Prolog

1K 40 11
                                        


Nic dwa razy się nie zdarza.

- A więc nie wie pani zupełnie nic? - zapytała raz jeszcze kobieta o surowym wyrazie twarzy. Była dość wysoką szatynką, jednak włosy nie były widoczne spod tiary, jaką zwykła nosić na głowie. Hermiona Granger głośno westchnęła. Nie pierwszy raz kobieta ją o to pytała i nie pierwszy raz w tym celu pojawiła się w domu swojej byłej uczennicy.

- Zupełnie nic, profesor McGonagall. Harry zniknął bez udzielenia jakichkolwiek informacji mnie czy Ronowi... - tutaj młoda dziewczyna zawiesiła głos. Wiedziała, że zraniła mocno uczucia tego ostatniego, jednak teraz nawet nie chciała sobie tym zaprzątać umysłu. Zbyt ciężki temat. Uśmiechnęła się blado w stronę nauczycielki, a ta deportowała się z hukiem. Hermiona wywróciła oczami.

I nie zdarzy.

Minęło parę miesięcy. Jedyną atrakcją wśród szarej codzienności Granger były wizyty McGonagall, które ostatnio stawały się coraz rzadsze. Nie należała do grona osób, które siedzą bezczynnie, gdy ktoś wykonuje całą pracę za nich. Jednak teraz nie miała innego wyboru.

- Aaaaaaaa!!!! - krzyknęła pewnego poranka Hermiona, kiedy w końcu uświadomiła sobie, że jest tak naprawdę niesamowicie zła na Harry'ego. Nikogo nie uprzedził o swojej wyprawie, a teraz mógł być na zupełnie innym kontynencie, więc szukanie go mijało się z jakimkolwiek celem. Zawsze powtarzał, że horkruksy zniszczy sam, ale to nigdy nie wydawało się być realne.

Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy.

Kolejne bezczynne tygodnie zaczynały wpędzać Hermionę w depresję. Często spacerowała ulicami magicznego Londynu, jednak nigdy nie wynikało z tego nic dobrego. Raz omal nie złapali ją Śmierciożercy, innego razu dziennikarze Proroka Codziennego zapragnęli poznać jej zdanie na temat ucieczki Harry'ego Pottera. Choć nie była wiązana bepośrednio z Potterem, nie czuła się z tego powodu szczęśliwa. Było kwestią czasu, kiedy Ministerstwo znajdzie na nią jakiegoś haka.
Robiło się niebezpiecznie.

I pomrzemy bez rutyny.

31 lipca. Piątek. Młoda Granger podniosła się z łóżka bez ochoty na jakiekolwiek czynności. Koniec wakacji nigdy jej nie przygnębiał - wręcz przeciwnie, oznaczało to przecież, że wróci do szkoły. Instytucji, którą tak bardzo kochała, ale nie tylko przez wzgląd na wiedzę magiczną, jaką chciała posiąść niemal natychmiast. Dzisiaj wypadały urodziny Wybrańca a ona nawet nie mogła złożyć mu życzeń! Złość ponownie przepełniła całe jej ciało, tak że aż się wzdrygnęła. I wtem z zadumy wyrwała ją sowa, która stukała dziobem o szybę. Niosła list z pieczęcią Hogwartu.

Hermiona czytała szybko i równie szybko podejmowała decyzje. Zazwyczaj rozsądne, jednak ta jedna, którą podjęła piątkowego pochmurnego poranka mogła zmienić wszystko, co do tej pory wiązało się z nazwiskiem Granger. Jednak na zadane pytanie w liście odpowiedziała krótkim zdaniem: "Oczywiście, może Pan na mnie liczyć, profesorze Dumbledore. Łączę wyrazy szacunku, H.G." 

Niewłaściwy EliksirTempat cerita menjadi hidup. Temukan sekarang