Prélude

863 57 8
                                        

Wysoka dziewczyna odczuwała stres przed tym wieczorem. Po słowach przełożonego, który kazał jej zachować maksimum profesjonalizmu, jej żołądek zawiązał się w supeł, a gęsta krew zdawała się wolniej płynąć w żyłach. Nie sądziła, że wampiry mogą tak bardzo się obawiać czegokolwiek. Od paru lat żyła pełnią możliwości, nie frasując się prawie niczym. Teraz jednak gdy stała przed potężnymi, bogato zdobionymi drzwiami do sali obrad chciała uciec stąd jak najdalej. Wiedziała, że za nimi są same osobistości, dla których jej najmniejsze potknięcie mogłoby być ubliżające. Srebrna taca w jej dłoniach wydawała się cięższa niż mogłaby być, a ciemny płyn w kieliszkach drgał w rytm drżeń ciała wampirzycy.

– Uspokój się, Evo. Robiłaś to setki razy.– Poczuła na ramieniu uspokajający dotyk dłoni innej kelnerki.

–  Jeśli coś spieprzę albo nie daj Boże obleję kogoś winem i oni mnie nie zabiją, zrobi to szef.– Wyszeptała słabym głosem brunetka.

– Przesadzasz. Roznoszenie kieliszków to żadne wyzwanie, oddychaj spokojnie i przestań wariować. Dwie minuty minęły, wchodzimy.

Blondynka kiwnęła głową do strażnika stojącego obok nich przy drzwiach, by ten otworzył przed nimi ciężkie wrota. Eva westchnęła, po czym wraz z koleżanką weszły do pomieszczenia trzymając na dłoniach tace.

W sali panował półmrok i chłód. Nie była pewna, czy to z powodu pogody na zewnątrz, czy zimno biło od nastrojów mężczyzn tu zebranych. Nie mogła się powstrzymać od dokładnego przyjrzenia się każdemu z nich. Robiła to dyskretnie, podchodząc do każdego z tacą i winem.

Wszyscy stali. Nie było stołu ani żadnych krzeseł, co sugerowało, że spotkanie nie potrwa zbyt długo.

Siląc się na wyprostowaną postawę i pewny krok podeszła do pierwszego z mężczyzn. Sięgnął on po kieliszek i skinął jej lekko w podziękowaniu. Stał z dłońmi w kieszeniach, jego wyraz twarzy sugerował znudzenie. Był wysoki, jak większość wampirów, a jasne włosy miał zaczesane do tyłu z toną lakieru. Z wiedzy, którą zaczerpnęła parę godzin wcześniej o osobach, które będzie obsługiwać, wiedziała, że blondyn ten jest najprawdopodobniej kanclerzem z Londynu.

Przeszła dalej, proponując wino wampirowi stojącemu dwa metry obok. Opierał się on o ścianę i wyglądał na starszego od reszty. Był też najwyższy z osób zebranych w sali. Spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem. Mięśnie twarzy miał napięte, przez co wyglądał surowo i poważnie. Dostrzegła bladą bliznę po lewej stronie jego twarzy zaczynającą się przy nosie i kończącą wraz z górną wargą.  Wziął od niej kieliszek bez zawahania, choć skrzywił się nieznacznie biorąc szkło do ręki. Opróżnił go w dwóch łykach, odstawił na tacę i sięgnął po kolejny. Eva nieco zaskoczona spuściła wzrok, zdając sobie sprawę, że patrzenie im w oczy nie było rozsądne. Ten również kiwnął jej na znak, że może odejść.

To zdecydowanie musiał być Christopher de Sauvage.

Następnie przeszła do mężczyzny stojącego na środku pomieszczenia. Rozpoznała go od razu, Zachary Kostin. Przełknęła gulę rosnącą jej w gardle i nie mogąc się powstrzymać spojrzała na jego twarz. Wyglądał wcale nie lepiej niż parę tygodni temu, gdy widziała go w telewizji. Oblicze miał podobnie napięte, co poprzedni wampir, lecz jego spojrzenie wyrażało niesamowitą bezdenność i żal.  Omiótł ją zamglonym wzrokiem i pokręcił głową odmawiając wina.

Wampirzyca minęła go ze spuszczoną głową i rozejrzała się po sali. Pozostałych trzech gości obsłużyła Elen, więc razem skierowały się do wyjścia. Gdy jednak miały opuścić pomieszczenie pełne testosteronu i napięcia, powstrzymał je głos.

FaimCerita yang bikin terobses. Temukan sekarang