Do Doliny Godryka właśnie zawitało lato. Chłopak o kasztanowatych włosach i jasnoniebieskich oczach, przekroczył mur Hogwartu po raz ostatni jako uczeń. Przemierzając ścieżkami dolinę, przeglądał jedną ze starych szkolnych książek. Dopiero co wyszedł ze szkoły, a już stęsknił się za nauką. Czytanie przerwał mu jego brat, który otworzył drzwi od domu w poszukiwaniu Ariany, czyli jego młodszej siostry.
— Witaj Albusie, jak zakończenie roku w Hogwarcie? —
— Dobrze — mruknął młody Dumbledore i wszedł do domu, nadal wpatrzony w kawałek pergaminu.
Kiedy dotarł do swojego niewielkiego pokoju, wyrwał jedną ze stron książki i położył ją na biurku, opierając się o nie rękoma.
— Ignotus Peverell — powiedział sam do siebie, mocno się nad czymś zastanawiając.
— To on jako ostatni miał w posiadaniu jedno Insygniów Śmierci. W bibliotece na pewno znajdę o nim więcej informacji. — oznajmił zadowolony.
— Aberforcie, wychodzę! — powiadomił brata i wybiegł z domu. Kiedy biegł tak uliczkami, przez przypadek wypuścił z rąk kawałek pergaminu, na którym widniały jego notatki dotyczące Insygniów.
— No świetnie — westchnął i zaczął gonić kartkę, która wciąż unosiła się na wietrze. Po chwili uświadomił sobie jak głupio to musiało wyglądać i postanowił poczekać aż notatka sama opadnie na podłoże. Na nieszczęście pergamin upadł pod nogi pewnego chłopaka, który stał z walizką przed domem znajomej Albusowi Bathildy Bagshot. Zaciekawiony blondyn schylił się, by podnieść pergamin leżący na ziemi, lecz po chwili zauważył Dumbledore'a, który kierował się w jego stronę.
— To twoje? — spytał nieco zmieszany i podał mu notatkę.
— Tak, dziękuję — podziękował mu Albus i uśmiechnął się przyjaźnie. Odszedł, tym razem trzymając zgubę o wiele mocniej. Nigdy nie widział tutaj tego chłopaka. Co może mieć wspólnego z Bathildą? Może jest z jej rodziny? Może zabłądził, a ona go przygarnęła? Na obecną chwilę Dumbledore mógł tylko zgadywać. Przez to niewielkie zamieszanie, zapomniał po co wyszedł z domu. Między innymi spowodowane to było również tym, że nie mógł przestać myśleć o niebieskookim chłopaku, którego chwile temu spotkał.
***
Po domu Dumbledore'ów rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
— Ariano, otworzysz? — poprosił ją Aberforth.
Dziewczyna spokojnie podeszła do wejścia i wyjrzała na zewnątrz.
— Dzień dobry pani Bathildo — przywitała ją smętnie najmłodsza z rodzeństwa.
— A ty Ariano nadal przeżywasz śmierć matki? Ech, nic dziwnego, że jej wam brakuje — odparła ze współczuciem.
Albus siedząc w pokoju, przy swoim biurku na którym panował typowy dla niego nieład, podsłuchiwał całą rozmowę. Na wspomnienie o kilka dni temu zmarłej matce, nastrój chłopaka mocno się zmienił. Lecz najgorzej przeżywała to Ariana, która przyczyniła się do jej śmierci, powodując wybuch. Dumbledore postanowił zejść na dół i przywitać Bathildę.
— Dzień dobry — powiedział stając obok siostry.
— Albusie, Aberforcie, Ariano oto Gellert, mój daleki krewny — oznajmiła wesoło. To ten blondyn był chłopakiem który stał pod drzwiami domu Bathildy. Albus i krewny tej pani, co chwila wymieniali niepewne spojrzenia. Bathilda wciąż gadała z Arianą o czymś co kompletnie nie miało sensu. Jednym zdaniem, nie gadały o niczym co mogłoby zaciekawić Dumbledore'a i Grindelwalda.
— No dobrze, przyjdź do mnie jutro na kawałek marchewkowego ciasta, Ariano. Wtedy o wszystkim porozmawiamy — powiedziała miło Bathilda Bagshot, po czym odeszła z uśmiechem.
***
Następnego dnia, Albus przypomniał sobie, że jeszcze wczoraj planował udać się do biblioteki, po potrzebną mu księgę. Szedł uliczkami oświetlonymi przez pojedyncze latarnie i rozmyślał o Insygniach. Kiedy dotarł do celu, otworzył drzwi do niewielkiego budynku i wszedł do środka. W pomieszczeniu na ogół było dość ciemno. Jedynym źródłem światła w tej bibliotece było kilka świec zamieszczonych na starym żyrandolu. Na środku zaś znajdował się duży czerwony dywan. Dumbledore chodził dookoła i wędrował wzrokiem po tytułach starych książek. W końcu dostrzegł tą której prawdopodobnie szukał.
— Albus? — spytał zdziwiony blondyn, który właśnie podszedł do tego samego regału w poszukiwaniu tej samej książki.
— Witaj Gellercie — przywitał go z uśmiechem Dumbledore.
— Czy to książka o Ignotusie Peverellu? — spytał młody Grindelwald.
— Mhm, też interesujesz się Insygniami Śmierci? — zdjął książkę z regału.
— To właśnie dlatego przeprowadziłem się do Doliny Godryka — by odszukać grobu jednego z Peverellów odparł, po czym obaj podeszli do lady i wypożyczyli księgę.
CZYTASZ
For the greater good • one shot
Fanfiction- Zaufaj mi, to dla większego dobra Albusie - oznajmił młody Grindelwald, po czym chłopcy podali sobie ręce.
