Callie
Siedzę na trybunach i od dobrych dziesięciu minut próbuję uspokoić Liz, która dzisiaj po raz pierwszy wystąpi z cheerleaderkami. W końcu nie wytrzymuję i zaczynam się śmiać. Oburzone spojrzenie mojej przyjaciółki rozbawia mnie jeszcze bardziej.
— Będzie wszystko dobrze, zobaczysz. Nie potrzebnie się stresujesz. Wyglądasz idealnie Liz. – Mówię szczerze, kiedy się opanowuję.
Blondynka z wysokim kucykiem i niebieską wstążką we włosach przytula mnie, daje całusa w policzek, a następnie dziękuje mi i zbiega po schodach dołączając do grupy dziewczyn ubranych tak samo jak ona. Odprowadzam ją wzrokiem z uśmiechem na ustach. Marzyła o tej chwili, od kiedy przeszła eliminacje. Wiem, że sobie poradzi. W momencie w którym podwijam rękawy bluzy, czuję na sobie przeszywający wzrok. Niestety nie potrafię zlokalizować do kogo należy. Rozglądam się jeszcze chwilę, a następnie wzdycham. Widzę, że Rick do mnie macha, z samego środka boiska, więc odmachuję mu, a następnie wystawiam dwa kciuki do góry. Po chwili słychać gwizdek, piłka wylatuje w powietrze i mecz się zaczyna.
Prawie dwie godziny później zostaje ogłoszony remis. Szkoła z południa nigdy nie daje za wygraną, tak jak nasza, północna. W ten o to sposób, od jakiś dwóch lat, nie ważne jak zacięty mecz by nie był, zawsze kończy się remisem. Podnoszę moją torebkę i zawieszam ją sobie na ramieniu. Schodzę po schodach, by po chwili znaleźć się na murawie i przybić piątkę obiema dłońmi z Rickiem, oraz chłopakami, których znam z naszej szkolnej reprezentacji piłki nożnej.
— Idziesz z nami na pizzę i piwo? – Spoglądam na Ricka, który patrzy na mnie z nadzieją.
— Oczywiście, że idzie. – Odpowiada za mnie Liz, która nagle znajduje się obok mnie dotykając mojego ramienia.
— To do zobaczenia dziewczyny. – Puszcza nam oczko i zadowolony znika w szatni.
— Idę po batonika do automatu. – Oznajmiam. – Chcesz też?
— Nie, dzięki. Wolę mieć więcej miejsca na pizzę. – Odpowiada i delikatnie klepie się po odsłoniętym brzuchu.
Rozbawiona kręcę głową. Umawiamy się jeszcze, że spotkamy się na szkolnym parkingu, a następnie opuszczam boisko i wracam do szkoły. Korytarze są puste, nie ma co się dziwić skoro każdy jest na zewnątrz. Podchodzę do automatu ze słodyczami i wyciągam z kieszeni monety. Wrzucam je do maszyny, następnie naciskam odpowiednią liczbę na klawiaturze, a po chwili czekoladowy batonik wypada z szeregu. Czuję obejmującą mnie, umięśnioną rękę. Odwracam się i pierwsze co widzę to idealnie przylegający materiał czarnej koszulki. Unoszę głowę i spotykam się z pięknymi tęczówkami w kolorze ciemnej czekolady. Patrzę w nie jak zahipnotyzowana, nie mogę i nie chce przestać. Jest w nich coś co nie pozwala oderwać wzroku. Chłopak dalej obejmuje mnie swoją prawą ręką. Czuję, jak lewa wędruje do kieszeni moich spodni i wyciąga z niej mój telefon. Przykłada mój kciuk do kółka i odblokowuje urządzenie. Nie protestuje, podziwiam jego ostre rysy twarzy i pełne usta. Słyszę jak jego telefon dzwoni, jednak nie odrywam wzroku od jego perfekcyjnej twarzy. Chłopak odkłada mój telefon na miejsce, a następnie powraca swoimi oczami do patrzenia w moje.
— Stary twoja szkoła właśnie zbiera się do autobusu, szukają cię. – Słyszę Ricka, jak przez mgłę.
Brunet stojący naprzeciw mnie, przeklina pod nosem po czym schyla się i wyciąga batonik z automatu. Otwiera opakowanie, bierze spory gryz i podaje mi słodycz.
— Do zobaczenia śmieszku. – Pociera kciukiem mój policzek, a ja przymykam oczy podczas wykonywanej przez niego czynności.
Kiedy nie czuję jego palca na swojej skórze, otwieram oczy. Chłopak puszcza mi oczko, a następnie szeroko się uśmiecha i odchodzi.
— Wszystko okej? Zaczynałem się martwić, że tak długo cię nie ma. – Słyszę, gdy odprowadzam wysokiego bruneta wzrokiem do bocznego wyjścia ze szkoły, prowadzącego na boisko.
— Jasne. – Odpowiadam spoglądając na Ricka.
Godzinę później siedzę pomiędzy Rickiem, a Liz przy ogromnym stole, na którym walają się ostatnie kawałki pizzy. Wszyscy śmieją się w najlepsze, a ja nie potrafię przestać myśleć o tych pięknych tęczówkach w kolorze ciemnej czekolady. Przyglądam się właśnie jak, już lekko podpity Patrick próbuje zrobić gwiazdę, kiedy czuję wibrację w kieszeni. Wyciągam telefon i odblokowuję go. Na ekranie widnieje nowa wiadomość.
Nieznany: Czy tylko ja jestem zawiedziony, że nam przerwano?
Czuję jak oblewa mnie fala gorąca. Zagryzam wargę i zaczynam zastanawiać się co odpisać.
Ja: Gdybym wiedziała kim jesteś to pewnie bym żałowała.
Nieznany: Nie pogrywaj ze mną śmieszku.
Ja: Tak.
Nieznany: Co tak?
Ja: Tak, ja też żałuję.
Wysyłam wiadomość mimo towarzyszących mi wątpliwości czy nie wyjdę na łatwą, bądź naiwną. Kiedy przez dwie minuty nie dostaje odpowiedzi, chowam urządzenie do kieszeni zawieszając swoje spojrzenie na skaczącej w rytm muzyki Liz. Dalej ma na sobie strój cheerleaderki. Uśmiecham się, a następnie biorę łyk wody. Czując wibrację w kieszeni, ponownie wyciągam telefon z ekscytacją. Nieznany: Wyjdź przed budynek.
Odczytuję. Moje serce zaczyna szybciej bić. Wygaszam ekran, a następnie zaczynam w niego bębnić paznokciami. Nie wiem jak mam się zachować. Ekran się podświetla, więc spoglądam na niego. Przykładam palec do kółka i odblokowuję telefon.
Nieznany: Masz dwie minuty, później stąd spadam.
Przejeżdżam wzorkiem po bawiących się, praktycznie pijanych ludziach. Drżącymi dłońmi chowam urządzenie do kieszeni, a następnie wstaję. Wymykam się niezauważona. W korytarzu zakładam trampki i opuszczam dom jednego z zawodników. Od razu go zauważam. Stoi oparty o czarnego mercedesa. Jego perfekcyjna twarz jest w nienaruszonym stanie, aczkolwiek dostrzegam zmianę stroju. Ma na sobie białą koszulkę na której widnieje czarna, rozpięta, skórzana kurtka. Ciemne poprzecierane spodnie opinają jego nogi. Zawiesza na mnie swoje spojrzenie i unosi wyzywająco jedną brew do góry. Podchodzę do niego, czując jak moje nogi drżą.
— Cześć. – Odzywam się pierwsza.
— Cześć śmieszku. – Odpowiada, a następnie łapie mnie za rękę i okręca. – Co powiesz na małą przejażdżkę? – Zerkam to na niego to na auto.
— Z chęcią. – Chłopak, tak jak przystało na gentlemana otwiera mi drzwi, a ja cicho dziękując wsiadam do samochodu.
Kiedy brunet rusza, wiem, że nie ma odwrotu. Mimo mojego lekkiego poddenerwowania czuję się bardzo dobrze w jego towarzystwie. Naciągam rękawy bluzy chowając w nich połowę swoich dłoni.
— Zimno ci?
— Trochę. – Wyznaje szczerze posyłając mały uśmiech w jego stronę.
Chłopak włącza ogrzewanie w aucie, a następnie skręca w lewo. Patrzę jak w skupieniu prowadzi i czuję się szczęśliwa.
YOU ARE READING
Ritual (ZAWIESZONE)
RomanceKiedy on zobaczył ją tak beztrosko śmiejącą się na trybunach, zapragnął by była jego. Kiedy do niej podszedł, ona przepadła w jego ciemnych, czekoladowych tęczówkach. Historia pełna tajemnic, targająca uczuciami, przepełniona imprezami, kłótniami...
