Prolog

120 3 1
                                        

Szesnastolatka po raz kolejny stała na peronie 9 i 3/4 żegnając się z ojcem. Mamę pożegnała wcześniej, bo jako mugol nie mogła wejść na magiczny peron.

-Nie rozrabiaj tam za bardzo-poczochrał ją po niebieskich włosach. Dopiero teraz zaczął zdawać sobie uwagę jak córka była do niego podobna. Po nim otrzymała magię i metamorfomagię. Tak samo jak on trafiła do Revenclow i świetnie się uczyła.-Kocham cię, córeczko-przytulił do siebie Natalie. Dziewczyna oddała uścisk.

-Ja ciebie też tato-odparła-Muszę już iść-dodała patrząc na zegarek, który nosiła na nadgarstku.

-Trzymaj się-pomachał jej, a dziewczyna zabrała swój kufer i klatkę z łasicą, a następnie ruszyła w stronę pociągu. Znalazła wolny przedział i zajęła jedno z miejsc. Wyciągnęła Styks z klatki, a łasica z weszła jej do kaptura. Dziewczyna wyciągnęła ze swojej torby mugolską książkę i zaczęła ją czytać.

Po chwili drzwi do jej przedziału się otworzyły. Podniosła głowę i zobaczyła wysokiego bruneta w okularach, spod których spoglądały na nią ciemnobrązowe tęczówki. Za nim stał, również wysoki chłopak z czarnymi włosami do ramion. Jego tęczówki były szare.

-Cześć-przywitał się okularnik-Możemy się dosiąść? Nigdzie nie ma miejsc-powiedział drapiąc się po karku.

-Cześć i tak jasne, siadajcie-odparła niebieskowłosa. Nastolatkowie usiedli naprzeciwko dziewczyny.

-Ja jestem James Potter, a to Syriusz Black-przedstawił.

-Natalie Sherwood-zerknęła na nich swoimi zielonymi tęczówkami i uśmiechnęła się lekko.

-Jesteś metamorfomagiem?-spytał Black, a nowa koleżanka przytaknęła-Wow-wyrwało mu się, co niebieskowłosa skwitowała chichotem.

Po pięciu minutach drzwi po raz kolejny się otworzyły. Zielonooka spojrzała na wysokiego blondyna z bliznami na twarzy. Jego oczy były koloru mlecznej czekolady. Uśmiechał się przyjaźnie. Od razu zaintrygował Natalie. Był inny niż wszyscy.

-Remus!-pisnął Syriusz jak mała dziewczynka.

-Luniek!-zawtórował mu James.

-Cześć chłopaki-odparł, a potem skupił wzrok na niebieskowłosej dziewczynie. Na jej ramieniu podpierała się łasica, która wcześniej siedziała w kapturze.-Hej, jestem Remus Lupin-przedstawił się, a dziewczyna lekko przekrzywiła głowę.

-Natalie Sherwood-odparła i wyciągnęła do niego rękę. Chłopak ujął ją i złożył na jej wierzchu pocałunek niczym prawdziwy dżentelmen. Blondyn zajął miejsce obok dziewczyny, która wróciła do czytania. Huncwoci siedzący naprzeciwko od razu wciągnęli go do rozmowy.

Kiedy drzwi otworzyły się po raz kolejny, niebieskowłosa myślała że zwariuje.

Tym razem do przedziału wszedł niski, pulchny, blondyn. W rękach miał pełno słodyczy.

-Cześć Peter-przywitał się Remus.

-Siemasz Glizdogon!-wykrzyknęli wesoło bruneci.

-Cześć Łapo, Rogaczu i Lunatyku-odpowiedział i zajął miejsce obok chłopaków.-A to kto?-spytał, gdy spostrzegł niebieskowłosą.

-Twoja śmierć-powiedziała dziewczyna i zmieniła kolor oczu na czerwony. Widząc minę chłopaka, myślała że się posika ze śmiechu. Z resztą chłopacy nie byli lepsi.-A tak na serio, to jestem Natalie Sherwood,  krukonka z szóstego roku-powiedziała, gdy już się ogarnęli.

-Aha-odparł Peter i zajął się czekoladową żabą, co przypomniało niebieskowłosej, że chciała kupić karmelki.

-Przepraszam na chwilę- powiedziała, odkładając książkę i wyszła z przedziału. Szukała pani z wózkiem.

-Coś dla ciebie, kochanie?-usłyszała za sobą. Odwróciła się i uśmiechnęła na widok wózka.

-Dwa słoiczki karmelków proszę-powiedziała. Odebrała słodycze i zapłaciła. Szczęśliwa wróciła do przedziału i zajęła swoje poprzednie miejsce.

Czekoladowe Karmelki ||Remus LupinDes histoires addictives. Découvrez maintenant