COŚ SIĘ ZACZYNA

25 2 1
                                        

Wszystko zaczęło się, gdy miałem siedem lat. Mieszkałem jeszcze wtedy w małym miasteczku Serys, dość daleko na północ od stolicy Keren. W naszej wiosce nigdy się nic nie działo, co najwyżej ataki goblinów, z którymi miejscowy bohater Older dawał sobie radę. Older był łowcą potworów drugiego stopnia, który nie chcąc kontynuować szkolenia wrócił do swojej rodzinnej wioski, by chronić jej mieszkańców. Jednakże pewnego burzliwego dnia wszystko się zmieniło. Dzień zaczynał się spokojnie, choć pogoda nie dopisywała. Wszystko toczyło się swoim życiem, dzieci bawiły się, a dorośli pili. Jednak nagle coś przeleciało nad naszymi głowami. Wielkim monstrum okazał się smok. Zwierzęta te zawsze uważane były za mity lub wymarły gatunek. Wszyscy wpadli w panikę. Moi rodzice szybko zaprowadzili mnie do miejscowej, kamiennej stodoły i kazali tam zostać. Gdy smok wylądował, Older momentalnie go zaatakował, posiadawszy jedynie miecz i tarczę niewiele był w stanie zrobić. Odebrał smokowi oko, jednak ten zabił go, zgniatając i rzekł. 

 — Głupi ludzie.

 Patrzyłem na to wszystko przez dziurę znajdującą się w stodole. Widziałem wszystko. Śmierć Oldera. Śmierć moich rodziców. Gdy smok odleciał, nie wiedziałem co zrobić. Stałem jak wryty wpatrując się w dziurę kilka godzin. Po tym czasie przyjechała straż Keren, by sprawdzić czy to naprawdę był smok. Wtedy też odnaleźli mnie. Na początku zapytali o moje imię. 

 — Nesel. — szepnąłem.

 Następnie wzięli mnie do sierocińca znajdującego się w stolicy. Stolica była wyżyną gospodarki, kultury, ale także nienawiści do innych ras. Owszem, znajdowały się małe sektory, gdzie inne rasy mogły żyć normalnie, jednak były to tylko niewielkie wycinki. Gdy już byłem w sierocińcu ciężko było mi się tam odnaleźć. Większość dzieci urodzonych było w Keren przez co miały syndrom wyższości. Podczas gdy inne dzieci bawiły się, ja robiłem jakieś głupie ćwiczenia. Rzadko zwracano na mnie uwagę. Jednak jakiś rok po tym jak dołączyłem, inni zaczęli mnie wyzywać, traktując jako osobę, której nie powinno tu być. Raz, gdy wracaliśmy z dworu, zaatakowali mnie. Trójka chłopców nie była specjalnie silna, więc bez problemu sobie z nimi poradziłem. Opiekunki zajmujące się sierocińcem chciały mnie wyrzucić, ale nagle wszedł on. Niejaki Gabrel, dyrektor szkoły łowców potworów. Powiedział, że znajdzie tu nowych kandydatów. Zaczęły się ćwiczenia, a że tylko ja ćwiczyłem, zdałem jako jedyny. Tak o to w wieku dziewięciu lat dostałem się do jednej z ważniejszych szkół. Nie miałem tam jednak łatwo, jako dziewięciolatek ciężko było mi się odnaleźć w klasie z samymi jedenastolatkami. Jednak naukę skończyłem i dostałem się do szkolenia wraz z dziewięćdziesięcioma dziewięcioma innymi uczniami.

HunterWhere stories live. Discover now