Gabriel Angelin stał na niewielkim balkonie swojego mieszkania na poddaszu. Z papierosem w dłoni, przyglądał się zalanej przez deszcz, wąskiej uliczce. Zastanawiał się nad swoją rozmową o pracę. W końcu postanowił ruszyć swoje życie w nowym kierunku, odciąć się od przeszłości i podążyć za swoją pasją. Z wykształcenia lekarz medycyny, z zamiłowania literaturoznawca i pasjonat poezji. Jednak czy samo zainteresowanie mogło wynagrodzić brak wykształcenia w danej dziedzinie?
Podniósł rękę do ust i zaciągnął się głęboko papierosem. Musiał przynajmniej spróbować. Za dużo życia już zmarnował siedząc na dupie i nic nie robiąc. A teraz, kiedy już podjął jakąkolwiek inicjatywę, żeby wziąć się w garść, stresował się jak nigdy. Nie mógł już dłużej siedzieć w domu. Musiał wyjść się przejść. Rzucił niezgaszonego peta przez barierkę i wszedł z powrotem do środka.
W salonie panował półmrok. Nie był jakoś specjalnie wyposażony. Dwa fotele, stół, pianino i piec w kącie. Naprzeciw wyjścia na balkon znajdował się niewielki przedsionek, w którym stał wieszak na odzież wierzchnią.
Gabriel skierował swoje kroki właśnie ku owemu wieszakowi, z którego poczęstował się czarnym płaszczem. Założył go na siebie już wychodząc z mieszkania.
Szedł wąską, brukowaną uliczką, właściwie nie mając żadnego celu. Często próbował tak robić, ale było to dla niego problematyczne. Kiedyś, kiedy jeszcze wiedział dokąd chce zmierzać w życiu, miał solidną posadę i zawsze było, co do garnka włożyć, nie stanowiło to dla niego żadnego problemu. Błąkanie się bez celu. Zupełnie, jakby miało odzwierciedlać jego stan ducha – kiedy wiedział, czego chciał i do tego dążył, sprawiało mu przyjemność. Z kolei kiedy nie widzi celu swojego własnego życia, usilnie szuka jakichś niewielkich celów, które mógłby zrealizować lub do których mógłby dotrzeć nawet takim krótkim spacerem. Wtedy jeszcze zupełnie się nie spodziewał, że jego decyzja faktycznie dokądś go doprowadzi i nawet nada konkretny kierunek jego działaniom.
W pewnym momencie zobaczył niewielkie zbiorowisko ludzi, skupione wokół czegoś. Postanowił to zbadać. Podszedł bliżej i w końcu udało mu się zauważyć co wywołało takie zamieszanie. Uniósł lekko brwi. Biorąc pod uwagę jak wyglądały dzisiejsze czasy nie potrafił zrozumieć, czemu aż tyle osób zbiegło się na widok zwłok. Przepchnął się nieco bliżej i zmrużył oczy.
Och, a więc to nie tylko martwa kobieta, ale martwa kobieta z wyciętymi organami. A przynajmniej na to wyglądało, sądząc po stanie jej brzucha. To już było nieco ciekawsze. Podniósł wzrok i zamarł. Jego potencjalny pracodawca, Lebero Mementeri stał po drugiej stronie, opierając się o swój kostur i spoglądając na ciało. Był specyficzny. Wychudzony, z długimi włosami i w sutannie wyglądał jakby dosyć porządnie minął się ze swoim przeznaczeniem. Od początku wydawał się dziwny, a z maniery mówienia i gestykulacji przypominał wampira. Wybierając się na tę rozmowę o pracę, Gabriel nie spodziewał się, że trafi na kogoś tak ekscentrycznego. Dlatego teraz nawet nie miałby za złe, gdyby jego aplikacja została odrzucona.
Ściągnął brwi i zaczął wycofywać się z tłumu. Nie miał zamiaru teraz z nim rozmawiać, bo jak niezręczna może być rozmowa dwie godziny po rozmowie o pracę? Z resztą, białowłosy nie powinien mieć żadnego interesu w rozmowie z kimś, kto raczej nie zachwycił go swoim wykształceniem w zakresie, z którego miał wykładać. Szybkim krokiem i z opuszczoną głową próbował przemknąć obok zbiorowiska.
- Och, my się chyba znamy?
Zatrzymał się. Odwrócił się bardzo powoli, żeby ujrzeć księdza stojącego zdecydowanie zbyt blisko niego. Przełknął ślinę i odsunął się od niego na odległość kroku.
- A... Tak, dobry wieczór, panie Mementeri – odezwał się zrezygnowany Angelin i zacisnął usta.
- Widzę, że pan też jest zainteresowany sytuacją? - spytał białowłosy, zerkając w stronę zwłok, które wciąż leżały na środku uliczki.
- Muszę przyznać, że od jakiegoś czasu intrygują mnie morderstwa w Londynie.
- Doprawdy? To bardzo ciekawie się składa... - Lebero zastukał palcami o czaszkę, która zdobiła jego czarny kostur. - Może zechciałby pan udać się ze mną do szkoły? Możemy omówić tę sprawę i od razu powiedziałbym panu, jakie wrażenie pan wywarł podczas rozmowy, hm? - Uniósł jedną brew.
Gabriel westchnął, rozpatrując propozycję. Z jednej strony, raczej nie byłby zapraszany, gdyby miał mu coś złego do powiedzenia, prawda? Z drugiej strony, mimo wszystko fatygować się tylko dla odmowy... Zerknął na swojego rozmówcę, który wciąż wpatrywał się w niego wyczekująco. Finalnie machnął ręką w stronę ulicy.
- Proszę prowadzić.
Mementeri uśmiechnął się i skinął głową. I ruszyli. Większość drogi przeszli w milczeniu, a jedynym towarzyszącym im dźwiękiem był głośny stukot deszczu.
- No, już za rogiem – odezwał się w końcu białowłosy i faktycznie, kiedy skręcili w kolejną uliczkę ich oczom ukazał się budynek, a właściwie budynki należące do Lebera. Sama szkoła była ogromną budowlą, w której oprócz sal i laboratoriów mieściła się także część mieszkalna dyrektora. Obok stała kaplica, w której odbywały się coniedzielne msze i wszystkie nabożeństwa, mające miejsce przed zajęciami. Oprócz tego, szkoła dysponowała ogromnym ogrodem.
Chociaż Gabriel widział to miejsce na oczy już po raz drugi, wciąż nie mógł wyjść ze zdziwienia. Wziął głębszy wdech, widząc tereny należące do jego towarzysza. Nie umknęło to uwadze dyrektorowi, który uśmiechnął się pod nosem, dalej prowadząc go już przez teren szkoły. Angelin nieustannie się rozglądał, niemalże nie skupiając się na samej drodze, tylko na obfitości terenu, który go otaczał. Aż do momentu, kiedy dotarli do drzwi, wtedy bowiem zorientował się, że nie było to to samo wejście, którym wchodził do środka wcześniej. Uniósł zaskoczony brwi i spojrzał pytająco na Lebera.
Ten jednakże jedynie otworzył jedno skrzydło i skinął głową.
- Zapraszam.
______
Achhh, miało pojawić się na Halloween, ale cóż!!
Jest teraz. Póki co wszystko oprócz treści jest robocze, bo nie mam siły na bawienie się w okładki XD
Mam nadzieję, że się spodoba, a teraz lecę ogarniać milion rzeczy, które mam do zrobienia i pisać Był taki dzień w 2076, cya~
YOU ARE READING
Per Aspera Ad Inferi
ParanormalWiktoriański Londyn, gwałty, morderstwa, polowania na czarownice. Wrzućmy do tego młodego mężczyznę. Z zawodu lekarz, z doświadczenia egzorcysta i z zamiłowania literaturoznawca. Połączmy go z ekscentrycznym dyrektorem szkoły chrześcijańskiej o pode...
