Obrót o 180 stopni

463 15 1
                                        

Ciemność. Tylko tyle potrafiłam zobaczyć. Nagle w pomieszczeniu pojawił się dziwny facet. Mówiąc dziwny mam na myśli to że nie miał nosa. Mówił jakieś niezrozumiałe słowa i chyba kierował je do mnie. Nie za bardzo wiedziałam gdzie jestem więc się go o to zapytałam. W odpowiedzi w moją stronę poleciał szereg obelg i jakieś czerwone światło z brązowego patyka.

Obudziłam się zalana potem. Znów ten koszmar. Wstałam i rozejrzałam się po pokoju. Wszystko było na swoim miejscu. Podeszłam do okna i lekko wyjrzałam zza firanki. Był piękny letni dzień. Postanowiłam wykorzystać ostatni tydzień wakacji i nie zwlekając dłużej ruszyłam w stronę łazienki. Wzięłam krótki prysznic. Włosy zaplotłam w dwa warkocze. Ubrałam białą sukienkę w niebieskie motyle i jasne sandałki. Gotowa zeszłam na śniadanie. Jako iż moi rodzice zawsze rano wracają z wieczornej zmiany zaskoczyło mnie to co zobaczyłam. Siedzieli oni przy stole na którym stał tort i paczka z, no właśnie z czym?

- NIESPODZIANKA- krzyknęła moja mama

- Nie mówcie że to dzisiaj? 

- Tak to dzisiaj. Znowu zapomniałaś 

- Tak...No to co? Śniadanie?  - Wszyscy w wspaniałym nastroju jedliśmy śniadanie. Nagle do okna kuchennego poleciała śnieżnobiała sowa. Trzymała w dziobie list. Ale nie taki zwykły list. Nikt jednak nie zwrócił na nią szczególnej uwagi. Dopiero gdy zaczęła walić o szybę tata zorientował się, że tam jest. Kiedy otworzył okno zwierzę podleciało do MNIE, położyło na stole list i odleciało jak gdyby nigdy nic. Trochę zdziwiona wzięłam do ręki list i zaczęłam czytać na głos.

- Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Co to ma znaczyć?

- Już dawno powinniśmy ci to powiedzieć, ale baliśmy się jak zareagujesz. 

- Mogę wiedzieć o chodzi?

- Nie jesteśmy twoimi prawdziwymi rodzicami.

-Co, jak to?! - w tym momencie mój cały idealny świat rozpadł się na małe kawałeczki.

- Posłuchaj - powiedział spokojnie "tata" i zaczął swoją opowieść - To wszystko wydarzyło się 10 lat temu. Tamtej nocy gdy wracaliśmy z pracy usłyszałem huk. Kiedy pobiegłem w jego stronę zobaczyłem płonące auto a w nim jakąś rodzinę. Podeszłem bliżej aby im się przyjrzeć. Wtedy kobieta powiedziała resztkami sił żebym Cię z tamtą zabrał. Powiedziała mi także że jeżeli dostaniesz taki list a na pewno tak się stanie to mam ci to wręczyć. - sięgnął do kieszeni i wyjął małe pudełeczko z czarnego drewna. Podał mi je a ja natychmiast je otworzyłam. W środku były moje zdjęcia z najprawdopodobniej rodzicami i rodzeństwem. Jakiś adres najprawdopodobniej mojego nowego domu i dużo starych pieczęci. Nie wiedziałam teraz zupełnie nic. Całe życie stanęło mi przed oczami. W końcu zdobyłam się na odwagę by zapytać 

- W takim razie kim są moi prawdziwi rodzice?

- To państwo Black. - odparł " tata"- Jutro po południu do nich pojedziesz. Zacznij się już lepiej pakować. Dobrze?

- Dobrze- odparłam i poszłam. Szczerze byłam w szoku. No ale cóż poradzić. Weszłam do pokoju i od razu zaczęłam się pakować. Najpierw książki z półek potem te z biurka a następnie z reszty kartonów. Czy wspominałam już że uwielbiam czytać? Gdy spakowałam już wszystkie książki wziąłem się za ubrania. Zostawiłam sobie jeden komplet na jutro i piżamę. Jeszcze tylko łazienka. Zapakowałam kosmetyczkę zostawiając tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Kiedy skończyłam zegar wskazywał 23.59. Przebrałam się i poszłam spać. Moje życie obróciło się o 180 stopni.

Ciemność. Tylko tyle potrafiłam zobaczyć. Nagle w pomieszczeniu pojawił się dziwny facet. Mówiąc dziwny mam na myśli to, że nie nosa. Mówił jakieś niezrozumiałe słowa i chyba kierował je do mnie. Nie za bardzo wiedziałam gdzie jestem więc się go o to zapytałam. W odpowiedzi w moją stronę poleciał szereg obelg i jakieś czerwone światło z brązowego patyka.

Znów ten sam koszmar. Usiadłam na łóżku. Była 6 rano lecz nie było już całkiem ciemno. Postanowiłam poczytać na balkonie. Wyciągnęłam z walizki pierwszą lepszą książkę i zaczęłam czytać. Gdy tak czytałam to czas jakby się zatrzymał. Kończyłam właśnie rozdział gdy do pokoju weszła moja "mama".

- Dzień dobry kochanie. 

- Dzień dobry. 

- Plany trochę się zmieniły i zaraz po śniadaniu pojedziesz do państwa Black dobrze? 

- Jasne. Tylko się ubiorę i już schodzę. - Jako iż jest lato postanowiłam założyć wcześniej przygotowaną niebieską sukienkę i białe sandałki. Włosy lekko pofalowałam. W mieszanym nastroju zeszłam na śniadanie. Z jednej strony bardzo chciałam poznać moich prawdziwych rodziców a z drugiej nie chciałam zostawić osób z którymi żyłam przez 11 lat. Po około 15 minutach byłam już w kuchni.

- Cześć wszystkim.- zawołałam od razu po tym jak weszłam do kuchni.

- Cześć. - odpowiedziała moja " mama" - Jedz szybko bo musimy jechać.
Bez zbędnego gadania usiadłam na krześle i zabrałam się za konsumowanie owsianki. 

- Ale będziecie mnie odwiedzać?

- Raczej nie ponieważ twoi rodzice nie za bardzo tolerują takich ludzi jak my- powiedzieli smutno i pomogli mi zapakować bagaże do auta. Po raz ostatni spojrzałam na dom który przez ponad 11 lat był moim domem. Nie do wiary że już go nigdy nie zobaczę. 

- Nie płacz. Wszystko się jakoś ułoży.- powiedziała "mama" wycierając moje łzy.

- Do widzenia! Będę tęsknić. - Po tych słowach samochód ruszył. Jak na złość zaczął padać deszcz co jeszcze bardziej pogorszyło mój humor. Postanowiłam skupić się na drodze. Jechaliśmy już dłuższy czas. Wydawało mi się że dobrze znam okolice jednak bardzo się myliłam. Mijaliśmy krzewy domy i drzewa jednak żadne nie wyglądało znajomo.
Przez chwilę myślałam że to tylko sen. Lecz to nie był sen. Po dwóch godzinach drogi wreszcie dojechaliśmy na miejsce. To co zobaczyłam jeszcze bardziej mnie zdziwiło. Ten budynek, był nie do opisania...

Ps. To jest moje pierwsze opowiadanie wiec przepraszam za wszystkie błędy.

11 lat w kłamstwie...Historias para obsesionarse. Descúbrelo ahora