Co można czuć przebywając na świeżym powietrzu długo po północy? Chowając się za drapiącym krzakiem, w oczekiwaniu na przybycie swojego wspólnika, z myślą, że za parę minut włamiecie się na plac zamkowy? Po pierwsze swędzenie, a po drugie chłód i zniecierpliwienie. To samo czuł teraz Esteban, jednak można mu to wybaczyć. Chociażby dlatego, że powinni już ramię w ramię wspinać się po kamiennych murach, a tymczasem wspólniczka spóźnia się o kolejną minutę. ,,Nie wystawiłaby mnie do wiatru...'' - powtarzał, by zająć czymś myśli, które starał się trzymać na wodzy. Poznali się dopiero dwa dni temu, gdy razem ze swoim służącym, Flynnem, przyjechali do miasta. Już wtedy wiedział, że może na niej polegać i że warto zapłacić za jej usługi.
Wsłuchiwał się czujnie w stukot kroków zmieniających się wartowników. Nie może dłużej czekać! Gdyby zauważyli go teraz ci rozpijaczeni głupcy, których dwa dni temu poznał w barze, zostałby bezlitośnie wyśmiany. Przecież sto razy lepszym pomysłem było szukanie pomocy u wiedźmy, która według ich opowiadań: ,,Stara jest jak świat i zgrzybiała! Ma moc, żeby dwustu chłopa zgnieść jak surowe jajo! Wszystko co zapisze w swojej księdze wkrótce staje się prawdą...''. Gdyby ci pijacy tylko wiedzieli...
- Młoda, utalentowana – zaczął z sarkazmem wyliczać zasłyszane komentarze na temat jego wspólniczki - waleczna, piękna, inteligentna i... obecna.
Przypadkiem zauważył Maję skradającą się pośród cieni. Kto by pomyślał, że kobieta jej wzrostu może tak skutecznie wtopić się w tło? Nim sam się obejrzał zniknęła mu z oczu, a w następnej chwili klęczała na wilgotnej trawie u jego boku. ,,Imponujące... '' - pomyślał.
- Spóźniłaś się – wtrącił spokojnie po chwili spoglądania na siebie w milczeniu.
- Nie spóźniłam się, a przybyłam w odpowiednie miejsce o odpowiednim czasie – odpowiedziała lekceważąco, rozkładając chustę, w którą zawinięty był sprzęt do wspinaczki.
- Oczywiście. Następnym razem daj mi znać, to też przyjdę w ,,odpowiednim czasie''.
Maja tylko wywróciła oczami na uwagę jej pracodawcy. Estebana co prawda trochę irytowała arogancka postawa dziewczyny, ale nie mógł pozostać na nią zły. Ma charakter wojownika. Bardzo to szanował.
Musieli w końcu zebrać myśli. Noc jeszcze młoda, lecz nie mogą pozwolić sobie na dalsze zwlekanie. Mają do wykonania ważne zadanie. Mowa o rabunku dworu mogłaby niejednego zmylić. I to prawda, że dwór będą obrabowywać, ale nie królewski skarbiec. Nie, nie! Esteban jest rycerzem. Rycerzom nie godne jest zniżać się do poziomu chełpliwego złodziejaszka. Pałac będą rabować, to prawda, tyle, że ich celem są pałacowe lochy. Co takiego jest w lochach, że rycerz z południa musiał podróżować dni na północ, by osobiście się do nich dostać? Otóż koło siedmiu nocy temu, gdy wszyscy spali, porwana została z objęć własnego łoża młodsza siostra szlachcica. Dwunastoletnie dziecko. Nie wiadomo jak i dlaczego.
Wiadome mu jest, że przebywa tutaj, a nigdzie indziej. Tak więc przygotowali się do skoku. Kiedy byli już gotowi, poruszając się w cieniu drzew, kołysząc się w biegu wysokiej trawy, podeszli pod kamienne mury niezauważeni, a przynajmniej taką mieli nadzieję. Nieważne ile razy wykonali wariackie zadanie, czuli niepokój i niepowodzenie wiszące w powietrzu.
Maja zaprezentowała co ma teraz zrobić jej towarzysz i wbiła pierwszy, gruby gwóźdź w zamszoną dziurę między kamieniami. Nasłuchiwała, jednak w tle nie usłyszała żadnych metalowych kroków. Już po chwili do lewej ręki dołączyła prawa, do niej jedna noga z wystającym spod noska twardym szpikulcem i kolejna. Esteban najpierw bacznie obserwował poczynania Mai, by za chwilę samemu spróbować swoich sił. Nie chciał się do tego przyznawać, ale jeszcze nigdy nie wspinał się po murach z takim sprzętem, co dziewczyna od razu zauważyła. Doskonale widzi niepewność, z jaką stawia kolejne kroki.
Oto i są. Oboje, wspinając się w bezwietrzną noc po murach królewskiego pałacu, zastanawiając się jakim cudem się tu znaleźli. W końcu udało się, dotarli na szczyt. Maja rozejrzała się w poszukiwaniu patrolujących mury zanim pokazali się w świetle pochodni. Był tam jeden, na szczęście jeden. ,,Tylko się odwróć, kochanieńki...'' - pomyślała. Mężczyzna nie zdążył podrapać się po głowie, gdy nagle jakaś niewyobrażalnie silna zjawa skoczyła mu na plecy i przyduszając bezszelestnie pozbawiła przytomności. Sprawdziła puls nieboraka. ,,Żyje.'' - chwyciła strażnika pod pachy i przeciągnęła do sąsiadującej wieżyczki, gdzie ukryła go w kącie. Z pewnością nie powinni zostawiać go tam na dłuższy czas...
- Droga wolna... - wychyliła się i szepnęła do swojego towarzysza. Niespokojnie rozglądała się dookoła. Już wiele razy uczestniczyła w podobnych akcjach, ale tym razem czeka ją śmierć, jeżeli zostanie przyłapana w pracy. O wiele pewniej poczuje się, gdy wróci do jakiegoś bezpiecznego cienia... Esteban ,,jak mistrz'' wgramolił się na szczyt, jednak Maja już zniecierpliwiona nie mogła patrzeć jak ze ślimaczym zapałem chowa sprzęt do torby. Chwyciła go za nadgarstek i zaciągnęła truchtem w dół schodów, gdzie schowali się za największym stogiem siana, jaki stał w pobliżu.
- Co ty wyprawiasz?! - wyszeptał agresywnie, wyrywając swą rękę z uścisku dziewczyny.
- Nic. Siedź cicho – Esteban już dawno przekonał się, że jego towarzyszka nie jest zbyt rozmowna... i przyjazna.
- Widzisz tamte przejście? - wskazała.
- Które? - zapytał, próbując ostrożnie wyjrzeć zza jej ramienia. Jeżeli już ktoś ma dać znać o ich obecności, to na pewno tym kimś nie będzie on.
- Tamte. Prowadzące do najszerszej wieży.
- Od kiedy trzymają przestępców w wieży zamiast w wilgotnych piwnicach? - zdziwił się.
- Od kiedy twoja siostra jest przestępcą? - odpowiedziała z nutką zadziorności.
- Wiesz o co mi chodzi... - zmarszczył brwi.
- Zaufaj mi. Jeżeli twoja siostra jest na tym zamku, to na pewno znajdziemy ją tam. Na szczycie – ruchem głowy wskazała migoczące światełko w jednym z najwyższych okien wieży. ,,No cóż, jeżeli jest taka pewna, to musi mieć ku temu dobry powód...''- wydedukował.
- Niech będzie. Zaufam ci – stwierdził i zauważył, że przez twarz dziewczyny przemknął niezauważalny, słodki uśmiech pełen dumy.
Oboje spędzili parę minut na analizie otoczenia. Większość strażników pełni swoją wartę na murach, lecz tutaj, na dole, też kręci się paru łebków. Dwóch, niestety, bezpośrednio pilnuje wejścia do środka. Pierwsze co przyszło Estebanowi do głowy to stary, sprawdzony rzut kamieniem, ale z własnego doświadczenia wiedział, że nikogo nie wzruszyłby oddalony stukot małego kamyczka. Kto mógłby się tym przejąć? Nie, ten plan zdecydowanie odpada.
- Hej! - rozmyślania przerwał im donośny gwizd, następnie okrzyk dochodzący zza pleców.
Zapanowała cisza, czas stanął w miejscu. Serce podskoczyło im do gardła. Kurczowo przywarli do stogu siana, gdzie zastygli, próbując oddychać najciszej jak to tylko możliwe. Stało się? Czyżby jeden z patrolujących zauważył ich w sianie?
- Jeden z naszych leży pod schodami! - głos odezwał się ponownie. - Przeszukać teren! Wy! Sprawdźcie czy wszyscy więźniowie są tam, gdzie ich miejsce! Rozdzielić się! Wykonać!
Ulżyło im, bo to oznacza, że nie mają pojęcia, gdzie się ukrywają. Z drugiej strony... przejście przez plac nigdy nie wydawało się takie trudne! Rozpoczęła się bieganina i wielkie poszukiwania. Strażnicy, do tej pory pilnujący przejścia do wieży, weszli do środka. Tam, gdzie musi dostać się Esteban.
- Pst! Odeszli. Teraz albo nigdy – zwrócił się do Mai, która nawet nie zdążyła zaprotestować, gdy jej towarzysz zaczął już biegać z kryjówki do kryjówki. ,,Czy on tak bardzo chce zostać nakryty?!'' - żaliła się w myślach. Dopiero zbliżające się, ciężkie kroki skłoniły ją do podążenia jego śladami. W końcu miał rację - albo teraz, albo nigdy.
YOU ARE READING
A na ścianie ceglany pył
FantasyCzy piękny dar może okazać się niebezpieczny? To dwu-rozdziałowe opowiadanie napisane na konkurs fantasy i trochę podszlifowane. Na okładce widnieje młodsza główna bohaterka.
