Wakacje dobiegły końca, zresztą najlepsze wakacje w moim życiu. Nowa szkoła nie będzie mi służyć, a może jednak? Podobno liceum to najlepszy okres w życiu, ale co jeśli tak nie będzie? Moje myśli przerywa głos mamy dobiegający z kuchni. Zbiegam po skrzypiących schodach na dół. Mieszkamy w starej kamienicy i to jest dość dziwne, że w naszym mieszkaniu są schody. Zwykle w takich miejscach jest tylko jedno piętro.
- Co chciałaś?
- Pamiętasz, że jutro pierwszy dzień szkoły? Musisz się dziś wyspać.
- Tak mamo pamiętam, chociaż wolałabym nie.
Biorę ze stołu kawałek ciasta czekoladowego i wracam do siebie. W mojej szafie nie ma nic w czym mogłabym jutro pójść. Postawię więc na swoje ulubione jeansy i luźną bluzę, którą zresztą ukradłam mojemu bratu. William to moje jedyne rodzeństwo, ale niekiedy wolałabym być jedynaczką. Tak czy siak go kocham, a posiadanie starszego brata czasem wychodzi mi na dobre. Rzucam się na łóżko z moim MacBookiem i odpalam Netflixa. Podobno spędzam za dużo czasu na oglądaniu, a przynajmniej tak mówi moja mama, ale czy to ważne? Rodzice zawsze wyolbrzymiają.
Otwieram oczy szukając dłonią swojego telefonu na szafce nocnej. Kiedy ja zasnęłam? Zegarek pokazuje 7:10. Cholera! Zaraz się spóźnię pierwszego dnia szkoły. Szybko zrywam się w łóżka, wiążę włosy w luźny kok wypuszczając pojedyncze pasma i ubieram wcześniej przygotowany strój. Biorę swój plecak i wybiegam z pokoju.
-Mamo! Czemu mnie nie obudziłaś?!
-Myślałam, że wstałaś. Pośpiesz się bo nie zdążysz. – Odpowiada, wciskając mi do ręki butelkę z wodą.
Wybiegam przed budynek i ręką przywołuję taksówkę. Całe szczęście ze akurat przejeżdżała, oby to szczęście dopisywało przez cały dzień. Wsiadam i mam chwilę, aby złapać oddech. Zamykam oczy i w tym momencie czuje, jak w brzuchu ściska mnie z nerwów. Nie chcę się stresować, ale w żaden sposób nie jestem w stanie powstrzymać tego niekomfortowego uczucia. Przejeżdżam kilka przecznic, myśląc jak powinnam się dziś zachować. Być sobą, czy może udawać wyluzowaną dziewczynę, która jest uwielbiana przez wszystkich?
Wysiadam z samochodu i biegnę w stronę wejścia. Wchodzę do szkoły i nie mam pojęcia w którą stronę powinnam pójść. Z mojego planu zajęć wynika, że mam chemię. Udaję się więc w stronę klasy, gdzie ma się odbyć lekcja. Nieśmiało wchodzę i czuję na sobie spojrzenie wszystkich. Tak jak myślałam, przyszłam ostatnia, ale na szczęście przed nauczycielem. Szukam wzrokiem miejsca i zauważam, że jedyne wolne jest obok jakiegoś chłopaka. Super, teraz będę musiała się z nim przywitać, ciekawe co mu powiem.
- Czy to miejsce jest wolne? – pytam.
- Jak widać jest, siadaj.
- Dziękuję.
- Jestem Ian – mówi, wyciągając rękę w moją stronę.
- Anastazja, ale mów mi Ana – odpowiadam, podając mu swoją dłoń.
- Ana… - patrzy mi w oczy nadal mnie trzymając.
Naszą rozmowę przerywa wejście nauczyciela. Całe szczęście, nie wiedziałabym co mam dalej zrobić w tej niezręcznej sytuacji. Wszyscy wstają i patrzą w kierunku tablicy.
- Witam was wszystkich w nowym roku szkolnym, czeka nas dużo pracy, ale wspólnymi siłami damy radę. Moje nazwisko Watson. Możecie usiąść.
Wszyscy w całkowitej ciszy zajęli swoje miejsca i mam wrażenie, że odetchnęli z ulgą. Zaczęło się, coroczny wykład na temat bezpieczeństwa w klasie i szkole, którego chyba każdy nienawidzi. Rozejrzałam się dookoła, dziewczyna siedząca obok posłała mi przyjazny uśmiech, który odwzajemniłam. Jeszcze raz dyskretnie spojrzałam na Iana i totalnie się wyłączyłam.
Po pierwszej lekcji poszło już z górki. Co prawda szukanie sal trochę czasu zajmowało, ale jakoś w miarę możliwości udało mi się odnaleźć. W końcu mogę wyjść ze szkoły, marzę żeby już tylko położyć się do łóżka, odetchnąć i przygotować się na kolejny dzień. Pojechałabym taksówką, ale to chyba zbyt drogi luksus, więc tym razem pozostaje metro. Idę jedną z nowojorskich ulic i patrzę jak słońce powoli zachodzi za budynki. Ludzie dookoła jak zwykle się śpieszą, a ja? W uszach mam słuchawki, a w nich jak zwykle leci moja ukochana piosenka Accidentally in love. Nie lubię i wcale nie chce się śpieszyć, kocham momenty jak te, ale wiem, że jeśli nie będę szła szybciej zafunduję sobie powtórkę z rozrywki i spóźnię się tym razem na metro.
Wchodzę do domu i nie zdążam nawet położyć kluczy, bo podbiega do mnie podekscytowana mama.
- I jak? Opowiadaj mi wszystko, masz już przyjaciół?
- Mamo, to dopiero pierwszy dzień, nic szczególnego. – Odpowiadam z uśmiechem na twarzy.
Mama patrzy na mnie podejrzliwie.
- Dobrze, zrobiłam obiad odgrzej sobie, ja wychodzę. William przyjdzie dopiero wieczorem, więc jesteś sama.
- Dobrze mamo. – Odpowiadam i słyszę jak drzwi od domu się zamykają.
Wchodzę do kuchni biorę swoje ukochane naleśniki i idę do pokoju. Siadam na łóżku i zajadając się sprawdzam wszystkie social media. Ciekawe gdzie poszła mama, pewnie znów spotkać się w jakimś facetem z Internetu. Odkąd rozwiodła się z tatą, co chwilę się z kimś spotyka, każdego uważa za swoją wielką miłość, a i tak zawsze wychodzi tak samo.
Resztę wieczoru spędziłam na oglądaniu seriali i rozmyślaniu nad swoim życiem. Może ten rok szkolny wcale nie będzie taki zły? Pomyślałam, a chwilę później zasnęłam.
Dzisiaj wstałam z stanowczo lepszym humorem, być może wynika to z tego, że udało mi się wstać punktualnie. Promienie słońca, które wpadły mi do pokoju przez uchylone okno siłą rzeczy zmusiły mnie do podniesienia się z łóżka. Nałożyłam na siebie dziewczęcą sukienkę w kwiaty, a do niej moje niezawodne białe conversy. Idąc do wyjścia spotkałam Williama, który zaproponował, że podwiezie mnie do szkoły. Cieszy mnie to, jazda metrem rano nie jest najprzyjemniejszą czynnością na świecie. Ogromny tłum i brak świeżego powietrza tylko pogarszają sytuację.
Dziś przychodząc do szkoły czuję się pewniej, wiem gdzie mam iść, a twarze dookoła już wcale nie wydają mi się takie obce. Wchodząc do klasy dostrzegłam, że dziewczyna, która poprzedniego dnia się do mnie uśmiechała siedzi sama. Chwilę się zastanawiam, aż w końcu decyduje się usiąść obok niej.
- Cześć, jestem Ana.
- A ja Katie, miło cię poznać. Szczerze mówiąc liczyłam, że tu usiądziesz już wczoraj wiedziałam, że uda nam się znaleźć wspólny język.
Przez moją głowę kolejny raz przebiega myśl, że może liceum wcale nie będzie takie złe.
YOU ARE READING
HAPPINESS
RomanceJestem Ana... Mam 16 lat i właśnie zaczynam liceum. Moje życie jest idealne, ale też pozornie nudne. Dobrze, że pozory słyną z tego, że mylą. Zapraszam Cię do mojego świata szczęścia, porażek, przyjaźni, miłości, smutku i innych problemów towarzyszą...
