Skalpel, krew, cudza rozpacz. Moja codzienność. Pewnie spytacie : Jak to możiwe, że dwudziestoparoletnia Annabeth Morgan jesg psychiatrą i lekarzem. Jestem naprawdę zdolna, okej? Ogarnęłam dwa kierunki studiów jednocześnie przeskakując kilka lat. Moja historia jest prosta. W wieku piętnastu lat wszczepiłam sobie pod skórę baterie elektromagnetyczne zasilane ciepłem skóry. Pracuję od kilku lat w T.A.R.C.Z.Y. pomagając innym agentom psychicznie jak i fizycznie.
~
Na imię mi Rachel. Nie mam super mocy, ani kilkunastu doktoratów. Jestem całkiem zwyczajna. Tak jak moje życie, a nie stop. To jormalne nie jest. Gdy byłam na pierwszym roku studiów moja matka została zamordowana przez Hydrę. Nazistowski ruch. Do dzisiaj nie wiemy po co. Wracając; Miałam zostać lekarzem, ale zawaliłam, więc poszłam na chemię i BUM! Trafiam do laboratorium T.A.R.C.Z.Y. Jaki ten świat mały.
~
Mówcie mi Matt. Ta wiem, imię do kitu, ale trudno. Pewnie uznacie mnie za zdrajcę, ale wysłuchajcie mnie do końca. Jestem agentem Hydry. Wysoko ustawionym. Jednak należę również do tej samej organizacji co Ray i Annie. A w Hydrze jestem po to, aby je uchronić. Pracuję nad projektami typu; Zimowy Żołnierz i Maximoff. Prosty trik, a jednak skuteczny.
~
Siemka, jestem Elisabeth najmłodsza z czwórki rodzeństwa. Nie należę do T.A.R.C.Z.Y. Narazie studiuję. Jednym z największych błędów moim w życiu jest to że podpisałam pakt z diabłem, przez co jestem tak zwanym mrocznym jeźdźcem. Podpisałam go gdy zmarła moja matka, chciałam by chronił mojego tatę, ale coś mu niezbyt pykło. Dzień później znaleźliśmy jego martwe, zimne ciało pełne nacięć w miejscach kluczowych tętnic. Obok walały się pudełka po lekach. Przykre, ale dzięki temu jesteśmy tu gdzie jesteśmy. I w sumie? Niczego z rodzństwem nie żałujemy.
################################
Piękny i wspaniały dzień. Ptaszki śpiewają, słonko świeci, a małe dzieci bawią się w ogródkach. Annabeth właśnie wracała z pracy. Dłonie miała zaciśniete na kierownicy, a jej stalowy wzrok mierzył ulicę czujnym spojrzeniem. Brązowe pasma włosów delikatnie wysuwały się z koka kobiety. Dzisiaj udało jej się wcześniej wyrwać, była z tego bardzo zadowolona. W końcu ona i siostry spotkają Matta. Jako agent mógł przebywać w rodzinnym domu raz na kwartał. I dzisiaj wypadał ten dziś. Z jednej strony Annabeth była padnięta i marzyła jedynie o rzuceniu się w objęcia pierzeny, ale z drugiej, to był jej jedyny brat. Gdy skręcała w swoją dzielnicę zadzwonił jej telefon. Delikatnie sfrutrowana odebrała go.
-Słucham?
-Annabeth? Słuchaj mam sprawę.-z słuchawki wydobył się dobrze znany kobiecie głos.
-Co się stało Clint?
-Lis ma jakieś plany na weekend?
-Nie wiem... Chyba ma randkę, albo wykład. Nie jestem pewna, a co?
-Potrzebuję kogoś kto przygarnie Lilę i Cooperana te dwa dni. Chcę zabrać Laurę w specjalne miejsce.-objaśnił.
-Hm... Dobra, upewnię się i ci napiszę. Spadam Clint.-orzekła rozłączając się. Zaparkowała przed jasnym domem. Nie widziała nigdzie motocyklu Matta, ani tego przebrzydłego stwora Elisabeth. Może i lepiej. Niech spłonie w piekle tam gdzie jego miejsce. Wycieńczona wyszła z samochodu i wspięła się po schodkach na werandę. Gdy na niej stanęła zadzwoniła pod numer brata.
-Annie!? Co jest!?-usłyszała wrzask brata.
-Nic, poprostu chciałam się dowiedzieć gdzie jesteś.-mruknęła.
YOU ARE READING
//Cztery strony~Rodzeństwo Morgan//
FanfictionHistoria czwórki rodzeństwa. Część ma moce, a druga nie. Żyją razem od śmierci rodziców. Poza więzami krwi łączy ich jedno. Pracują ( albo będą pracować ) dla T.A.R.C.Z.Y. Każde z nich ma swoją własną, wspaniałą historię, którą mam nadzieje, zechcec...
