„Czy tego właśnie chcieliśmy?
Wolności?
Za jaką cenę?
Mieczem i płomieniem zgotowaliśmy sobie taki los.
Zabiliśmy Stwórcę.
Zabiliśmy go. My, jego własny oręż.
Ja go zabiłem."
W pomieszczeniu było duszno i tłoczno. Kamienne ściany i misternie wyrzeźbione kolumny nie dawały po sobie poznać, że są częścią panującej tu imprezy. Aniołowie śpiewali, pili, zrywali boskie obrazy i rzucali nimi o ziemię z radością. W kącie jeden ze skrzydlatych wymiotował, inny wymachiwał mieczem, by pokazać towarzyszom swoje wyczyny podczas buntu. Wszyscy się bawili, tylko Kamael siedział przy stoliku w zadumie.
— Kamiś, dobrze się czujesz? — usłyszał.
Tłum panujący w barze, który jeszcze dzień wcześniej był niebiańską kaplicą, przytłaczał Kamaela. Kompletnie nie czuł atmosfery triumfu, w którym pławili się teraz inni aniołowie. Podczas rebelii nie myślał, co będzie dalej. Wtedy mieli cel, a teraz? Nie wiedział.
— Tak — odparł niechętnie. — Po prostu mam chyba... gorszy dzień.
Towarzysząca mu Amriel wyglądała na nieco zbitą z tropu. Platynowe włosy spływały jej na ramiona jak wędrujące po skałach wodospady.
— Gorszy dzień? Przecież to dzień naszego zwycięstwa! — Rozglądnęła się wokół. — Chcą cię koronować. Będziesz nowym bogiem, Kam!
Kamael podrapał się za uchem, poprawił swoje długie czarne loki i uśmiechnął się z ponurym wyrazem twarzy.
— Nie będę — stwierdził krótko.
Anielica zamrugała.
— Jak to? Przecież sam tego chciałeś! Stworzyć nowy świat! Inny świat. Jako nowy przywódca.
— Ludzie się zmieniają, Am. Aniołowie też. — Westchnął. — W gruncie rzeczy wcale nie różnimy się tak bardzo.
— Kam, daj spokój, musisz nim być. Musisz zbudować nowy porządek. Dokończmy to, co zaczęliśmy.
— Nie będzie nowego boga — powiedział twardo. — Przecież to jego właśnie nie chcieliśmy.
Amriel pokręciła głową.
— Nie chcieliśmy starego boga, starych zasad. Popatrz na nich — powiedziała i wskazała siedzących przy stołach aniołów, którzy upijali się beztrosko na umór. — Oni potrzebują kogoś, kto będzie nimi rządził. W inny sposób niż dotychczas.
— Amriel, posłuchaj, nie będzie nowego boga. Czy ja ci wyglądam na Stwórcę?
— Kam! Jeśli nie ciebie, wybiorą kogoś innego. Chcesz tego?
— Nie wybiorą, to mnie zawdzięczają wolność. — Anioł był pewny swoich słów.
— A jeśli wybiorą?
Kamael uśmiechnął się szyderczo.
— Zabiję go.
Białowłosa anielica przewróciła zielonymi oczami i uniosła ręce.
YOU ARE READING
Skrzydlata rebelia
Fantasy„Czy tego właśnie chcieliśmy? Wolności? Za jaką cenę? Mieczem i płomieniem zgotowaliśmy sobie taki los. Zabiliśmy Stwórcę. Zabiliśmy go. My, jego własny oręż. Ja go zabiłem." W czasie drugiej rebelii aniołów zginął Stwórca. Za jego śmierć odpowiedz...
