Cześć! Jestem Jane. Opowiem Wam historię o toksycznym związku, w którym byłam. Poznałam Dana, gdy byłam w 1 klasie liceum. Kolegowaliśmy się jakiś czas. Był sarkastyczny i zamknięty w sobie, ale właśnie tym w jakiś sposób mnie urzekł i po paru rozmowach przez messangera i spotkaniach po szkole zostaliśmy parą. Wiecie, jak to jest na początku miłości; zapomina sie o rzeczywistości, a partner staje się całym naszym światem. Przynajmniej ja tak miałam. Przez to dochodziło do wielu sprzeczek, jednak myśłałam, że to normalne w związkach. Mimo to, było cudownie. Czułam, że w końcu znalazłam miłość życia. Tak się zaślepiłam, że straciłam najlepszą przyjaciółkę i odsunęłam się nawet od klasy. Dan dawał mi do zrozumienia, że inni nie są mi potrzebni, a ja mu w to coraz bardziej wierzyłam. Stwarzal we mnie poczucie że bez niego nie dam rady sama. Nawet zaczęłam kłócić się z rodzicami, gdy zabraniali mi się z nim spotykać, a przy tym często uciekałam z domu.
Jednak po jakimś czasie zaczęłam zauważać, że nie czuję się szczęśliwa nie mając nikogo innego, że czegoś mi brakuje. Kiedy mu o tym mówiłam nadal nalegał na kontakty tylko z nim, a nawet obrażał się, czy był smutny, gdy chodziłam ze znajomymi. Myślałam na początku, że to urocze że się martwi. Jednak po jakimś czasie doszłam do wniosku, że tak nie może być i zaczęłam go ignorować czy okłamiwać. Nie byłam z siebie dumna, więc moje kłamstwa nie trwały długo.
Pojechaliśmy razem na wakacje i wszystko było super. Jedyne co mi się nie podobało to to, że pgrał mi często na emocjach i wzbudzał zazdrość. Były to wg niego żarty, ale za to bardzo złośliwe. Nie jestem osobą zazdrosną, jednak wtedy często dawałam upust złości i zaczęłam tak, jak on - złościć się o jego spotkania z kolegami. Później, po wakacjach mieliśmy wiele innych kłótni, w tym parę większych, gdzie nawet dochodziło do przemocy i zerwań. Dan tak na mnie wpływał, że byłam zdolna do strasznych rzeczy. Od ignorowania innych wokół do nawet okaleczania się, co on z resztą sam robił, później twierdząc, że to była moja wina. Pewnie pomyślicie; jak w ogóle byłam zdolna robić takie rzeczy? W końcu byłam osobą silną psychicznie. Ale nikt nigdy nie wie, jak postąpi, gdy zaangażuje się uczuciowo. Ja niestety przegrałam i żałuję do dziś.
KOLEJNA CZĘŚĆ JUZ W KRÓTCE!!!
