Raz
Dwa
Trzy
I uderzył.
Oikawa Tooru zaserwował kolejną piłkę, która uderzyła w środek boiska. Kolejny raz można było usłyszeć okrzyk radości jego drużyny. Spojrzałam na tablicę z wynikami. Dwadzieścia trzy do dwudziestu. Jeszcze dwa punkty i wygrają. Westchnęłam cicho, zawsze wierzyłam w zawodników drużyny przegrywającej, ale teraz nie mają szans ich pokonać. Przynajmniej do momentu, kiedy to Oikawa serwuje, muszą odebrać piłkę, a potem utrzymać ją w powietrzu. Wtedy jest jeszcze szansa na wygraną.
Pamiętam mecz pomiędzy Karasuno, a Aoba Johsai. Było tak blisko do wygranej, nie poddawali się, a przegrali dwoma punktami. Od tamtej pory trenowali jeszcze mocniej, żeby następnym razem, kiedy staną twarzą w twarz, wygrali.
Oparłam się o przyjaciela, który cały czas skupiał się na meczu. Zapamiętywał strategię każdego zawodnika, by móc potem przekazać to swojej drużynie. Jakie to dziwne, trzy lata temu nic nie wiedziałam o siatkówce, oprócz tego, że ludzie sobie tam stali i odbijali piłkę, a kiedy zderzyła się z podłogą, to drużyna przeciwna zdobywała punkt. Teraz wiem, kto jest kim i czasem pomagam w treningach. A to wszystko dzięki Kiyoko i Daichiemu.
Uśmiechnęłam się lekko na wspomnienie, kiedy po raz pierwszy towarzyszyłam czarnowłosej w klubie. Dopiero się uczyła jak być ich menadżerką. Wydaje się, że było to dawno temu, a minęły tylko trzy lata. Usłyszałam gwizdek i mecz się zakończył.
– Chodźmy, nic tu po nas.
– Tak, masz rację.
Powoli się odwróciłam, ale jeszcze mogłam ujrzeć jak Oikawa Toru patrzy w moją stronę ze zmrużonymi oczami. Nic dziwnego, byłam przyzwyczajona do takich spojrzeń ze względu na swoje szare długie włosy, które były zaplecione w warkocz oraz złote oczy, które przykuwały uwagę. Ruszyłam w stronę wyjścia, nie zwracając uwagi na bruneta. W końcu udało mi się dogonić Daichiego, który z kimś rozmawiał. Nie podeszłam do niego, nie chcąc mu przeszkadzać. Oparłam się o ścianę, rozglądając się po holu, bo wcześniej niestety nie miałam takiej okazji.
– Czyżbyś czekała na mnie? – odwróciłam głowę do chłopaka, który zadał mi pytanie.
Nie zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam Oikawe. Westchnęłam cicho, brunet był tym typem człowieka, który nie odpuszczał łatwo. Choć miałam cichą nadzieję, że teraz jednak się podda, tym bardziej że zapewne widział mnie z Daichim.
– Niestety Oikawa muszę cię zmartwić, nie czekałam na ciebie.
– Zawsze możesz na mnie czekać. – uśmiechnął się szeroko.
– Nie wydaje mi się. – również się uśmiechnęłam z tą różnicą, że mój uśmiech był szczery.
– Asumi! – usłyszałam krzyk Daichiego, spojrzałam w jego stronę i zobaczyłam, że macha do mnie.
– Wybacz Oikawa, ale muszę iść. – ruszyłam w stronę swojego towarzysza.
– Chociaż dostanę twój numer?
– Postaraj się o niego.
-----------------
Wow jaka była długa przerwa od mojego ostatniego opowiadania, a nowym. Jednak teraz wracam z nową weną i zdecydowanie silniejsza.
Prolog jest tylko małą zapowiedzią, bo całe opowiadanie zacznę publikować w momencie kiedy je skończę.
YOU ARE READING
takane no hana II Oikawa Toru
Romancetakane no hana - kwiat na wierzchołku, czyli coś poza twoim zasięgiem, najczęściej bardzo pożądanego i pięknego. Niestety nieosiągalnego bardziej niż były najlepszej przyjaciółki. Okładka @cadavru
