Rozdział 1

8 0 0
                                        


Kastelia była pięknym, malowniczym miastem. Idealnie zadbane domki z pięknymi kwiatami. Fontany, ogrody, zabytki i wiele więcej. Byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że cały świat jest czarnobiały. Oprócz pewnej osoby.
Ariena miała błękitne oczy i różowe loczki. Ubrana była w śnieżnobiałą suknie. Wyglądała słotko i niewinie.
Siedziała w jednym z parków i gładziła jednorożca który leżał koło niej. Uśmiechnęła się delikatnie. Wszyscy przechodząc obok witali się z nią. Wszyscy ją znali i lubili. Jednorożec wstał i odszedł a Ariana udała się do najbardziej zadbanego domku.
Tam czekała na nią młodsza siostra. Wyglądała jak mały aniołek. Ariena podejrzewała, że jest błękitnooką blondynką.
Uściskała siostrę, wymieniły się kilkoma słowami i Ariena udała się do siebie. Pokój był urządzony słotko i przytulnie. Przebrała się w lekko różową sukieneczkę i zbiegła na dół.
Tam czekał na nią brat z siostrą i rodzicami.
Udali się na miasto. Poszli do wesołego miasteczka. Bawili się świetnie. Potem zjedli pyszny posiłek i udali się do kina. Do domu wrócili wieczorem. Kolacja już czekała. Zjedli pyszną kolacje i spędzili trochę czasu na miłej rozmowie. Pierwsza poszła spać mała Heli, za nią poszedł Spać Jeremi. W końcu i Ariena poszła spać.

Ariene obudziły krzyki. Zerwała się z łóżka. Była w słodkiej piżamce. Szybko się ubrała w swoją białą sukienkę.
Wyjrzała przez okno. W jednej chwili połowę miasta zniszczyła czarna niszczycielska moc przypominająca smołę a w drugiej połowie wybuchł pożar. Otworzyła okno i dotarły do niej trudne do opisania krzyki.
Zbiegła na dół. Po chwili za nią zbiegła Heli.
-Boje się!- zawołała swoim dziecięcym głosikiem.
-Nie bój się, ocalę cię- odparła Ariena i przyciągnęła siostrzyczkę do siebie.
Ledwie to powiedziała coś się zmieniło. Na ziemi pojawiła się czarna substancja, z której ktoś się wyłonił.
Był wysoki i chudy. Jak anorektyk. Skórę miał białą jak marmur. Czarno-czerwone krótkie włosy. Oczy miał czarne oprócz źrenic. Lewa źrenica była niebieska a prawa zielona. Uśmiechał się ale oczy nie wyrażały żadnych emocji. Roztaczał wokół siebie mroczną aurę.
Ubrany był cały na czarno. Było kilka odcieni czerni. Spodnie, prosty sweter bez ozdób i długi płacz aktualnie rozpięty. Rękawy były tak długie, że nie widać było dłoni i w dodatku były rozszerzonena końcu. Ręce trzymał za plecami. Przykrzywił głowę i przyjrzał im się.

GranicaWhere stories live. Discover now