The Ghostwritter

23 3 0
                                        

- Do widzenia, Ana - mówi, oficjalnym gestem podając mi rękę. Zatapiam się na moment w tych smutnych, szarych oczach, które nie tak dawno temu skradły mi serce. Nadal nie zdołałam zgłębić, co się kryje za ich fenomenem. Dotykam jego dłoni, zamykając ją niepewnym uściskiem. Ma długie palce pianisty i miękką skórę człowieka, który nie przywykł do fizycznej pracy. Próbuję nie myśleć  o naszych wspólnych nocach, o słodkiej melodii ciał okrytych bladym blaskiem księżyca… Próbuję bez skutku.

- Do widzenia. Miło było cię gościć u nas - stwierdzam ze zdawkową uprzejmością. W końcu, nie bez przyczyny jestem córką bywalca najznakomitszych salonów. Potrafię być damą. A damy nie płaczą z powodu skończonego romansu.

- Anabeth! - woła skrzekliwy głos ojca.  Nawet nie pozwoli mi odprowadzić Dawida wzrokiem do bramy. Nawet tyle mi nie da. Żałuje własnej córce jednego ponurego wspomnienia więcej. Odwracam się od podjazdu, idąc ku sypialni, właściwie umieralni, tego wielkiego człowieka  ostentacyjnie stukając obcasami. Leży, pokasłując. Wygląda nadzwyczaj spokojnie jak na tyrana, którym jest dla mnie przez całe życie.

- Wołałeś - rzucam w progu. Przed oczami ciągle mam szczupłą sylwetkę Dawida, a na ustach smak naszego ostatniego pocałunku. Smak goryczy i niespełnionych nadziei.

- Gdzie byłaś?

- Żegnałam twojego gościa - odpowiadam oschle. Nie mam ochoty na pogawędki.

- Żaden z niego gość. Zwykła literacka kurwa - warczy, pokazując jakim prostakiem pozostał, mimo swojej cienkiej warstewki dobrych manier.

- Nie mów tak o nim. Dawid jest pisarzem. Bardzo dobrym - protestuję. Zawsze muszę stawiać zbędny opór, szarpać się dla samego szarpania.

- Szkoda, że nie publikuje, hm?

- Nie może publikować, skoro musi wiecznie pisać na zlecenie takich jak ty.

- Takich jak ja? Czyli jakich? No, wyduś to z siebie! Powiedz, co sądzisz o starym ojcu… Tchórzysz?! Żałosna…

- Potrzebujesz czegoś? - pytam, chcąc przerwać jego pseudo wywody pseudo rodzica.

- Córki.

- Na to chyba za późno - mruczę z irytacją. Dotychczas występowałam częściej jako asystentka mojego rodzica niż jego krewna. Mój ojciec czarował tłumy na scenie, lecz poza nią nie miał nic do zaoferowania prócz ciągłych wyrzutów i rozczarowania. Nie dziwiło mnie, że mama odeszła, nie mogąc dłużej wytrzymać jego  neurotyzmu oraz histerii. Cóż, ciężko żyć z geniuszem takiego formatu.

- Zapłaciłaś mu?

- Tak, zrobiłam przelew - potwierdzam chłodno. Chcę już stąd wyjść.

- Słyszałem o powrocie George’a.

- Wrócił wczoraj - informuję niechętnie. Ojciec wszystko wie, choć zwykle nie wychodzi z łóżka.

- Powinnaś go zaprosić.

- Skoro chcesz.

- A ty nie chcesz?

- Jest moim przyjacielem, tato. Grzeczność wymaga, żeby go zaprosić.

- Grzeczność? - podchwytuje ciekawie. No tak, nigdy nie odpuszcza.

- Kultura, dobre wychowanie… Nazywaj to jakkolwiek.

- Umówiłaś spotkanie z Tonym?

- Przyjdzie po szesnastej, więc bądź gotów.

- Czytałaś ją? - pyta, kiedy przekraczam próg - Moją biografię?

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Sep 26, 2019 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

The ghostwritter Where stories live. Discover now