-Scott! Wstawaj! Już 6:30!
Scott Astra otworzył powoli oczy i leniwie podniósł głowę z poduszki.
Przetarł zaspane ślepia i wstał z łóżka udając się do łazienki z nadzieją, że prysznic troche go obudzi. Umył szybko swoje szczupłe ciało i jasne, kręcone włosy. Wyszedł z kabiny, sięgnął po ręcznik po czym wytarł się dokładnie od góry do dołu, włosy zawinął w suchy ręcznik, ubrał czyste spodenki i dokładnie umył zęby. Założył soczewki kontaktowe i wrócił do pokoju mając na celu ubranie się. Przemknął przez korytarz i zatrzaskując za sobą drzwi zaczął wybierać ubrania. Zdecydował się na szarą koszulkę z logo Dio , zwykłe, przetarte jeansy, zniszczoną kamizelkę z naszywkami i czerwone trampki. Dzień zapowiadał się taki jak zwykle.
Gdy już stwierdził, że jest gotowy do wyjścia, wziął plecak po czym sprawdził godzine, była równo 7:20 co oznaczało tyle, że jeśli nie wyjdzie w tej chwili, spóźni się na jedyny autobus do szkoły. Szybko zbiegł po schodach, krzyknął na odchodne "Pa!" i szybkim krokiem udał się w stronę przystanku. Gdy był prawie na miejscu zobaczył stojący autobus. Z myślą, że nie uda mu się dobiec na czas, przyśpieszył by znaleźć się jak najszybciej w środku transportu. Wsiadł do owego, założył słuchawki i zaczał nucić w rytm Black Sabbath "N.I.B" i bujania autobusu. W tym czasie, w domu pewnego aroganckiego osobnika działo się dość podobnie.
-Williamie Queen, jeśli natychmiast nie wstaniesz, nie zdążysz na pierwszą lekcję!
Wyżej wspominany niechętnie wyczołgał się z łóżka i ruszył w stronę łazienki by przygotować się na, jak on to nazywał "Kolejny obrót karuzeli spierdolenia". Gdy odbył poranną rutynę i uporał się z założeniem kolczyka w brodzie, doznał szoku, kiedy zobaczył, że ostatni autobus zaraz będzie na przystanku. Ubrał na szybko koszulkę Powerwolf'a, szare jeansy i glany 15. Szybko przeczesał swoje fioletowe, sięgające do pasa włosy i wybiegł z domu szybko się żegnając z rodzicami. Najprędzej jak mógł biegł by zdążyć i udało mu się to. Gdy znalazł się w pojeździe zauważył, że nie ma żadnych miejsc siedzących. Wyszeptał tylko "jak zwykle" i oparł się o poręcz ogarniając każdego wzrokiem. Gdy tak "oglądał" ludzi zauważył pewnego blondyna, był to nie kto inny jak Scott. William przyglądał się mu uważnie, aż do momentu w którym Scott spojrzał na niego. Blondyn uśmiechnął się lekko w stronę drugiego chłopaka na co ten lekko się skrzywił, niby w uśmiechu, niby w pogardzie. Jechali w milczeniu a gdy byli na miejscu William jakby od niechcenia poczłapał w stronę szkolnego budynku. Gdy dotarł na miejsce udał się do swojej szafki, otworzył ją i umieścił tam plecak po czym wyciągnął z niego książkę i zeszyt do angielskiego. Jako, że nie był zbyt lubiany i nie miał z kim spędzać przerw, poszedł pod salę językową. Gdy już się tam znalazł usiadł na ławce koło drzwi, założył słuchawki i puścił losowy utwór z listy. Padło na Slash - "Anastasia". William zamknął na chwilę swoje zielone oczy i uciekł do świata fantazji. Wyobrażał sobie, że jest muzykiem, przed nim stoją tysiące osób, które są tam tylko dla niego a on tam dla nich. Jednak z transu wyrwało go szturchnięcie w ramię. Chłopak zdenerwował się i ze wściekłym spojrzeniem odwrócił głowę w bok by zbesztać osobę, która przerwała jego piękne myśli. Ujrzał niejakiego Eltona. Bezmózgiego kapitana szkolnej drużyny Baseball'owej. William uniósł do góry jedną brew zaciekawiony czego jaskiniowiec chciał. Zaraz po tym sportowiec się odezwał
-Wyglądasz pedalsko w tych włosach.
Jego ton był lekceważący i wyraźnie Elton szukał tylko zaczepki. William przez chwile studiował wyglad troglodyty. Klasyczne, kark szerszy niż głowa, prawie łysy, bez dwuch zębów z przodu. Twarz długowłosego przybrała litościwy wyraz. Lekki, skrzywiony uśmiech oraz sciągnięte brwi dawały iście wymowny przekaz by Elton przestał się do niego przyczepiać. Baseballista zirytował się
-Nie słyszysz kurwa jak do Ciebie mówi cioto?!
William w końcu nie wytrzymał i stwierdził, że zagłebi się w wymianę zdań.
-Nie drzyj się proszę. Nikt w szkole nie interesuje się tym co się dzieje w twoim malutkim móżdżku. Naprawdę. Poza tym jeśli jeszcze raz mnie wyzwiesz to złamię ci rękę.
Lico Eltona przybrało triumfujący wyraz, jednak odpowiedź Williama uciszyła barbarzyńce. Zielonooki wstał z zamiarem odejścia lecz dzwonek na lekcje mu to skutecznie uniemożliwił. Chłopak zacisnął pięści i wycedził przez zęby proste "Ja pierdole"
YOU ARE READING
Comets n Pancakes
RandomOpowieść o przyjaciołach z zamiłowaniem do muzyki i głupich decyzji.
