Prolog

9 3 1
                                        

Ciemność. Ciemność. Ciemność. Wszędzie dookoła była ciemność. Aż tu nagle...ciemność zaczęła się robić taka jagby...bledsza. Jaśniejsza.Coraz bledsza i bledsza. Nagle zaczęły się pojawiać pierwsze promyki jaśniejącego słońca. Coraz więcej i więcej...

Otwarłam oczy. Przez chwilkę wszystko było takie...zamazane,lecz po chwili wszystko wróciło do normy. Powoli podniosłam się z łóżka i rozejrzałam po moim pokoju.

-Ech...

Zwlekałam się z łóżka i podeszłam wolno do lusterka. Ujrzałam w nim tę samą dziewczynę,która widziałam wczoraj. Intensywne brązowo-piwne oczy wpatrujące się w odbicie. Piegi,które obsypały całą twarz. Kasztanowo-ruda burza włosów która spływała po kościstej  twarzy. Mocne,czerwone usta,które aktualnie nie okazywały żadnych emocji.

Wolno odwróciłam się od lusterka i spojrzałam na kalendarz,który wisiał na ścianie. 31 lipca...

Nagle po chwili  na moje usta wkradł się szczery prawdziwy uśmiech. Przecież ja nie jestem jakimś gburem,który 24h na dobę ma markotny  humor. Wreszcie moje prawdziwe JA się obudziło!Na codzień  byłam wesołą 10latką,która miała zawsze pełen zapas energii.Dla obcych ludzi,czasem faktycznie mogłam się wydawać smutna,ale to było mylne złudzenie.

Już radosna podbiegłam do swojej szafy,o mało nie potykając się o buty walające się po całym pokoju. No tak...cóż...nie należałam do osób,które mogły się pochwalić szczególną czystością w pokoju.

Otworzyłam z impetem szafę,po czym wysypała się na mnie cała masa ciuchów.

Zaczęłam grzebać w stercie walających się ubrań. W końcu zdecydowałam się,że ubiorę czarne jeansy, czarną bluzkę z krótkim rękawkiem na, której był nadrukowany  napis "coca cola". Do tego ubrałam skarpetki i czarne trampki. Co jak co,ale rodzicie zawsze chcieli,żebym ubierała się "modnie". Tylko,że ja nie wiem po co...już chciałam wybiec z pokoju,kiedy uświadomiłam sobie,że nie rozczesałam włosów i nie umyłam zębów. No tak...jestem bardzo zapominalska ,a co jeszcze gorsze bardzo niezdarna. Po porannej toalecie,wreszcie zbiegłam po schodach na dół,o mały włos nie potykając się na nich.
Na dole czekali już na mnie rodzice. Tata czytał gazetę,a mama z zapartym tchem oglądała jakiś program o modzie.

-Dzień dobry!!!-krzyknęłam  wesoło na cały dom.

-Skarbie,proszę zrób sobie coś na śniadanie. W lodówce jest pełno rzeczy.-powiedziała mam nie odrywając wzroku od telewizora.

Tata nawet nic nie odpowiedział. Ja nic nie zrażona podbiegł do lodówki i z całym impętem ją otwarłam.Po kilku minutach wybrałam parówki na śniadanie.

Zrobiłam je sobie i z parującym talerzem parówek podeszłam do stołu.

-Wiesz tato co mi się dzisiaj śniło?!-spytałam z entuzjazmem

Zero odpowiedzi.

-A,nieważne...

I zaczęłam jeść. Po skończonym posiłku wstawiłam naczynia do zmywarki.

Po chwili mama wstała i zgasiła telewizor. To oznaczało,że nudny program modowy się skończył.

-Kometnie ich nie rozumiem. Jak można sądzić,że rajtuzy będą pasował do...-nagle mama przerwała

Po chwili usłyszeliśmy cichutkie pukanie.

-Ola,idź zobaczyć kto to-mruknął tata wciąż nie odrywając oczu od gazety.

Pobiegłam do drzwi i z impetem je otworzyłam,jednak nikogo przed nimi nie było...

-Nikogo nie ma!!!-krzyknełam do kuchni.

Wróciłam i już chciałam coś powiedzieć,ale...

Puk,puk,puk...

-Ola idź jeszcze raz zerknąć.-powiedziała mama. Teraz zaczęła czytać tę nudną gazetę modową,która przychodzi do nas co tydzień pocztą.

Znów podbiegłam do drzwi i je otworzyłam,ale...ponownie nikt tam nie stał.

Wrócił do kuchni

-Nikogo tam nie ma.

Puk,puk,puk...

Nagle odwróciłam się w stronę okna. A w nim...stała wielka puchata sowa!!!Była brązowo-miodowa. To ona pukała w szybę!!!

-Zobaczcie!!!To sowa!!!

-Nie  rycz tak-odpowiedział tata

Podbiegłam do okna i wpuściłam swoę do mieszkania.Nagle,tak jagby któś przełączył coś w mamie,mama ryknęła na cały głos.

-Marcin!!!!!To sowa!!!!!!!

-Sowa?-spytał zdziwiony tata-Ale jaka sowa...

-Ta sowa!-krzyknełam z radością.

Tymczasem sowa poleciała do stolika i na nim usiadła. W dziobie trzymała jakąś kopertę.

Powoli podeszłam do stolika.

Mama tymczasem schowała się za tatą.

Klęknełam przy stoliku. Sowa patrzyła się na mnie swoimi dużymi czarnymi oczkami.

Nagle,tak jakbym ją zrozumiałam. Powoli wyciągnęłam z jej dzioba kopertę.

Obróciłam  ją  w dłoniach i przeczytałam na głos:

-Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart...

Napisałam prolog,który bardziej przypomina rozdział,ale co mi tam. Mam nadzieję,że się wam spodobał. Zostawię jakąś łapkę i komentarz,to bardzo motywuje do napisania kolejnych rozdziałów. Możecie mi napisać uwagę,dotycząca książki,jednak nie w sposób obraźliwy.

Papatki👋😁

Harry Potter"Nieprzydzielona"Stories to obsess over. Discover now