-Ehh i znowu widze te same ściany- myśli- Za każdym razem, jak się budzę, widzę ten sufit zrobiony z desek, starych desek, brązowy, nie mal, że czarny od starości. Patrząc w koło po ścianach, są prawie puste, może jedna szafa, która stoi na wprost łóżka, daje jakieś życie temu pokojowi, ale... Jako dzieciak co ja mogę wiedzieć o guście. 10 lat to za mało by poznać się na dobrej sztuce. Przynajmniej zostają mi jeszcze te drzwi, chyba najlepsze w tym...- Nagłe pukanie do drzwi.
-Tak?- mówi zaspanym głosem. Drzwi się otwierają i widzi postać w granatowym habicie- To znowu siostra? Codziennie rano siostra przychodzi. Choć raz chciałbym móc poleżeć sobie dłużej.
-Zobacz która godzina- mówiąc radosnym głosem- i tak już przyszłam trochę później.
-4 minuty to wcale nie później- mruczy pod nosem.
-Dobrze You (czyt. Jo), może następnym razem przyjdę później.
-Siostra tak zawsze mówi.
-Nie dyskutuj już, tylko się zbieraj. Musisz być dzisiaj na tip-top, przychodzą po ciebie rodzice.
-Adopcyjni rodzice... i nie zapomniałem. Po prostu mi się nie chcę.
-Jak zawsze rano i w ciągu dnia i wieczorem. Leniu, raz, raz. Zbieraj się- mówiąc lekko się uśmiechając, zamyka drzwi i mówi- tylko mi się nie spóźnij.
You nie chętnie wstaję i podchodzi do szafy, na której jest zawieszone lustro. Otwiera ją i mruczy pod nosem, że to słońce znowu mu świeci i nie może się skupić. Obraca się w lewo i podchodzi do okna, zostawiając otwartą szafę i zasuwa trochę roletę. Wracając do szafy, aby wybrać ubrania, których wcale nie ma tak dużo, potyka się o własne nogi i ląduje z hukiem na podłodze.
-You?- słychać za drzwi głos.
-Wszystko w porządku, tylko się potknąłem- mówiąc lekkim jękiem.
Przez następnie 10 minut chłopiec wybierał ubrania. Stwierdził, że włoży na siebie, czarne jeansy, białką koszule i czarne buty sportowe. Wyglądał bardzo elegancko jak, na tak młodą osobę. Po przebraniu się poszedł do siostry, która, jak co dzień rano przychodziła go budzić, zabrała You do gabinetu, gdzie już tam czekali na niego rodzice. Zakonnica otwierała drzwi, wchodząc pierwsza, a tuż za nią chłopiec.
-Dzień dobry- mówi chłopiec z lekkim uśmiechem na twarzy, kierując się w stronę krzesła przed biurkiem siostry zakonnej.
-Dzień dobry- odpowiadają państwo.
-Jestem Gregory, a to jest moja żona Anabel- mówi mężczyzna.
-A więc to ty jesteś tym słodkim urwiskiem?- mówi kobieta, patrząc się na siadającego chłopca na krześle.
-Nie, chyba mnie pani z kimś pomyliła. Jestem You, takie imię dostałem od moich biologicznych rodziców, którzy...- zaczyna spływać mu łza po policzku.
-You, nie musisz nam teraz mówić o swojej przeszłości, przyjdzie jeszcze na to czas. Będziemy go mieli bardzo dużo- przerywa mu ojciec, patrząc mu się w oczy.
Rodzice chłopca wraz z siostrą odbyli krótką rozmowę o dopełnieniu paru formalności, w obecności chłopca. You myślał o swoich przyszłych rodzicach, nie słuchając rozmowy- Wyglądają, na dość miłych. Może to być tylko pozór, aby mogli mnie adoptować. Wyglądają bardzo elegancko, chyba dobrze trafiłem, ale na razie nie mam pewności- Tuż po tym You został zabrany z ośrodka adopcyjnego. Kierował się w parkingu, gdzie podczas tej drogi odbyła się mała pogawędka.
-Mamo? Mogę Ci mówić mamo prawda?
-Oh, oczywiście, że możesz mi mówić mamo. Jestem zaszczycona z tego powodu- wypowiadając te słowa, uśmiechnęła się.
VOCÊ ESTÁ LENDO
Chłopiec, który potrafi
FantasiaChłopiec stracił rodziców w wypadku, los chciał, że nie długo później został adoptowany, przez zamożną rodzinę. Poszedł do szkoły. Po czasie zaczynają się z nim dziwne rzeczy dziać. Spadają szklanki, zaczynają unosić się przedmioty. Chłopiec nie wie...
