W istocie nie był to żaden ogród, park nawet. Stały wpatrzone w siebie na ulicy 5 lipca, wiał wieczorny, jesienny wiatr zmieszany z zapachami tej okolicy. Wydawało im się jednak, że to jakieś bujne kwiaty dmą swą wonią w ich nozdrza.
Nie było kamienic wokół, o nie, to był gaj, bezkresny gaj miłości otaczał dwie piękne, bardzo piękne dziewczyny, stanowił magiczne tło dla wzniosłych słów, pełnych uczuć, które wylały się zaraz z nich (gdyż wylać się musiały) i niczym wezbrana woda, zerwawszy drewnianą tamę, ekstatycznie wypełnia koryto suche już, tak słowa te wypełniły przestrzeń w jakiejś transcendentalnej materii, co było, zdawało się, wspaniałym następstwem, doskonałym, tak, wybitnie doskonałym rozwiązaniem, piękną całością, perfekcyjnym obróceniem napięcia w stan euforii.
- Jesteś niespokojna, Olgo...
W odpowiedzi, z nieco wschodnim akcentem, wyznała to, co czuje w głębi siebie. Emocje wyprysnęły z niej tak, jak syf z czubka nosa na czyste wcześniej lustro, gdy przekroczy się właśnie granicę niewypryskiwalności.
- Och, Arleto! Nigdy tak nie kochałam nikogo, jak kocham Ciebie!
Serce Arlety, pomimo, że biło już mocno, zaczęło nagle kołatać z wielką siłą.
- Olgo... Nie powiedziałaś mi wprawdzie tego wcześniej, ale czułam to w jakiś niezwykły sposób, jak moje serce ciągnie w Twą stronę, aby połączyć te życiodajne narządy w jedno...
Trzymały się za ręce stojąc naprzeciw siebie. Olga poczuła w palcach plastikowe koraliki na nadgarstku Arlety.
- Wiedziałam, że to niemożliwe - kontynuowała Arleta - ale pragnęłam mimo wszystko złączenia naszych serc!
- Pragnęłaś w istocie złączenia ciał naszych, czym serce kieruje tylko, tak jak Bogdan kieruje samochodem...
- Tak, Olgo, złączmy ciała swe, wyciśnijmy z tego złączenia maksimum wrażeń, tych estetycznych, ale też...
- Nie marzę o niczym innym - gwałtownie przerwała Olga zaciągając rosyjskim akcentem - Arleto, Arleto, złączmy nasze ciała!!!
Zrobiło się im jakoś dziwnie, otóż zdały sobie nagle sprawę, że stoją na środku chodnika i wykrzykują treść swych miłosnych fantazji w przestrzeń publiczną. Być może tym czymś, co wybudziło je z niekontrolowanego podniecenia miłosnego był wzrok przechodnia, który spojrzał się, zdawało się, ze zdziwieniem i zażenowaniem. Poszedł jednak dalej.
- Zróbmy to pięknie, Olgo. Nie tutaj, nie dziś, a najpiękniej jak się tylko da - ściszonym głosem kontynuowała Arleta.
Szybko zrobiło się jakoś zimno i ciemno. Żarówki, pomimo tego, że latarnie były tam wysokie, były rozkradzione przez miejscowych.
- To niebezpieczna okolica, Arleto.
- Już się zmierzcha - powiedziała niepewnie Arleta - nadchodzi noc.
- Czas się rozstać...
Chwyciły w jednej chwili swe twarze, by zanurzyć w sobie wargi, a te kilka sekund zdawało się istnieć poza zmierzalnymi jednostkami czasu.
Dopiero w domu Arleta zauważyła brak bransoletki. Lubiła te niebieskie koraliki. Kilka kilometrów dalej Olga rozmawiała z synem przez telefon ściskając pluszaka:
- Słuszaj, Daniel, twój Garik ma piękne, nowe oczy z koralików...
YOU ARE READING
Arleta i Olga
Romance„Wspaniała opowieść o namiętnej miłości. Miłości o wielu twarzach. Cukier w swej powieści mówi nam, jak nienawiść może przerodzić się w niezwykle piękne uczucie oraz jak wiele nieskomplikowanych na pozór rzeczy ma nieraz podwójne dno, do którego war...
