Zemsta (rozdział 1)

143 10 9
                                        

Luty roku 1942 był wyjątkowo mroźny.W drewnianym kościele było zaledwie kilka stopni powyżej zera, a zgromadzeni tam ludzie trzęśli się, choć ubrani byli w ciepłe i grube futra. Tego dnia po wcześniejszych dwóch zapowiedziach na ślubnym kobiercu stanął majętny gospodarz Józef Rosanowski. Jego wybranką była młodziutka i posażna panna, Franciszka. Małżeństwo to zostało zaaranżowane przez rodziców dziewczyny. Miała ona poślubić męża swojej tragicznie zmarłej starszej siostry, gdyż ten już nie mógł utrzymać w ryzach trójki dzieci.Poza tym w gospodarstwie zawsze przydadzą się dwie dodatkowe ręce do pracy. Różnica wieku młodych była naprawdę duża. Najstarsza jego córka była 10 lat młodsza od swojej nowej macochy.

Po obrzędach w kościele para została przewieziona wozem na miejsce wesela, a zarazem do nowego domu panny młodej. Nie dało się nie zauważyć, że Franka co chwilę spoglądała na trzymającego lejce parobka. Miał on jako forma posagu zamieszkać i pomagać w codziennych obowiązkach u Rosanowskich. Jan, bo tak się nazywał, całe życie mieszkał z rodziną Franciszki, Dittmerami. Teraz miał zostawić starzejących się rodziców i towarzyszyć swojej Pani w nowym życiu. Mimo szramy na policzku, pozostałej po wrześniu 1939 roku nadal czarował młodzieńczą i niewinną urodą. Obserwator mógł zauważyć, że działała ona także na Panią Rosanowską. W stosunku do męża wydawała się natomiast oschła i nie odezwała się do niego podczas jazdy ani razu. Gdy dotarli do małej chałupki na samym krańcu wsi już czekała na nich tam ciepła strawa, która miała ich ogrzać i dać im siły na tańce do białego rana.

Po północy na stołach biesiadników zabrakło wódki, trudno dostępnej w tym czasie. Bliski przyjaciel pana młodego, polski, niezamożny gospodarz, Pan Wyszer pozwolił wybrnąć z tej sytuacji, oferując jeszcze kilka butelek schowanych w jego domu. Franciszka pod pretekstem tego, że musi się przewietrzyć i ochłonąć z emocji, wybrała się na spacer po cenne trunki na drugi koniec wsi. Wychodząc, w sieni dorwała Jana.

- Chodź - enigmatycznie powiedziała.

Znaleźli się teraz w małej izdebce pustego domostwa Wyszerów. Franciszka rozpłakała się.

- Franiu, nie rozpaczaj, co ci? - Jan objął ją i zapytał.

- Na co ja się dałam namówić, znaleźli mi takiego starego pryka, a teraz czekaj. Ino mi zemrze i zostawi z tymi dziateczkami - odparła uspokoiwszy się trochę.

Jan nie wiedział co powiedzieć. Faktycznie znalazła się w sytuacji, która nie była marzeniem żadnej młodej dziewczyny.

- Ty wiesz jak to teraz jest. Jest wojna - dodała.

Józef był Polakiem. Rok temu podpisał Volkslistę. Dzięki małżeństwu z Niemką został przypisany do grupy trzeciej*. Jednak przeżyta w dzieciństwie szkarlatyna pozostawiła trwały ślad na jego zdrowiu, czyniąc go osobą, która zostanie powołana do wojska dopiero w ostateczności. Tak im się wtedy przynajmniej wydawało.

- Nie będzie tak źle - powiedział Jan chociaż wiedział, że marne to pocieszenie.

Najwyraźniej jednak podziałało ono no Franciszkę, bo rzuciła się mu na szyję i oblała pocałunkami.

- Pomóż mi - powiedziała patrząc mu prosto w oczy.

Przez długi czas później chłopak zastanawiał się co dokładnie chciała mu przekazać tymi słowami.

*Kategoria III - tak zwani Volksdeutsche. Obywatelstwo niemieckie przysługiwało im na okres mniej więcej 10 lat. Ten okres czasu miał posłużyć do tego aby ponownie osoby te związały się z III Rzeszą. Naziści nazywali te osoby autochtonami, czyli osobami mieszkającymi od wieków na terenach przyłączonych do III Rzeszy. Ich jedyną wadą według władz nazistowskich była częściowa polonizacja. Do tej grupy zaliczono ponadto osoby które zawarły związki małżeńskie z Niemcami lub Niemkami.

Źródło: http://www.vaterland.pl/volkslista_przeklenstwo_dla_jednych_a_wybawienie_dla_drugich.html


ZemstaStories to obsess over. Discover now