1

195 13 0
                                        

Biegnę. Przedzieram się przez rozległe gąszcza, jednak nie zwracam  na nie uwagi tylko biegnę dalej, zbyt skoncentrowana na tym, by dorzeć do wzniesienia.

Kiedy z oddali słyszę męskie krzyki przyśpieszam, ignorując podrapane łydki. Na twarzy czuję chłodny wiatr, który rozwiewa moje długie, czarne włosy na wszyskie strony. W tym momencie dziękuje bogom, za moją dobrą kondycję, ponieważ przebiegnięcie takiego kawalu drogi pod górkę i w dodatku sprintem dla większości ludzi okazałoby się nie lada wyzwaniem. Męskie krzyki są coraz bardziej donośne, kiedy zbliżam się do najwyższego punktu na wyspie.

W końcu się zatrzymuję lekko dysząc. Przed parę sekund pozwalam sobie na cieszenie się tym niesamowitym widokiem.

W oceanie, który ciągnie się bez końca jest coś fascynującego. Czasem mam wrażenie jakby mnie nawoływał. Jakby śpiewał dla mnie moją własną pieśń. Słońce góruje wysoko w zenicie, rozświetlając wyspe ze wszystkich stron. Zawsze kochałam na nią patrzeć z tej perspektywy. Moje serce przepełnia niekończąca się duma, kiedy myślę o tym, że te piękne pola zieleni i niesamowicie wysokie drzewa są moim domem. Jeszcze przez moment pozwalam sobie wdychać zapach bzu i cieszyć się powiewem wiatru na twarzy po czym przypominam sobie po co tutaj przybiegłam i opuszam wzrok.

Dobrą chwilę mi zajmuje otrzęśnięcie się z szoku. Na bogów...

Pod sobą widzę ogromnych rozmiarów statek. Nigdy nie widziałam takiego na żywo, jedynie w książkach, które pokazywał mi ojciec. Ale te obrazki i tak w żadnym stopniu nie odzwierciedlały tego widoku.

Statek jest ogromny, a jego niesamowite żagle zdobone są kolorami czerwieni i niebieskiego. Na całej powierzchni łajby tłoczą sie mężczyźni w najróżniejszym wieku, poczynając od nastolatków, kończąc na starcach. Większość z nich coś mówi, krzyczy czy się śmieje. Każdy z nich jest różny, jednak cecha, która najbardziej  ich odróżnia od ludzi, z którymi do tej pory miałam do czynienia to kolor skóry. Ich karnacja jest niesamowiecie jasna. Jest to dla mnie zarazem bardzo dziwne, jak i intrygujące.

Nagle mój wzrok przykuwa jeden mężczyzna. Nie wiem dlaczego zwróciłam na niego uwagę. Może to przez jego minę, która z daleka wygląda na skupioną. Może to przez fakt, że z nikim nie rozmawia, ani się nie śmieje. Po prostu patrzy na wyspe, jakby skrywała odpowiedzi na wszystkie pytania świata. A może to przez jego blond włosy rozwiane na wietrze. Nigdy nie widziałam takiego koloru włosów.

W pewnym momencie mężczyzna podnosi wzrok. Mogłabym przysiąc, że patrzy prosto na mnie. Mogdłabym przysiąc, że się uśmiecha.

Przestraszona szybko się cofam i skodzę z pola widzenia. Zauwarzył mnie. A może mi się tylko wydawało? Na bogów niech to będzie prawda.

Sama nie wiem dlaczego tak bardzo zależy mi by mnie nie widział. Nie umiem tego uzasadnić, jednak odczuwam strach na myśl o tych ludziach. Po co przyjechali? Czy nie wiedzą, że na tej wyspie mieszkają ludzie? A może wiedzą i przypłyneli po to, by nas wszystkich zgładzić i zabrać naszą ziemie?

Staram się jak mogę, by uspokoić szybsze bicie serca i przyśbieszony oddech.

To nie skończy się dobrze.

DzikuskaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz