Zbliżał się grudzień, śnieg już dawno zasypał dachy, ulice i drzewa. Pomimo długiego miesiąca który został do świąt domy były oświetlone kolorowymi lampkami, w sklepach były ogromne kolejki, a dzieci coraz częściej mówiły o prezentach które chciałyby dostać.
W domku z numerem 4 na ulicy Saint Cloud magia świąt była najmniej odczuwalna.
Budynek wyróżniał się spośród tych wszystkich. Jako jedyny nie był oświetlony przez kolorowe lampki. W każdym oknie były zgaszone światła, tylko jedno się paliło. To na górze. Tam gdzie ją zabierał gdy była smutna.
Do pomieszczenia w którym mógł jej zagrać, a ona mogła dla niego zatańczyć. Tworzyli duet.
Siedział z wódką w ręce opłakując kolejnego roku jej stratę.
Tę nieszczęsną datę. 31 października.
Jego puste spojrzenie wpatrywało się w parkiet na którym niegdyś oddawała się muzyce.
Obiecał jej że będzie silny, ale nie potrafił. Bo jak być silnym gdy jedyna siła która go napędzała odeszła?
Kiedyś myślał że miłość jest łatwa, wręcz banalna. Widzisz ją i od razu wiesz że to ta, żyjecie długo i szczęśliwie. Ale powiedzieć ci prawdę? To tak naprawdę kit na kółkach wciskany małym dzieciom.
Uczucie nazywane miłością nie jest nią gdy wszystko wokół jest łatwe.
W każdym prawdziwym uczuciu zachodzą komplikacje i to one pokazują nam czy damy radę żyć razem czy nie. To gra o przetrwanie.
Albo się nauczysz walczyć razem z nią albo będziesz walczył przeciwko niej. Albo i albo.
Dlatego tak bardzo ją pokochał. Nie zawsze byli poukładani, kłócili się o najmniejsze głupoty, lecz zawsze walczyli razem. Przede wszytskim byli, to im wystarczało. Bo cóż da ci większe szczęście od osoby która zawsze jest?
I on, popijając łzy wódką, wierzył w to że w końcu poczuje ulgę, bo miłość nie tylko była piękna, bywała też i okrutna.
Wzrokiem przejechał po parkiecie wyobrażając sobie ją. Taką doskonałą w tym co robi. Wyobraził sobie jak wykonuje skok Cabriole który kiedyś jej tak nie wychodził. Jak marszczyła swój drobny nosek gdy on specjalnie zmieniał nazwy przeróżnych figur by tylko ją zdenerwować i widzieć jak sfrustrowana poprawia go i opowiada o nich poruszona.
Wyobraził sobie jej policzki które pokrywały rumieńce gdy powiedział coś nieodpowiedniego. Jej długie ciemne włosy którymi mógł się bawić gdy ta wracała zmęczona z treningu. Jej oczy, które tak pięknego koloru, a których już nie mogła zobaczyć.
Jej dźwięczny śmiech. Uwielbiał jej śmiech. Zawsze starał się ją rozśmieszać, choć suchary z internetu nie zawsze były dobrym pomysłem.
Lecz najpiękniejszym co widział był jej uśmiech. Zarezerwowany tylko dla niego. Jej dołeczki. Jej wszystko.
I choć to wydaje się takie łatwe, tak naprawdę takie nie było.
Nie od razu została tą "jego".
Każdy wie, że jeżeli czegoś się pragnie, trzeba na to zapracować.
A on, cóż, doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Bo przecież jak ktoś taki jak on mógł być kimś ważnym dla osoby takiej jak ona? Była wyjątkowa, choć tego nie dostrzegała.
Chłopak podniósł jeden kącik ust przypominając sobie ich pierwsze spotkanie. Może nie było bardzo wyszukane, ale było ich.
Pijany Vincent uśmiechał się głupio do siebie wspominając życie w którym Eliana Soul została jego.
To było bardzo trudne życie.
Czy było warto? To pytanie zostawiam bez odpowiedzi.
Cześć! Z tej strony ja, Emilia, po drugiej znajduje się Pati!
To jest nasz prolog do naszej pierwszej książki "Przejść Życie".
Jak myślicie, o czym dokładnie ona będzie?
Nie wstydźcie się komentować, wyrażać własne opinię! Są mile widziane (;
Ja jestem Emilia, a ty? Kim ty jesteś?
ESTÁS LEYENDO
Przejść Życie
RomanceZatańczyła łabędzi taniec Na krawędzi ludzkiego życia U stóp Boga. Stąpała Niewyczerpana, Ku radości Pana. Skoczyła Nad przepaścią pragnień... Uderzyła stópkami o rzeczywistość. Upadła przez kłamstwo Człowiek Zawiązał jej pętle na nodze...
