Krzyk. Znowu. Jeszcze raz, tym razem głośniejszy. Niebo nad głową pokryte gwiazdami. Na ziemi leży postać. Widać, że cierpi. Krzyk rozchodzi się echem po lesie. Ptaki zrywają się z drzew i odlatują w cichsze miejsce. Postać na ziemi zwija się z bólu. Stara się coś powiedzieć, ale ból uniemożliwia wydobycie się dźwięku. Księżyc chowa się za chmurami, aby nie być świadkiem tego co miało zaraz nastąpić. Obok leżącej postaci pojawia się kolejna, ciemniejsza i dużo wyższa. Pochyla się nad leżącym, po czym łapie go za rękę i ciągnie po ziemi.On już nie ma siły na krzyk. Przed oczami zaczynają pojawiać mu się plamki, a w głowie coraz bardziej szumi. Ból rozchodzący się z lewej strony ciała, zaczyna być niewyczuwalny. Ciało przestało walczyć. Ciągnięty po ziemi modli się o koniec. Zanim traci przytomność widzi, że postać, która go ciągnie ma długie, czarne skrzydła.
Mijają minuty, może nawet godziny, kiedy docierają na miejsce. Demon puszcza jego rękę po czym sam bezgłośnie się oddala. Ból jest tak nieznośny, że ciężko utrzymać mu świadomość.
- Pewnie chcesz wiedzieć, jak się nazywam - zapytał, lekkim kusicielskim tonem postać ze skrzydłami.
- Wiem, że jesteś demonem - odparł ranny.
- Dominiku, mało o mnie wiesz. Nie jest tak jak ci się wydaje. - Demon podszedł bliżej, po czym złapał chłopaka za miejsce w które wbił mu swoje pazury. Chłopak syknął z bólu, a przed oczami znowu zrobiło mu się ciemno - Oj, nie pozwolę ci umrzeć. Nie miałbym z tego żadnej zabawy. Prawda jest taka, że wy ludzie jesteście bardzo słabi. Wszyscy myślicie, że potraficie osiągnąć wszystko co zapragniecie, tu niestety się mylicie. Żyjecie na naszej łasce i to my sterujemy wami. Wy nędzni głupcy.
- Zdradź mi swoje imię, zanim umrę z twoich rąk.
- Dominiku - Demon spojrzał mu prosto w oczy. - Tak bardzo chciałbym ci to powiedzieć, ale będziesz musiał o tym zapomnieć a wtedy zacznie się dopiero cała zabawa.
- W... w takim razie co chcesz ze mną zrobić? Umieram na twoich oczach.
Demon odsunął się i rozłożył swoje skrzydła. Całe czarne, w niektórych miejscach brakowało piór, jednak nadal były lśniące. Zapierały dech w piersi. Od samego patrzenia zaczynały boleć oczy. Skrzydła miały do siebie to, że każdy śmiertelnik jaki spojrzał na nie, od razu stawał się podatny na sugestie i przymuszenia.
- Powtarzaj za mną. - zacharczał potwór. - Ja, Dominik Spotless oddaje ci moje ciało i duszę, abyś zgodnie ze swoimi przekonaniami dokonywał czynów mi - człowiekowi nieznanych i strasznych dla nas samych. Dzięki temu moja osoba stanie się potężna i godna podziwu.
Chłopak wciąż patrząc prosto w demoniczne skrzydła powtarzał usłyszaną mu przysięgę. Na sam koniec musiał splamić jedno pióro swoją krwią. Tak też zrobił. Zaraz po tym przez jego ciało przeszedł mrożący ciało dreszcz, w tym samym czasie postać demona zniknęła z pola widzenia. Dominik w ostatniej sekundzie zrozumiał, że od dzisiaj nie jest sam. Ostatnie słowa jakie usłyszał to "Noszę imię Casnerves"
***
Dominik gwałtownie usiadł na łóżku, łykając łapczywie powietrze. Ręką przejechał po miejscu, które chwile wcześniej emanowało jeszcze niesamowitym bólem. Ze zdziwieniem stwierdził, że jego ciało jest w jednym kawałku. Postanowił wstać i udać się do łazienki. Pierwsze kroki wydawały mu się bardzo ciężkie, po dotarciu do pomieszczenia, najlepszym pomysłem było wzięcie prysznica. Kiedy ściągnął koszulkę zobaczył, że na jego sercu pojawiło się znamię w kształcie małego płomyka, coś podpowiadało mu, żeby tego dotknął. Jednak, kiedy przyłożył palec do znamienia przeszedł go dreszcz a w głowie zaszumiało.
- Nie sprzeciwiaj mi się. - rozbrzmiał głos w jego głowie.
Dominik pomyślał, że ktoś jest za drzwiami, ponieważ głos było słychać tuż obok. Jednak mieszkał sam, więc wykluczył możliwość jakichkolwiek domowników stojących pod drzwiami łazienki.
- Mówiłem, że nie będziesz mnie pamiętać - Znowu ten głos. Poczuł jak po plecach przejeżdża mu coś ostrego, więc odskoczył wystraszony tym co się dzieje.
- Kim jesteś?! - wykrzyczał chłopak w panice. Jednak w odpowiedzi dostał tylko cichy ale przerażający śmiech. Coś rozkazało mu podejść bliżej do lustra i spojrzeć jeszcze raz w swoje oczy. Gdy to zrobił, w odbiciu zauważył czarną postać oplatającą jego ciało z każdej strony. Wyglądała jak ciemna aura otaczająca człowieka, tyle, że ta aura nie była niczym dobrym. Gdy chłopak spojrzał dokładniej w ciemność miał wrażenie zatapiania się w czystym złu.
- Oh jaka szkoda, że mnie nie pamiętasz - Coś na kształt ręki przejechało Dominikowi po policzku, na co jego ciało odpowiedziało dreszczem. Z jednej strony czuł się bezpiecznie, a z drugiej strony rozum podpowiadał mu, że sytuacja nie jest do końca normalna.- Dominiku spójrz sobie w oczy i powiedz, czy cieszysz się z tego, że teraz jesteśmy jednością?
Chłopak ze spokojem spojrzał w swoje oczy w lustrze i z lekkim zawahaniem odpowiedział, to co demon chciał usłyszeć. Dominik czuł się jakby mieszkało w nim kilka osób. On sam jakby dzielił się na dwie - ta, która chce służyć jak najlepiej demonowi i ta, która stanowczo odradza. I sam demon, który dzielił teraz ciało biednego człowieka.
