Część I: Nowy bóg

115 16 2
                                        

„Czy tego właśnie chcieliśmy?

Wolności?

Za jaką cenę?

Mieczem i płomieniem zgotowaliśmy sobie taki los.

Zabiliśmy Stwórcę.

Zabiliśmy go. My, jego własny oręż.

Ja go zabiłem."


W pomieszczeniu było duszno i tłoczno. Kamienne ściany i misternie wyrzeźbione kolumny nie dawały po sobie poznać, że są częścią panującej tu imprezy. Aniołowie śpiewali, pili, zrywali boskie obrazy i rzucali nimi o ziemię z radością. W kącie jeden ze skrzydlatych wymiotował, inny wymachiwał mieczem, by pokazać towarzyszom swoje wyczyny podczas buntu. Wszyscy się bawili, tylko Kamael siedział przy stoliku w zadumie.

— Kamiś, dobrze się czujesz? — usłyszał.

Tłum panujący w barze, który jeszcze dzień wcześniej był niebiańską kaplicą, przytłaczał Kamaela. Kompletnie nie czuł atmosfery triumfu, w którym pławili się teraz inni aniołowie. Podczas rebelii nie myślał, co będzie dalej. Wtedy mieli cel, a teraz? Nie wiedział.

— Tak — odparł niechętnie. — Po prostu mam chyba... gorszy dzień.

Towarzysząca mu Amriel wyglądała na nieco zbitą z tropu. Platynowe włosy spływały jej na ramiona jak wędrujące po skałach wodospady.

— Gorszy dzień? Przecież to dzień naszego zwycięstwa! — Rozglądnęła się wokół. — Chcą cię koronować. Będziesz nowym bogiem, Kam!

Kamael podrapał się za uchem, poprawił swoje długie czarne loki i uśmiechnął się z ponurym wyrazem twarzy.

— Nie będę — stwierdził krótko.

Anielica zamrugała.

— Jak to? Przecież sam tego chciałeś! Stworzyć nowy świat! Inny świat. Jako nowy przywódca.

— Ludzie się zmieniają, Am. Aniołowie też. — Westchnął. — W gruncie rzeczy wcale nie różnimy się tak bardzo.

— Kam, daj spokój, musisz nim być. Musisz zbudować nowy porządek. Dokończmy to, co zaczęliśmy.

— Nie będzie nowego boga — powiedział twardo. — Przecież to jego właśnie nie chcieliśmy.

Amriel pokręciła głową.

— Nie chcieliśmy starego boga, starych zasad. Popatrz na nich — powiedziała i wskazała siedzących przy stołach aniołów, którzy upijali się beztrosko na umór. — Oni potrzebują kogoś, kto będzie nimi rządził. W inny sposób niż dotychczas.

— Amriel, posłuchaj, nie będzie nowego boga. Czy ja ci wyglądam na Stwórcę?

— Kam! Jeśli nie ciebie, wybiorą kogoś innego. Chcesz tego?

— Nie wybiorą, to mnie zawdzięczają wolność. — Anioł był pewny swoich słów.

— A jeśli wybiorą?

Kamael uśmiechnął się szyderczo.

— Zabiję go.

Białowłosa anielica przewróciła zielonymi oczami i uniosła ręce.

Skrzydlata rebeliaStories to obsess over. Discover now