Cisza przed burzą

80 8 1
                                        

 Na samym wstępie chciałabym tylko powiedzieć, że opowiadanie będzie zawierać czasem dosyć drastyczne sceny. Jeśli uważasz, że możesz się później bać, lepiej nie czytaj.


Cześć, jestem Kida Albarn i mieszkam na wyspie Jorvik. Nie pytajcie mnie gdzie to jest, bo sama tego właściwie nie wiem. Mieszkam tu już 5 lat, od momentu kiedy rodzice wysłali mnie tutaj do szkoły jeździeckiej. W tym roku skończyłam ostatni rok i zaczęłam pracę w stajni, czyli tak jak każdy mieszkaniec tego miejsca, albo prawie. Mam 19 lat i posiadam 2 konie. 5 letnią klacz rasy connemara, maści siwa w hrecze o imieniu Firefly i karosrokatego tinkera, Soul eatera, który ma za sobą 8 lat życia. Na pewno jesteście ciekawi historii, która zdarzyła się kiedyś w tym tajemniczym miejscu. Do teraz mam ciarki na plecach kiedy przypomnę sobie te wszystkie chwile. A więc wszystko zaczęło się w halloween...

Kończyłam właśnie dekoracje halloweenowe, kiedy usłyszałam stukot kopyt o grunt. Odwróciłam głowę i zobaczyłam moje dwie przyjaciółki. Liz i Patty, chodziłyśmy razem do szkoły.

-Albarn! Do nogi! - Krzyknęła Liz zsiadając z Sida, czyli jej karego luzytana. Była wysoką blondynką, a jej włosy sięgały jej do biustu. Lubiłam ją za jej osobowość, była zawsze pewna siebie i bardzo wygadana.  Kiedy dostałam mojego pierwszego konia, czyli Soul Eater'a lubiłyśmy jeździć razem w tereny do lasu, zawsze miałyśmy tematy do rozmowy.

-Morda! - Odkrzyknęłam jej z pewnością siebie w głosie. Lubię się przekomarzać z ludźmi.

-Jaka wyszczekana phihihi  - zachichotała Patty. Różni się od Liz dość znacząco. Jest prawie mojego wzrostu i ma krótkie blond włosy, sięgające za uszy. Z charakteru jest bardzo sympatyczna, jednak bardzo nie dojrzała. Lubi żartować i jest często bardzo wrażliwa. Jednak ma też swoje drugie oblicze, które sprawia, że jest niezwykle odważna i mało rzeczy robi na niej wrażenie. Czasami zastanawiam się czy to na pewno ta sama osoba.

-Czego byście sobie życzyły? Mam jeszcze tu trochę  do roboty - powiedziałam, dalej dekorując padok przed stajnią przy Miasteczku Srebrnej Polany.

-Wpadłyśmy na chwilę, bo akurat przejeżdżałyśmy, ja i Patty właśnie skończyłyśmy robotę w Valedale i myślałam, że możemy ci pomóc, bo wiesz co dzisiaj wieczoreem...?

-No chyba oczywiste, że wiem, właśnie dekoruję tą stajnie na tą okazję, Liz rusz czasem głową

-Znasz takie pojęcie jak pytanie retoryczne?-Powiedziała dziewczyna krzyżując ręce na piersi i przewracając oczami.

-Ja wiem! - Krzyknęła Patty i głupio się uśmiechnęła.

-Dobra, słuchajcie ja zaraz kończę, weźcie konie przywiążcie tam do koniowiązu, obok stoi wiadro z wodą, zaraz do was przyjdę

Dziewczyny wzięły swoje rumaki za wodze i zaprowadziły w miejsce, które im wskazałam. Zostały mi jeszcze dwa balony do nadmuchania i dwie czarne wstążki do zawiązania na słupkach wbitych w ziemię.  Dochodziła godzina 15, czyli już niedługo zaczną schodzić się tu dzieciaki z różnych okolicznych miasteczek. Do tego czasu musi być wszystko gotowe. Wraz z dziewczynami miałam w planie przebrać siebie i konie i ruszyć na cukierki, tylko że one przyjechały za szybko. Teraz muszę się spieszyć, bo czuję presje. Mam w planie przebrać się za śmierć. Założę jakąś czarna pelerynę z kapturem. Założę też maskę w kształcie czaszki i przypnę sobie kosę do pleców. W teren wezmę też Soul Eater'a, bo on lepiej nadaje się na wieczorne tereny, poza tym jego będzie łatwiej przebrać, bo jest w połowie kary.

-Dobra, skończyłam. Za co się przebieracie?

-Ja będę wampirem a Star nietoperzem - odparła zadowolona Patty.

-A ja będę kościotrupem, Sida też przebiorę za kościotrupa, patrzcie, specjalnie wzięłam ze sobą farbki - wskazała na swój plecak.

-To zaczynajmy!

Weszłam szybkim krokiem do stajni i wzięłam mój prywatny sprzęt z siodlarni. Wróciłam się do boksów, gdzie przywitały mnie dwa wystające łby. Uśmiechnęłam się na ten widok i poczochrałam im grzywy.

-Firefly, dzisiaj masz wolne koleżanko - puściłam jej oczko, na co prychnęła i zaczęła jeść siano.

Weszłam do boksu mojego ośmiolatka i zaczęłam go czyścić moimi szczotkami. Był bardzo spokojnym koniem, jednak nie nadawał się dla niedoświadczonych, lubił kombinować podczas jazdy, ale nie było to na dużą skalę. Po pół godzinie byliśmy gotowi. Wyprowadziłam mojego chłopca przed stajnie, gdzie czekały już moje dwie psiapsióły.

-Nieźle wam wyszły te przebrania - stwierdziłam z podziwem.

-Twój też robi niezłe wrażenie - stwierdziła Patty.

Zatrzymałam Soul Eatera i podpięłam jeszcze popręg, następnie wyciągnęłam strzemiona i wybiłam się w górę, udało mi się wsiąść za pierwszym razem, co za ulga.

-Będziemy dzisiaj galopować, czy sobie darujemy w tych ciuchach? - Zapytałam, bo ciekawie bym wyglądała z tą powiewającą na wietrze peleryną.

-Jak dla mnie to teren bez galopu jest wart tyle co nic - odparła jednoznacznie Liz.

Wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenie i ruszyłyśmy powoli w stronę pobliskich domów i wsi.

To była ostatnia chwila spokoju i szczęścia w świecie Jorvik...

Witam w nowym opowiadaniu o Star Stable :P Jestem ciekawa czy komuś się to spodoba, bo mam niezły plan co do tego opowiadania, haha. No cóż, jeśli chciałbyś/aś więcej, to zostaw komentarz i przede wszystkim gwiazdkę ^^ Do zobaczenia kiedyś :3

Na Końskim grzbiecie //StarStableStories to obsess over. Discover now