Drrr...drrr
Abby obudził głośny budzik- po raz pierwszy od czasu rozpoczęcia wakacji. Pełna entuzjazmu dziewczyna otworzyła oczy i dosłownie zerwała z siebie kołdrę. - To będzie niesamowity rok- pomyślała. Z kuchni dobiegały już poranne przekomarzania rodziców. Abby pobiegła do łazienki, by się uczesać. Po drodze spotkała swojego młodszego brata, który jak zwykle się ociągał. Jeśli chodziło o poranne snucie się po mieszkaniu, to jej brat był absolutnym mistrzem. Mimowolnie spojrzała na zegar, dochodziło wpół do dziewiątej. Tata powinien był wyjechać z domu pięć minut temu. Abby przeczuwała kłopoty. Poszła do kuchni, skąd czuć było zapachy tostów i jajecznicy.
- Pospiesz się bo nie zdążysz odwieźć Maxa do szkoły. Nie może się spóźnić już pierwszego dnia!- ponaglała mama. Tak właściwie to nie zależało jej tak bardzo na reputacji syna, i tak spóźniał by się do szkoły przez większość kolejnych dni, lecz miała do załatwienia pewne sprawy z córką.
Abby zabrała się za śniadanie, patrząc z niepokojem na zegarek. Mama prasowała szkolne mundurki. W końcu tata zabrał zaspanego jeszcze syna i wyszli z domu.
- Pa. Powodzenia i pamiętaj Max: masz być grzeczny, żadnych wybryków!
- Dobrze mamo- odpowiedział syn, który nadal nie był do końca świadomy co się wokół niego dzieje.
Gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły mama wpadła do kuchni.
- Na litość boską! Abby, szybko, zakładaj mundurek, zaraz wyprasuję ci czarną szatę.
Dziewczyna przeżuwając tosta mocowała się z ubraniem. Wyglądało ono dość standardowo. Szara spódniczka, biała bluzka, czarny sweterek i podkolanówki również w odcieniach szarości. Całe zamieszanie spowodowane było przyjęciem Abby do Hogwartu- Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Ojciec Abby był mugolem i nie miał pojęcia, co się właściwie dzieje. Przekonanie go, że Abby powinna uczyć się w szkole z internatem zajęło cały miesiąc. Po namowach mamy i ciotki, która twierdziła że to jej dobrze zrobi, w końcu się zgodził. W ubiegłym tygodniu zrobiła z mamą potrzebne zakupy na ulicy Pokątnej.
- Abby rusz się. Spakuj potrzebne rzeczy do kufra. Mamy 15 minut!
Dziewczyna pobiegła i jednym ruchem nowej różdżki umieściła wszystko kufrze. Ciocia nauczyła ją tego zaklęcia, nie do końca jej ono wychodziło i musiała poprawiać wszystko ręcznie, ale zawsze było szybciej. Założyła szybko czarną szatę i pięć minut później była już przy drzwiach nie mogąc się doczekać. Wsiadły do samochodu i pojechały na dworzec kolejowy.
- Zabrałaś sweter, może ci być zimno. Pierwszoroczni zawsze płyną łódkami do zamku. To wspaniałe, ale bywa chłodno.
Abby była zdziwiona tym co usłyszała. Mama rzadko mówiła o Hogwarcie, możliwe że bała się, że ktoś ją usłyszy, albo że córka się wygada. Teraz chyba poczuła się pewniej.
- Tak zabrałam. A jak będę mogła się z Wami skontaktować?
- W zamku jest tak zwana sowiarnia, coś jak poczta tylko z sowami. Będę musiała uważać, żeby tata nic nie zauważył, więc na początku nie pisz za często. Dwa, trzy razy w tygodniu.
- Nie ma sprawy.
Nastała chwila milczenia, którą przerwało kolejne pytanie, a zanim kolejne i kolejne, aż w końcu dotarły na dworzec. Wysiadły z samochodu i zabrały bagaże.
- Szybko musisz sobie zająć dobre miejsce- uśmiechnęła się mama- i byłabym zapomniała, kieszonkowe, bo tam jest nieco inny system walutowy- powiedziała i wręczyła jej kilka galeonów- jak by ci zabrakło to po prostu pisz
- Mamo, ale co ja mam za to kupić, przecież mam książki, ubrania i pełne wyżywienie?
- Wkrótce zrozumiesz, a teraz chodź- ponaglała
Podeszły do ściany między peronem 9 i 10
- To co teraz powiem, może wydać ci się dziwne, ale sama zobaczysz. Na mój znak biegniemy prosto w tę ścianę. Wszystko jasne?
- Od kilku tygodni, nic mnie już nie dziwi- odparła ze spokojem córka
- Na mój znak. Raz...dwa...trzy!
Pobiegły i w sekundzie znalazły się na innym peronie, opisanym tabliczką 9 i 3/4. Na torach stał ogromny pociąg, na którym widniał napis "Hogwart Express". Tu ich drogi musiały się rozejść. Abby pełna entuzjazmu, cieszyła się pójścia do szkoły i nie zdawała sobie sprawy, jakie to będzie dal nich obu trudne. Dodatkowo musiały zachować wszystko w tajemnicy przed resztą rodziny. Dziewczyna wsiadła do pociągu razem zresztą dzieci i pomachała zapłakanej mamie przez okno. Jej życie właśnie zamieniało się w wspaniałą magiczną przygodę. Abby nie miała pojęcia jak bardzo to odmieni jej życie.
