Jeremy

14 1 1
                                        

Wywalił mnie, ten cholerny gnój mnie wywalił. Wyszedłem z jego biura, łzy ciekły mi po policzkach. Pieprzona redukcja pracowników. Czy nie lepiej było by po prostu odpalić dodatkowe zmiany, byśmy mogli to odrobić. Ale przecież w ogóle to nie nasza wina, przecież to nie my zawiniliśmy.

Wychodząc z gabinetu, widziałem mijających mnie ludzi. Wszyscy patrzyli na mnie z pogardą. Wyglądali, jak bym to ja był winien całego zła tego świata. Ich wzrok mnie przenikał, przytłaczał. Już lżej bym się czuł, gdyby zawalił się na mnie cały ten pieprzony budynek.

Po opuszczeniu Delty, od razu ruszyłem w stronę mojego domu... Nie, nie domu, tego miejsca nie mogłem nazwać domem.
Melina w której mieszkałem znajdowała się w jednej z bocznych ulic. Nikt normalny nie zapuszczał się do nich, były ciemne i mokre. Smród rozkładającego się jedzenia, wydobywał się z śmietników. Pomimo że Nie padało od kilku tygodni, kałuże pokrywały drogę i chodnik. Smród dymu, alkoholu i szczyn, przepalał nos.

By dotrzeć do odpowiedniej drogi, musiałem wyjść na główną i wejść do metra a następnie przejechać na 72 ulice... Tak więc to zrobiłem. Na głównej ulicy było pełno ludzi, to miasto żyło dopiero nocą. Hologramy i ledy rozświetlały zatłoczone drogi.

W pewnym momencie usłyszałem huk, strzały i eksplozje. Wydobywały się z metra, ludzie z środka zaczęli wybiegać i słychać było w oddali radiowozy policji. Zamurowało mnie ...po drugiej stronie ulicy, w metrze w którym miałem się znaleźć by wrócić do mieszkania, coś się działo.

Stałem jak zamurowany, wpatrując się w przeciwległą stronę drogi. Kolejna seria strzałów... Policja zaczęła rozkładać się przed wejściem i przygotowywać do akcji którą mieli wykonać. Karetki również już zaczęły docierać  na miejsce.

Ludzie stojący w okuł mnie, również wpatrywali się w stronę metra. Niektórzy nagrywali inni starali się przepchnąć przez tłum...

Zaraz co ja robię, dlaczego ja tu stoję ? Dlaczego nie uciekam? Co jeśli coś wybuchnie pode mną? Tunele są rozsiane po całym miećcie... Ogarniał mnie paraliżujący strach, tak silny że nie byłem w stanie zrobić nawet kroku.

Mundurowi zaczęli wchodzić do środka głównym wejściem... Kolejna seria strzałów. Paraliżujący strach ustąpił dając miejsce panice. Za czołem panicznie uciekać, taranowałem każdego na swojej drodze...Kolejny wybuch... Wszyscy ruszyli się z miejsca, zaczęli uciekać tratując innych. Strach ogarnął całą ulice. 



Przez to co się stało musiałem nadłożyć drogi, zamiast paru minut. Straciłem dwie godziny. Po dotarciu na miejsce miałem tylko ochotę zjeść coś i iść spać.

Rzuciłem swoje rzeczy na podłogę i podszedłem do lodówki.  Wyjąłem z niej niedojedzone resztki wczorajszego obiadu i w połowie wypitą butelkę piwa. Usiadłem na rozklekotanym łózko i włączyłem stary telewizor. Znowu wiadomości, mogli by dać se siana już z nimi...zaraz, chwila..

-wiadomości z ostatniej chwili, metro na trzydziestej ulicy zostało zakatowane przez terrorystów. Na miejsce przybyły służby mundurowe i medyczne. Ofiar śmiertelnych ponad siedemdziesiąt a poważnie rannych, ponad dwieście.- Mówią o tym ataku...jak bym się tam znalazł, to mógłbym już nie żyć... 

-Żrący gaz dalej wydobywa się, zostały ewakuowane i zamknięte kolejne ulice. Ofiar śmiertelnych nie odnotowano.- Ten gaz cały czas się wydobywa, jak coś z nim nie zrobią, to za niedługo ja też pożegnam się z moją kwaterą.

Wstałem i wyrzuciłem plastikowe opakowanie w którym znajdował się mój, już zjedzony posiłek. Po czym wszedłem do łazienki, zdjąłem przed lustrem soczewki i zakropiłem moje zmęczone zielone oczy, jakimiś kroplami, zapisanymi przez lekarza.

Nie miałem zamiaru się myć ani przebierać byłem zbyt zmęczony, po prostu rzuciłem się na łóżko. Już chciałem zasną... telewizor nadal był włączony, nie wyłączyłem go...

- Wysypisko robotów zostanie usunięte a obiekty na nim zdezintegrowane.- Jak byłem mały, uwielbiałem roboty. Androidy były inne, miały ograniczenia, nie mogły się zbuntować. A roboty nie.

Uważałem je za doskonałe, Nawet kilka sam złożyłem.  Ale na co to komu teraz, roboty były zbędne. Ja również zacząłem to dostrzegać. Wszystkie moje twory, wyrzuciłem. Ogrodnika, kucharza, pokojówkę i lokaja... Z tym ostatnim, najciężej było mi się rozstać. Może i był tylko mechaniczną puszką, którą nigdy nie włączyłem ale... cały czas gryzie mnie sumienie...

Wyłączyłem telewizor i odpłynąłem do krainy morfeusza.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Feb 26, 2020 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

ZEROWhere stories live. Discover now