zenkiem do domu.
- Pamiętasz Kat te znaki na niebie ?
- Tak, bardzo ciekawe jak się tam znalazły. - dopowiedział Zenek - Czy nie wydaje ci się że była to sprawka jakiś sił powietrznych ?
- Nie wydaje mi się, chociaż jest to bardzo prawdopodobne.
Dalszą część drogi chłopcy rozmawiali o sporcie. Nagle zza rogu pokazał się Leon. Jest on przyjacielem Karola i Zenka. Bill, bo tak przezywają go koledzy, jest niski i szczupły. Leon ma długie, proste, ciemne włosy. Bill jest małym tchórzem, ale za to bardzo zabawnym i mądrym.
- Siema. - powiedział Leon
- Hej. - odpowiedzieli chłopcy
- Co robicie ?
- Idziemy do domu. - odpowiedział Gommka
- Nie poślibyście ze mną na błonie bo chciałem tam polatać sobie dronem.
- Możemy tylko odniesiemy torby do domu. - odpowiedział Kat
Po zaniesieniu stroju i korków do mieszkania Karola i Zenka, chłopcy poszli na błonie. Błonie w Wadoshimie są bardzo ładne. Są one porośnięte zieloną, krótko przyciętą trawą. Wokół nich rozciągają się lasy.
- To idealne miejsce na latanie dronem - powiedział Leon, który jest wielkim fanem dronów.
Chłopcy zaczęli latać dronem. Leon jest najlepszym, w całej klasie, w sterowaniu dronami. Bawili się tak ze dwadzieścia minut kiedy usłyszeli dziwne odgłosy dochodzące zza krzaka. Chłopcom ciarki po plecach przeszły i nie wiedzieli co zrobić. Postanowili że pójdą tam razem. A może komuś się coś złego stało. - pomyślał Kat.
- Kat nie idź tam ! - wykrzyknął Leon, jednak Zenek go nie posłuchał i poszedł zobaczyć co się dzieje za tym krzakiem. Poszedł tam i zobaczył coś strasznego i nie opisanego.
- Aaaaa ! - krzyknął Kat.
Koledzy podeszli do niego i zobaczyli tam człowieka krwawiącego, nie przytomnego, który był ubrany w kombinezon taki jaki mają astronauci z NASA. Cała twarz astronauty była zakrwawiona więc nie można było zobaczyć pełnej głowy. Leon zaczął uciekać jednak Kat i Gommka szybko go złapali.
- Czemu uciekasz, karetkę trzeba wezwać !!! - krzyknął na niego Karol
- Już dzwonie. - odpowiedział Kat, który jak zwykle zachowuje zimną krew.
Niespełna pięć minut temu przyjechała karetka wraz z policją. Wówczas wszyscy mieszkańcy Wadoshimy zaczęli się tam zbierać. Komendant główny policji pan Jan, który bardzo dobrze znał Leona, Karola i Zenka, poszedł spisać ich zeznania.
- Panowie co tu się stało ? - zapytał komendant.
