1.Gdy cię ujrzałem razu pierwszego...
Nad brzegiem to było jeziora.
O wschodzie słońca, poranku wietrznego
Kroczyłaś w tę taflę wpatrzona.
2.A niebo płonęło różanym odcieniem,
Tak krwiste jak twej szminki czerwień,
A jednocześnie tak delikatne
Jak skóra twoja, był sierpień.
3.I stałaś bezbronna, i chciałem cię poznać,
Wtopiona w promienie słońca.
I stałem, patrzyłem, nie mogąc przestać.
I mogłem tak patrzeć bez końca.
4.Poranek był wietrzny, mowię to stale.
Ten powiew kołysał twe włosy.
Waliły o ciało, jak jeziora fale,
Wciąż biły o plażę tej nocy.
5.Nie mogłem tak stać i patrzeć bezczynnie,
Bo kiedy słońce sie zbudzi
Nadejdą tłumy i znikniesz w tym pędzie.
Nie znajdę Cię już pośród ludzi.
6.Podszedłem, podbiegłem, by jeszcze zdążyć,
Gdy słońce barwi te wody.
Bez sensu jak wszyscy przeciętnie żyć,
Dlatego ja żyję we wschody.
7."Co piękna niewiasta o cerze bielutkiej
W kolorze słoniowej kości
Robi po nocy wietrznej, pochmurnej
Krocząc tutaj w samotności?"
8.Nie byłaś rozmowa, choć głos miałaś boski.
Patrzyłaś gdzieś w dał zlękniona.
I chciałem ci pomoc, i rozwiać twe troski,
"Przestań być taka strapiona!"
9.Rozmowa nasza rozkwitła po chwili
Tak jak i ty rozkwitałaś.
W odważną paproć ze skromnej lilji
Lecz piękna jak lilia zostałaś.
10.Choć maj juz za nami, kwitło wokoło
Wiosna nam w sercach gościła.
Czułem się nadzwyczajnie, wesoło.
Wszytsko przez ciebie, ma miła!
11.Każdego poranka, przy ognistym niebie
Gdy świat sie budził do życia,
Czekałem na plaży, wypatrując ciebie,
Słuchając tych wód serca bicia.
12.Widziałem cię codzień, jak boso tańczyłaś,
Lecz tylko przy wschodzie słońca.
A dzień mi sie dłużył, daleko byłaś
I chciałem by juz dobiegł końca.
13.Z każdym porankiem kochałem cię mocniej,
Lecz mniej niż dnia następnego.
Nikomu nic nie mówiłem o "Niej".
Po co nam ludzie do tego?
14.I czułem, wiedziałem, że serce Twoje
Też dla mojego bije.
"Przejdziemy razem trudy i znoje!"-
Szeptałem, głaszcząc liliję.
15.I chciałem na zawsze zamieszkać z Tobą
O wschodzie słońca na plaży.
I cieszyć sie rankiem i całą dobą!
Tyle mi tylko się marzy...
16.Lecz dnia pewnego nasza historia
Na stratę została skazana.
Czy zgrzeszyliśmy? Jedynie miłością.
To zbrodnia, że srogo karana?
17.Wtedy poranek nie był ognisty
A Bóg się na świat pogniewał.
I burze okropną, wiatr porywisty
Zesłał, świat łzami podlewał.
18.Nie przyszłaś wtedy nad brzeg jeziora,
Nie mogłem ujrzeć jak tańczysz.
Czekałem dzielnie aż do wieczora,
I jakbym słyszał, że kroczysz.
19.I nie spotkałem już nigdy więcej
Niewiasty znad jeziora brzegu.
Czekałem lato jesień i zimę,
Aż plaża zbielała od śniegu.
20.Gdzie sie podziewasz ma ukochana?
Dlaczego ranisz me serce?
Każesz mi tkwić na plaży z rana,
Nie mogąc cię chwycić za ręce.
21.Przetrwałem czasy, kiedy te wschody
Nie były już tak wyraziste.
Przetrwałem czasy, kiedy te wody
Szarpały wiatry porywiste.
22.Czekałem codzienne, nie zdołam wymazać
Z mej głowy obrazu twego.
Kocham tak bardzo, jak mam sie pozbyć
Uczucia jak wschód płonącego?
23.Siedziałem pod drzewem całymi dniami
Z nadzieją, że spotkam Ciebie,
Lecz byłaś dla mnie juz tylko snami,
Co mówił brak słońca na niebie.
24.Zostałem juz ostatecznie samotny
Oglądam ludzi całymi dniami
Lecz mam wrażenie, ze nikt tak jak my
Nie czuje zachwytu wschodami.
25.Och, nie martw sie, tęsknie i czekam dalej
Na naszym miejscu ospały.
I mam wrażenie, że z tej tęsknoty
Przyległem na stałe do skaly...
26.Uczucia odeszły, nie koniec historii.
O tym młodzieńcu, dziewczynie.
Wszystko zaprzecza znanej teorii,
Bo miłość prawdziwa nie zginie.
27.Minęły lata, mało kto wiedział,
Mało kto pamiętał będzie.
Życie toczyło się, a on tam siedział
Wciąż szukał dziewczyny w tym pędzie.
28,Och, jak burzliwe i nieposkromione
O wschodzie są jeziora wody!
Wciąż je podziwia w tym pięknie tonie,
Lecz jej nie równają urody.
29.Zdradzę wam sekret magią owiany,
Zresztą jak cała opowieść.
Istnieje legenda, widziano jej tany
Na próżno to nauką dowieść.
30.Gdy światło księżyca lekko przygaśnie,
A gwiazdy stracą swój blask,
Gdy każdy świadek zamyśli się, zaśnie
I zbudzi sie słońca brzask...
31.Wtedy to z wody wypływa dziewczyna
Co o swym chłopcu marzy.
I znika dotąd znana doktryna,
I tańczy mu znowu na plaży.
32.I wiatr wtedy mocno szarpie jej włosy
Tak jak i jeziora fale.
A on skąpany w kropelkach rosy
Na zawsze zostanie na skale.
33.I może ją w końcu, jak dawniej, podziwiać
I Szukać w jej oczach słońca.
A ona z nim będzie ciagle pogrywać:
"Odległość- wystarczająca".
34.Niejeden by za nią pognał przed siebie
Wprost do jeziora otchłani.
Na zimnym piasku, przy płonącym niebie,
Zatracił dla nieznanej pani.
35.Głupiec, kto czeka, w te grę sie bawi,
Niewiasta widzów nie szuka.
Bo szybciej zniknie, niż sie pojawi,
Nim śpiew w wasze okna zapuka.
36.A chciała tylko, by On ją kochał,
By mówił jak bardzo jej pragnie,
Śmiał sie we wschody, w dzień za nią szlochał
I taniec jej chwalił przesadnie.
37.I kochał ją w słońcu, deszczu i wietrze
kochał, gdy grzmoty błyskały.
Ona tańczyła, a on chciał patrzeć
Aż przyległ na wieki do skały...
38.Mało kto tego szczęścia doświadczy
Chociaż istnieją i tacy.
Mało kto parę tajemną zobaczy
Każdy wtem śpi, albo w pracy.
39.I tylko rybacy, co rano, o brzasku
Na swoje zdobycze czekają.
I tylko pijacy, co spali na piasku
Tak pewni, że snu doświadczają.
40.I Czasem tylko mała ptaszyna
Wdzięcznie jej śpiewem wtóruje.
I Czasem tylko leśna zwierzyna
Kroku w tańcu dotrzymuje.
41.Albo podróżnik, ten cichy, samotny
zgubi się, ze szlaku zboczy,
Może jej taniec rankiem podziwiać
I patrzeć w te perłowe oczy.
42.Czy wierzyć legendzie, realna była?
Nie nam przystało to wiedzieć.
Lecz miłość jak taka w snach naszych krążyła,
Tych uczuć się nie da powiedzieć.
43.Ja wierze w historię i miłość do końca,
I słyszę jak śpiewa, wiatr szarpie jej włosy,
A On kocha ją przy wschodzie słońca
Nieznane są dalej ich losy...
