1.

37 2 0
                                        

Pierwszy dzień szkoły. Budynek nie wyróżniał się jakoś bardzo. Żółta farba pokrywała wszystkie jego ściany. Było widać nowoczesność. Parking był już cały zapełniony, a ja próbowałam znaleźć swoich przyjaciół przeciskając się przez tłum ludzi. Szczerze powiedziawszy wcale nie byłam zestresowana tym, że nikogo tu nie znam i praktycznie jestem sama gdyż po moich przyjaciołach ani śladu, ale mój bezstres nie trwał długo. 

- No witam maleńka. - powiedział do mnie jakiś chłopak stojący wraz ze swoim kolegą przy chyba swoim czarnym Bentleyu. Widać było, że to jeden z tych popularnych w tej szkole, więc pierwszakiem być nie mógł. 

Mierząc mnie wzrokiem czekał na moją odpowiedź. Pewnie zaczepiał tak już z milion dziewczyn. Ale nie powiem, zaciekawiła mnie ta sytuacja więc postanowiłam odpowiedzieć.

- Do mnie mówisz? 

Uśmiechnął się do mnie, pewnie nie spodziewał się, że mu odpowiem. Znam takich jak on, pewnie mu się to spodobało bo raczej wątpie, żeby jakaś pierwszoklasistka odważyłaby się spojrzeć mu w oczy a co dopiero mu odpowiedzieć. Patrzyłam się na niego czekając na jego ruch. 

- Owszem. Nie widzę, tu żadnej innej tak maleńkiej laski 

- Tak? A ja widzę, spójrz w dół do spodni to zobaczysz. - Postanowiłam, że na tym skończę tą naszą bezsensowną wymianę zdań i po prostu sobie pójdę, tymbardziej, że chyba zgięło go to co mu powiedziałam bo patrzył się w jeden punkt i nie wiedział co powiedzieć. Mój cięty język zawsze wygra. Uśmiechnęłam się do niego bezczelnie i odeszłam zostawiając go w osłupieniu. 

Ludzie dookoła patrzyli się na mnie z podziwem. Nie dziwię im się, pewnie nikt nie miał tutaj odwagi mu się przeciwstawić, znam to... Szłam dalej nie patrząc na tych ludzi ale niestety nie dane mi było zajść za daleko. Ten dureń znowu mnie zaczepił

- To może chociaż powiesz jak się nazywasz? - Coś czuje, że on się chyba nigdy ode mnie nie odczepi. No ale dobra... Spojrzałam mu w oczy z odwagą, która szybko się ulotniła, gdyż onieśmielił mnie fakt, że każdy się tu na nas gapi. Serio? Aż takie zainteresowanie wzbudzamy? 

Chciałam żeby mój głos zabrzmiał pewnie i dosadnie ale coś mi nie wyszło. 

- Jessie. 

Ale tak właściwie po co ja mu to powiedziałam? Mam nadzieje, że nie pożałuje mojej jakże nierozsądnej decyzji. 

- Ah, to do zobaczenia - Powiedział i poszedł jakby nigdy nic. Oh... Nie tak to miało wszystko wyglądać, nie lubię się z nikim kłócić a przynajmniej nie z takimi osobami jak ten koleś. Zaczęłam znowu szukać swoich przyjaciół jakby nic tutaj nie miało miejsca, i znalazłam. Stali przy samym wejściu do szkoły. 

Podbiegłam do nich i rzuciłam im się w ramiona. Elizabeth, Clara, Alicia, Archie i Kevin to moi przyjaciele. Takie trochę świrnięte małpy, zresztą ja lubię świrować razem z nimi. Świetnie było znów ich zobaczyć, i poczuć się tak jak dawniej bo jakby nie patrzeć nie widzieliśmy się całe wakacje.

- Gdzie ty tak długo byłaś? Już chcieliśmy iść cię szukać. Martwiliśmy się o ciebie. Coś się stało? - Archie zalewał mnie pytaniami.

Jako, że nie miałam zamiaru opowiadać im o tym, że już na samym początku mojej nauki w tej szkole miałam starcie z tutejszym popularsem powiedziałam im na szybko, że po prostu zaspałam. 

- Dobra idziemy już, bo się spóźnimy. - Powiedziała Alicia. Jak powiedziała tak zrobiliśmy i już po chwili cisnęliśmy się na małej sali gimnastycznej czekając aż łaskawa Pani Dyrektor zacznie swoje przemówienie. 

Nie zwracałam za bardzo uwagi na to co mówiła Pani Dyrektor i jej pomocnice, byłam raczej zajęta patrzeniem na to jak dziewczyny starają się zwrócić na siebie uwagę trzecioklasistów. Ale coś nie za bardzo im to wychodziło. Zaśmiałam się z ich nieudolnych podrywów. Jakoś nie widzę, żeby ci chłopcy byli nimi zainteresowani, odpowiadają im na ich zaczepki to prawda ale to chyba tylko po to żeby móc się z czego potem pośmiać. Odwróciłam wzrok dając dziewczynom pole do popisu ale usłyszałam moje imię. Wiem, że to głupie bo w sumie na sali pewnie było dużo z takim imieniem jak ja ale wiedziałam, że chodzi o mnie. I wiedziałam też, że mówił to do mnie ten debil który za nic nie chce się odczepić. Słyszałam jak opowiadał swoim kolegom, że mam w sobie dużo odwagi i śmiałości oraz oczywiście cięty język. Spojrzałam z niechęcią w jego stronę. Przyglądał mi się. Toczyliśmy walkę na spojrzenia. Dobrze wiedziałam, że on nie odpuści dopóki ja nie ulegnę, ale ja taka nie jestem, nie miałam zamiaru się poddać. 

Podeszłam do niego leniwie. Zastanawiałam się jak mam mu dać do zrozumienia, żeby się w końcu ode mnie odczepił. 

- Chyba nie wiesz z kim masz do czynienia. - Zaczął się do mnie przybliżać mówiąc to ale ja się nie odsuwałam. Nie mogłam pokazać mu, że mnie to stresuje. 

- Nie obchodzisz mnie. Ani ty ani ten twój popularyzm. - Starałam się udawać odważną ale niestety muszę stwierdzić, że z sekundy na sekundę wychodziło mi to coraz gorzej. Traciłam swój spokój. - Myślisz, że będę jak inne?? Nie jestem laską na jedną noc a wiem, że do tego zmierzasz więc błagam odpuść sobie i nie marnuj już mojego czasu. Żegnam. - Wyminęłam go szybko i ruszyłam do drzwi. Nie marzyłam teraz o niczym innym tylko o moim cieplutkim łóżeczku i malinowej herbatce. Ale nie wszystko w życiu jest takie proste. Gdzie miałam głowę kiedy myślałam, że on tak po prostu mnie zostawi i da spokój. Wyprzedził mnie i odciął drogę ucieczki.

- Nie uda ci się tak szubko maluszku. - O nie! Tego było już za wiele. O niczym nie myśląc uderzyłam go z liścia w twarz. Odskoczył jak poparzony. Zadziałało. 

Zgrabnie go wyminęłam i dumnie poszłam do przodu, zadowolona z mojego ruchu. Niestety niedługo tego pożałowałam...  

Love YourselfStories to obsess over. Discover now