Rozdział pierwszy

451 17 0
                                        

Szłam korytarzem pełnym ludzi. Miałam słuchawki w uszach i słuchałam mojej ulubionej piosenki. Cicho nuciłam rytm refrenu i poprawiałam duże, przeciwsłoneczne okulary.
Grupy znajomych stały co 2 metry podpierając niebieskie szafki. Każda coś krzyczała, śmiała się i zawzięcie dyskutowała. Grupa cheeliderek przebiega przez korytarz dopingując szkolną drużynę, która dzisiejszego wieczoru miała reprezentować nas na zawodach. Powinnam przyjść i obejrzeć mecz, tak jak wszyscy uczniowie, ale miałam już plany. Uśmiechając się wyszłam z zatłoczonej i śmierdzącej potem szkoły.

Właśnie zrozumiałam po co mi te okulary. Gdybym zostawiła je w domu to w tym momencie oślepiłoby mnie słońce. Schodzę po schodach omijając siedzących na nich uczniów i idę na parking. Ciepły wiatr powiewa moimi włosami, wrzucając mi je na twarz. Szybkim ruchem zgarniam je i wciskam za ucho.

Kiedy dochodzę na parking rozglądam się po samochodach. Szybko zauważam czarnego jeep'a mojego starszego brata i podbiegam do niego. Zanim otworzyłam drzwi stukam w okno zwracając przy tym uwagę Alec'a. Chłopak szczerzy swoje idealne zęby. Otwieram drzwi i siadam obok niego.
- Hejka- mówi Alec i przekręca kluczyki włączając starego jeep'a.
- Hejka- odpowiadam mu i wyjmuję słuchawki z uszu. Alec rusza i zaczyna uderzać palcami w kierownicę w rytm piosenki, którą puszczał z telefonu. Nie należała do moich ulubionych, ale nie każdy musi słuchać tego samego.
- Idziesz na mecz?- pyta zaciekawiony i zerka na mnie. Ciagle na jego twarzy jest wielki uśmiech. Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że jest podekscytowany. Miał dzisiaj grać.
- Chyba nie- odpowiadam dość cicho, aby go nie zdenerwować. Wiedziałam jakie to dla niego ważne, ale dzisiejszy wieczór chciałam spędzić z koleżanką, której nie widziałam od lat. Kiedy spojrzałam na chłopaka zobaczyłam jak jego uśmiech znika z twarzy.
- Jak zwykle- zaczyna ostrym głosem- nigdy nie możesz przyjść! Zawsze masz wymówki! Nigdy nie było cię na moim meczu!- zaczął prawie krzyczeć. Pomimo tego, że miał okulary widziałam jego gniewne i równocześnie zawiedzione spojrzenie.
- Przepraszam cię- zaczęłam spokojnie- na następny mecz przyjdę- mówię z niepewnością w głosie. Zawsze tak mówię i nigdy tego nie robię. Ma rację nigdy nie przyszłam na jego mecz. Alec jękną z niezadowolenia i zerkną na mnie. Na co ja odpisałam pas i pocałowałam go w policzek. Zawsze to na niego działa.  Brunet w odpowiedzi lekko zaczerwienił się i jego uśmiech wrócił.
- Dobrze siostrzyczko- powiedział kiedy podjechaliśmy pod dom. Zatrzymał się na podjeździe i wyłączył jeep'a. Otworzyłam drzwi i wyszłam z pojazdu. Poprawiłam skórzaną kurtkę i podeszłam pod drzwi. Chwyciłam za klamkę i weszłam do środka.

***

Włączyłam telefon i spojrzałam na godzinę. Była 18:40. Siedziałam na ławce przed kinem i rozglądałam się po chodniku w poszukiwaniu wysokiej blondynki z wielkimi szarymi oczami. Spóźniała się już 20 minut. Napisałam już do niej z milion wiadomości, ale na żadną nie odpowiedziała. Zniecierpliwiona stukałam palcami w tył telefonu. Po 10 minutach nadal nic. W końcu postanowiłam zadzwonić. Wybrałam szybko numer i przyłorzyłam duży telefon do ucha. Słychać tylko kurtki dźwięk łączenia. Kiedy nagle ma włączyć się poczta głosowa, dziewczyna odbiera.
- Halo?- mówi swoim słodkim głosem. Miałam teraz ochotę ją rozszarpać za takie spóźnienie.
- Teresa! Gdzie ty do cholery jesteś?!- krzyczę w słuchawkę. Gwałtownie wstałam z ławki i włożyłam wolną rękę do czarnej skórzanej kurtki.
- Wybacz kochana, ale właśnie jadę na lotnisko, ponieważ przełożyli mi lot- mówi swoim niewinnym głosem, który w tym momencie doprowadzał mnie do szału.
- Czemu mi nic nie powiedziałaś!?- powiedziałam nieprzyjemnym tonem.
- Myślałam, że ci powiedziałam- zaczęła Teresa- jak nie to wybacz, że sprawiłam ci kłopot- powiedziała bez żadnego żalu lub smutku w głosie. Tego za dużo, ja nie lubię być tak traktowana.
- Dobra to pa!- powiedziałam pod wpływem emocji i rozliczyłam się. Jęknęłam z niezadowolenia i spojrzałam w telefon. Była już prawie 19:00. Wyłączyłam wyświetlacz i wsadziłam telefon do tylnej kieszeni czarnych dżinsów. Zaczęłam iść w stronę domu, kiedy nagle coś mi się przypomniało. Mecz! Mogę iść na mecz Alec'a! Szybko odwróciłam się i rozejrzałam po jezdni. Przed kinem stała żółta taksówka. Szybko podbiegłam do niej i wsiadłam za kierowcę.
- Do Travers High School na Travers Street!- powiedziałam półkrzykiem i zapiekam pas- tylko szybko bo muszę zdążyć na mecz- dodałam i spojrzałam w okno. Podróż trwała 10 minut. Kierowca naprawdę szybko tu dojechał. Wyjęłam z torebki 10 dolarów i podałam kierowcy. Później wyszłam z taksówki i pobiegłam w stronę boiska. Słyszałam okrzyki uczniów i melodię graną przez naszą orkiestrę.

Zbiegłam szybko po schodach i wbiegłam w tunel. Czułam już lekką zadyszkę, ale nie obchodziło mnie to. W pośpiechu wyjęłam telefon i spojrzałam w wyświetlacz. Była już 19:13 czyli wydarzenie trwa od prawie 20 minut. Kiedy chcę podnieść wzrok wpadam na kogoś i upadłam na ziemię.
- Kur...- powstrzymuję się od przekleństwa i podnoszę wzrok. Stoi przed mną ubrany w strój drużyny chłopak. Nie widzę wyraźnie jego twarzy, ale mogę stwierdzić, że ma ciemne roztrzepane włosy.
- Przepraszam- mówi lekko ochrypłym głosem i kuca przed mną. Teraz widzę jego twarz i znam ją skądś. Ma ciemne oczy i dołeczek w prawym policzku.
- Nic nie szkodzi- odpowiadam poprawiając krótkie włosy. Chłopak podaje mi dłoń, którą chwytam. Pomaga mi wstać. Jest od mnie wyższy o głowę. Podnoszę lekko wzrok i uśmiecham się.
- Muszę iść! Zaraz zaczynamy grać- mówi brunet i zaczyna biec w stronę boiska. Przewracam oczami i idę za nieznajomym. Kiedy stoję już obok boiska wchodzę po schodkach, aby zająć jakieś wolne miejsce na trybunach.
Rozglądam się po ławkach i kiedy znajduję jedyne wolne miejsce w piątym rzędzie szybko idę, aby nikt mnie nie podsiadł. 

- Alec!- krzyczę zajmując miejsce. Brunet odwraca się i rozgląda po publiczności, ale nie może mnie dostrzec. Wstaję więc i mu macham. Chłopak uśmiecha się i łapie z radości za głowę. Wysyłam mu buziaka, a on na to skacze ze szczęścia. Ah ten głuptas. Zajmuje miejsce gdy rozpoczyna się mecz.

EYES || Mroczne Umysły Stories to obsess over. Discover now