Najsmutniejszy mężczyzna w LA

64 1 0
                                        

Nastawał właśnie wieczór kończący kolejny zwykły dzień dla nas wszystkich. Na niebie rozświetlały się złoto-blade gwiazdy a wśród nich królował księżyc w pełni swego srebrzystego blasku. Na ulicach Los Angeles życie wraz z nadejściem nocy nie ustawało w swoim szaleńczym rytmie jakby nie umiejąc zwolnić i przystanąć w biegu pędzącego życia.Mogłoby zatem wydawać się,że wszyscy ludzie albo zajęci pracą lub rozrywką nie będą potrafili przystanąć i porozmyślać co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze. Jednakże w tym szarym tłumie wyróżniała się pewna osoba,która była inna. Na swój sposób wyjątkowa.

W tym dniu chyba jako jedyna nie potrafiła ona dostrzec faktu,że pomimo tego,że smutne rzeczy zdarzają się ludziom to trzeba żyć dalej bez względu na wszystko.

W studiu nagraniowym przy fortepianie siedział mężczyzna i zasłaniając twarz w dłoniach szlochał a jego łzy skapywały na klawisze instrumentu wydając za każdym razem cichy dźwięk Gdybyście mogli go teraz zobaczyć.. A jednak był ktoś kto pomimo tego,że nie przebywał w studiu ciałem to swym duchem dokładnie przyglądał się całej obecnej sytuacji. Był to w końcu jego najleprzy przyjaciel rozumiejący jego ból i tęsknotę. W końcu chodziło tu o niego samego. W tym momencie Mike Shinoda, niezwykły człowiek,którego przed kilkoma miesiącami spotkała życiowa tragedia nawet nie podejrzewał,że teraz ktoś widzi jego łzy. Był teraz zbyt pochłonięty smutkiem by choćby przez moment pomyśleć,iż jego najlepszy przyjaciel choć już nie żyjący trwa przy nim w tej chwili obserwując go i jednocześnie ochraniając jego samego przed niebezpieczeństwami i głupimi pomysłami jakie mogły wpać do głowy zrozpaczonemu muzykowi.

Chester Bennington stał teraz tuż obok płaczącego mężczyzny wyciągając do niego swą niewidzialną dla niego dłoń. Chciał chociaż tak wesprzeć swego przyjaciela. Wiedział jednak,że nie może go dotknąć i ta myśl,która naszła go w tej oto chwili sama go zasmuciła. Chazz przyglądał się kapiącym łzom które w jakiś nienaturalny sposób wygrywały prostą melodię uderzając o klawisze. -Gdybym teraz mógł coś dla Ciebie zrobić Mike... rzekł do samego siebie.

Sam Mike czuł się fatalnie i nic nie mogło zmienić tego stanu poza...Muzyką. Ahh gdyby tylko mógł to sobie uświadomić. Obecność Chestera nie była odczuwalna przez muzyka a mimo to jego przyjaciel pozostawał przy nim blisko.Był dosłownie na wyciągnięcie ręki a jednocześnie fakt,że nic nie mógł nic uczynić sprawiał,że sam Chester poczuł się,źle. Jednakże chwile potem mężczyzna otarł łzy i zaczął głośno mówić coś do siebie -Muszę coś stworzyć bo oszaleję. Chester jeśli teraz mnie słyszysz DAJ mi jakiś znak a rzucę wszysto i zacznę grać! Ale tak naprawdę nie było to możliwe by Chester mógł zrobić cokolwiek więc nastała jedynie jeszcze większa cisza.

Mike będąc w jakimś silnym uniesieniu złapał za zeszyt z nutami i łapiąc za długopis zaczął coś w nim pisać. Sam Chester widząc to uśmiechnął się do siebie myśląc jedynie: Dobrze Mike zacznij coś tworzyć! Nie siedź bezczynnie choć zwykle o tej porze powienieneś spać.. Mijały minuty a potem godziny. Mike nie wiedząc kiedy usnął nad stosami zapisanych kartek. Chester widząc zmęczenie na twarzy swojego przyjaciela zrozumiał,że ta noc choć trudna była jednocześnie bardzo twórcza. Sam Mike nie świadomy jeszcze,że jego bazgroły to tak naprawdę jego najnowszy utwór,który za kilka miesięcy okaże się wspaniałym dziełem spał w najlepsze choć oparty o instrument który nie był wygodnym łóżkiem.

I gdy tak jego myśli były wolne od trosk zatopione we śnie jakaś nieznana siła sprawiła,że koło drugiej nad ranem Chester otrzymał pozwolenie by za pomocą nadarzonej dla niego okazji mógł przekazać coś swojemu najlepszemu kumplowi. Była to pewna sprawa o której Chester nie zdążył mu opowiedzieć...

Zagubione ŚwiatłoMga kuwentong kahuhumalingan mo. Tumuklas ngayon