W odmętach starego lasu obudziła się mała dziewczynka, przerażona zmrokiem i drzazgami w dłoniach oraz stopach. Wyjąwszy intruzów z opuszków palców spróbowała wstać. Swoim zagubionym wzrokiem polowała na drobne skupiska światła, które mogłyby być małym domkiem z dwoma oknami skierowanymi w jej ledwo co otware ślipia. Niestety - pustka. Jako jedyny świecił dziś dla niej księżyc. Zaczęła panikować, usiłowała przypomnieć sobie dlaczego tu jest, ale im bardziej się starała, tym obraz oddalał się coraz to dalej i dalej. Przestała myśleć. Zanik pamięci wprowadzał ją w jeszcze większą grozę. Jedynymi pomocnymi zmysłami w tamtym momencie były słuch i dotyk, reszta ją zwodziła. Widziała rzeczy i czuła zapachy, których nie ma. Oczyma wyobraźni spostrzegła wygłodniałe wilki z okrwawionymi pyskami i czerwonymi oczami ukrywające się za zaroślami; przebiegające tuż obok, prawie potrącające jej lewe ramię. Otaczały ją, zbiegały się w kręgu, którego centrum była nastolatka. Na krótką chwilę zacichły wytwory jej wyobraźni. Dysząc ciężko ze strachu zachowała ostatnie resztki świadomości, by wymacać niezgrabnie podłoże w poszukiwaniu prowizorycznej broni. Udało jej się jedynie dobyć patyka, który co prawda nie jest straszydłem na potwory, ale dodawał jej nadziei i otuchy. Skuliła się dzierżąc swoją broń w obydwu dłoniach. Oczekując na powrót wilków energicznie obracała głowę co chwilę w inny to kierunek.
Słońce zaczęło wschodzić, a dziewczyna uspokajała swój oddech na widok coraz to jaśniejszego nieba. Długo jednakże nie cieszyła się spokojem. Wysłuchiwała teraz przepychania się wśród roślin, silnych kroków, głośnych wdechów i wydechów. Skierowała wzrok na wprost. Wtem olbrzymi niedźwiedź zaczął wychodzić ociężałym krokiem z zarośli. Po czasie, gdy w końcu udało mu się uwolnić całą swoją posturę od ciemności lasu, - tak, by uchwyciły go ludzkie oczy - stanął na swych tylnych łapach z obiema przednimi zwisającymi swobodnie. Po 2 sekundach pokazu opuścił swoje ogromne cielsko i stanął spowrotem na czterech łapach. Zaczął powoli podążać w kierunku 149 centymetrowej dziewczynki; następnie szarżować. W połowie drogi wbiegł w resztki tysiącletniego drzewa - w którym niefortunnie zauroczył się jeden z przelatujących wczoraj nad puszczą piorunów. Gałąź, która już przedtem ostatkami sił trzymała się pnia, z łatwością głęboko przebiła oko masywnego grizzly tuż po ich wspólnym zderzeniu. Zarzucił swoją potężną głową w bok na znak jakiejkolwiek reakcji na uszkodzenie. Spowolnił lekko krok, by zaraz ruszyć jeszcze szybciej niż przed stłuczką. Dziewczynka wstała upuszczając jednocześnie swoje uzbrojenie (w formie wcześniej wspomnianego patyka) i patrzyła napastnikowi prosto w oczy, a właściwie jedno. Jego budowa, zaciekłość i brak rezygnacji pomimo ogromnego bólu, który nieprzyjacielsko wyrządził mu patyk - to wszystko zaćmiło jej poczucie strachu, przerażenia. Czuła jedynie podziw względem przyszłego zabójcy. Zaczęła słyszeć jego ciężki głos i miażdżone pod ciężarem łap gałęzie. Słyszała jego myśli, jego rządzę krwi i pewność siebie - nie miała zamiaru się im sprzeciwiać. Była świadoma, że nie ma już drogi ucieczki z tej sytuacji. Próbowała znaleźć dobre strony w tych jakże pechowych okolicznościach, bo cóż innego jej teraz pozostało? Pomimo braku wspomnień poczuła gdzieś w głębi swojej podświadomości, że to był jej pierwszy raz, gdy zobaczyła niepluszowego misia. Fakt, iż pamięta chociaż odrobinę swojej przeszłości, przyniósł jej przygnębiony uśmiech na twarzy. Zwierzę w tym czasie zaczęło już wyhamowywać. Idealnie wymierzając odległość tak, by nie uszkodzić jedzenia przedwcześnie. Gdy jego przednie pazury styknęły się z jej palcami u stóp, wstał ponownie podchodząc dwa drobne kroki - zmuszając dziewczynkę do zrobiemia tego samego, tylko wstecz. Spojrzała w górę. Ślina ze zwisającego nad nią pyska spłynęła po jej zarumienionym policzku. Wraz z upadkiem kropli na trawę położył swoje łapy na ramionach dziecka i wbił je w ziemię z wielkim hukiem. Tak, jak, gdyby nie zauważywszy przeszkody, chciał wrócić do swojej czworonożnej postawy. Kręgosłup 12-latki uległ ciężarowi niemal natychmiast. Niedźwiedź jeszcze kilka razy napierał ogromnymi kończynami na małe, zniekształcone ciało zanim, zaczął brać ją na poważnie - kto nigdy nie bawił się obiadem?
Zaczęła się trząść. Obserwowała napastnika i wsłuchiwała się w jego odgłosy i oddech, który owiewał ją od pasa w górę. Nie czuła bólu, najpewniej przez skok adrenaliny. Grizzly skończył pastwiacką zabawę i zaczął wyżerać brzuch dziecka, rozszarpując go bez żadnych skrupułów. Drgawki ustały, patrzyła teraz na to co zwierze wydobywa z jej wnętrza, a właściwie próbowała spojrzeć, jednak jakaś siła położyła jej głowę z powrotem na ziemię, zemdlała.
BẠN ĐANG ĐỌC
Stokrotka
Viễn tưởngDziewczynka znajduje się w lesie, w samym środku nocy. Nie pamięta nic od aktualnej sekundy w tył. Nie zastanawia się, jednak nad tym z powodu braku wolnego czasu - zabranego przez śmierć. Świat ma dla niej inne, nowe wspomnienia. Pałęta się szczęśl...
