1.

181 13 0
                                        

-No to jutro pod moim blokiem o 7. - Powiedział swoim piskliwym głosem.

-Okej... - Odrzekłem wystarczająco zmęczony.

Zamknął drzwi windy. Pomachał mi przez szybę. Odmachałem resztkami swoich sił. Winda zaczęła jechać w dół.

-Ech, wreszcie. - Pomyślałem i spuściłem głowę. - Trochę czasu wolnego, ale co mi z tego? Przecież to pieprzona godzina, a potem mam z nim grać...


To się robi nudne. Zbyt nudne. W co ja wpadłem. Jestem wykończony. Gdzie podziała się moja siła. Gdzie podziały się moje umiejętności. Nawet teraz, pisząc ten pieprzony tekst, nie chce mi się, nic mi się nie chce. Dobijają mnie myśli o jutrze. Pewnie nudno będzie się to czytało. Współczuję każdemu, kto zmarnuje czas na to gówno. Powinienem to od razu wywalić do kosza, a przynajmniej póki jest to na papierze. Wracając do historii:


...Jadę w dół, ale rutynę coś przerywa. Winda nagle nabiera prędkości, leci o wiele szybciej w dół, ona spada. Ja kompletnie wystraszony i jednocześnie zmęczony kolejnym ciężkim dniem desperacko próbuję szukać jakiegoś rozwiązania, które mogłoby zatrzymać pędzącą windę lub chociaż zmniejszyć siłę upadku. Pierwsza myśl, jaka mi przychodzi do głowy, to położenie się na podłodze brzuchem, aby rozłożyć siłę upadku. Z pośpiechem kładę się i czekam. Tak mija pierwsza minuta, lecz winda w dalszym ciągu się nie zatrzymuje. Mija kolejna i kolejna, już dobre dziesięć minut, a ja... Ja dalej spadam... Kolejne minuty mijają, a ja zastanawiam się co zrobić. Wstaję, tylko czy to dobry pomysł? W każdym momencie winda może upaść. Niespodziewanie winda przechyla się na bok. Powoli zaczyna robić „beczki" w powietrzu. Dziwne, pomyślałem. Musi mieć sporo wolnego miejsca, jeśli jest w stanie się przechylać. Kręci się co raz szybciej, jakby zupełnie wypadła ze swojej trasy, a ja latam po niej całej, obijam się o ściany...
 Nagły trzask i ból w moim ciele spowodowany upadkiem oznajmił mi, że już jestem na ziemi. Winda upada do góry nogami, leżę na suficie windy przy niedużych rozmiarów lampce. Dotykam swego czoła.... Krew... Nie dobrze...

 Wstałem z bólem w kościach, drzwi windy wyglądały na zamknięte i ani drgnęły. Po wielu próbach udało mi się je wyważyć, upadłem razem z drzwiami kilka metrów w dół. Wstałem z napierającym bólem głowy i rozglądnąłem się dookoła, nie dowierzając. Ogromna ognista kraina otaczała mnie z każdej strony. Widok zapierał dech w piersiach. Niby pierwsze myśli, które mi przyszły do głowy były o mojej marnej śmierci w tym miejscu, ale mimo wszystko moja przygoda dopiero się zaczynała. Wzniesienia zbudowane z czerwieni i doły zapełnione rzekami lawy. Winda upadła na jedną z niskich górek, bardzo blisko stromej skarpy. Dobrze, że wywarzając drzwi, nie wylądowałem w lawie, źle by się to dla mnie skończyło, rozważyłem. Wszystko tutaj było zbudowane z czerwonego kamienia, bliżej mi nieznanego. Zauważyłem, iż lądy połączone są mostami, pod którymi biegną te zbiorniki ognistego pomarańczu. Połączenia wykonane są także z budulców o kolorze czerwonym. Zrobiłem pierwszy krok w tej krainie, podłoże było nagrzane, a sam podziemny świat był niezwykle gorący, z trudem stawiałem kolejne kroki, podłoże paliło w stopy. Przyzwyczaiwszy się do temperatury, powoli zacząłem podróżować.

Po jakiejś godzinie wędrówki ukazał się przede mną sporych rozmiarów pałac, również z czerwonego kamienia. Wyglądał ładnie. Dwie wysokie wieżyczki ze szpiczastymi daszkami, a pomiędzy nimi żelazna brama, jako jedyna odróżniała się kolorem srebrzystobiałym. Głowa w dalszym ciągu bolała, jak diabli. Gdy podszedłem bliżej, zauważyłem, że przy bramie stoją dwa posągi demonicznych postaci, były to gargulce. Po kilku sekundach ożyły i przemówiły do mnie:

-Czego tu szukasz? – Ryknął ten po lewej.

-Chwila bracie, czy ty to widzisz? - Rzekł ten po prawej.

-No tak. Jakieś stworzonko do nas zawitało.

-Nie byle jakie stworzonko, to człowiek! – Wykrzyknął gargulec.

-Ja chyba się zgubiłem. – Powiedziałem ze strachem oplatającym całego mnie. Nie dowierzałem w to, co widzę.

-Ach, więc tak sprawa wygląda... - Jeden z nich podszedł bliżej i wskazał na potężną budowlę. - W środku tego pałacu znajduje się nasz przywódca. Może to on cię tu zesłał? Wspominał on o jakimś "Ikarze" z nieba spadającym... A myśmy widzieli, że jakieś ustrojstwo spadło z nieba czas jakiś temu. Wejdź, może dostąpisz tego zaszczytu, by porozmawiać z naszym Rubinowym Królem.

-No dobrze. – Zgodziłem się i wszedłem przez wrota. Byłem zestresowany, lekko trzęsły mi się dłonie. Nie byłem w stanie myśleć rozsądnie, a mózg podpowiadał mi na początku, że to jakieś zwykłe halucynacjami.

Diabelskie SpotkanieStories to obsess over. Discover now