1.

70 3 2
                                        

  - Krzysiu! Krzysiu, gdzie jesteś! Proszę odezwij się. Ja chce do mamy!
Dziewczynka o rudych włosach siedziała na pniu ściętego niedawno drzewa w środku lasu. Wokół panował mrok i czuć było wilgoć dobiegająca z okolicznych bagien.
Nagle z za drzewa wybiegł chłopiec i stanął przed dziewczynką. Mimo że ciemność pochłonęła całą okolicę, dziewczynka dostrzegła strach w jego oczach. Twarz miał bladą jakby uchodziło z niego życie.
W odległości kilkudziesięciu metrów za chłopcem dobiegł przeraźliwy skowyt i wycie wilka.
  - Amelka… uciekaj, ratuj
  się…. - wraz z ostatnim
  słowem osunął się na ziemie.
Amelka wstała przerażona i podeszła do Krzysia. Dopiero teraz zauważyła że chłopiec nie ma lewej ręki. Musiała być wyrwana, lub odgryziona. Na pewno nie ucięta.
  - Krzysiu! Krzysiu! Wstań
  proszę. - mała dziewczynka 
  próbowała chłopca ocucić.
Niestety, nic nie mogła zrobić,  bowiem Krzysiu już nie żył.

Przerażona Amelia pobiegła przed siebie, uciekając przed straszliwą bestią, która zabiła jej brata Krzysia.
Dziewczynka zahaczyła o wystający korzeń i upadła na ziemie. Podniosła się z płaczem i znów chciała biec, ale upadła. Poczuła ostry ból w okolicy kolana prawej nogi. Doczołgała się do najbliższego drzewa i oparła się o nie plecami. Spojrzała w stronę gdzie leżał jej brat Krzysiu.
Trzy duże wilki szarpały ciało chłopca. Rozrywały je z taką łatwością, jakby to nie był człowiek tylko szmaciana lalka. Krew tryskała na ich srebrzysto szarą sierść połyskującą w blasku księżyca.
Amelka zakryła rękami z przerażenia oczy.
  - Mamo. Mamusiu… -
  szeptem mówiła i płakała.
Nagle jeden z wilków przestał szarpać coś co kiedyś było chłopcem. Podniósł pysk ku górze i zaczął wąchać jakby wyczuł obcy zapach. Wilk zawył donośnie aż przepłoszył w okolicy ptaki z drzew.
Nastała cisza.
Trzy bestie stały wpatrzone w głąb lasu. Wyglądały jak posągi wykute w srebrnej bryle. Tylko uszy zdradzały że są to żywe stworzenia. Spiczaste ku górze obracały się wyszukując kolejną ofiarę.
Amelia schowała się za drzewo.
Ze skroni dziewczynki, spłynęły krople potu mieszając się ze łzami na policzkach.
Ciężko dyszała ze strachu.
Wtem rozległ się świst przelatującej strzały. Grot ugodził jednego z wilków prosto w łeb. Bestia obróciła się w stronę strzelającego i zaczęła ujadać na napastnika. Rozległy się kolejne wystrzały w stronę straszliwych wilków.
Bestie tak jakby wyczuły zamiar obcych i umiejętnie unikały przelatujące strzały wokół nich. Powoli się wycofując, zniknęły w leśnym gąszczu.
Dziewczynka dostrzegła nadarzającą się okazje aby ratować życie.
  - Pomocy! Tutaj jestem. Tutaj
  za drzewem. - Amelka
  wołała o pomoc.
Sama by pobiegła, ale nie mogła. Obolała noga nie pozwalała zrobić nawet jednego kroku.
Chwilę później do dziecka podeszła grupa mężczyzn uzbrojonych w łuki. Ubrani byli w długie, czarne płaszcze.
  - Tutaj jesteś Amelio. Gdzie
  twój brat? - spytał
  najbardziej postawny z
  mężczyzn.
  - Zjadły go te bestie panie
  Marcinie. Chce do mamy. -
  zaczęła płakać dziewczynka.
Mężczyzna wziął dziewczynkę na ręce i zaniósł ją do pobliskiej osady, skąd Amelka pochodziła.
Podszedł do starszej kobiety trzymającej niemowlę na rękach.
  - Zaopiekuj się Zofio
  dzieciakami. One nie mają
  rodziny. - rzekł mężczyzna
  wnosząc Amelię do domu
  kobiety.

Siedem lat później.
Słonce rozświetlało całą okolice wioski. Była śliczna, marcowa pogoda.
Dziewczynka o kręconych, rudych włosach biegła z wiaderkiem w stronę studni.
  - Dzień dobry ciociu Zofio. -
  powiedziała do starszej
  kobiety siedzącej na ławie
  przed domem.
  - Dzień dobry Lauro. Amelia
  w domu? - spytała starsza
  kobieta.
  - Tak. Jak zwykle mnie
  pilnuje. - odpowiedziała
  dalej biegnąc w kierunku
  studni.
Kobieta wstała z ławy i poszła w kierunku białego domku.
  - Amelio mogę wejść?! -
  zawoła donośnym głosem.
Okiennice się uchyliły.
Młoda kobieta spoglądała przez okno na swoją sąsiadkę mrucząc do siebie tajemnicze wyrazy. Przy tym mocno zaciskała dłonie na wiszącej, skórzanej derce.
  - Amelio, porozmawiaj ze
  mną. - powiedziała ale już
  ciszej.
Amelia podeszła do drzwi kulejąc na prawą nogę. Powoli uchyliła drzwi i rzuciła opryskliwie.
  - Czego ciociu chcesz?! Nie
  mam ochoty na rozmowę z
  Tobą. Dajcie mi już spokój! -
  dziewczyna zamknęła drzwi
  z powrotem.
  - Amelio, poczekaj! Ja wiem
  jak to wygląda. Próbuję
  ciebie chronić przed… No
  wiesz przed kim.. - w głosie
  staruszki słychać było  
  przerażenie.
Drzwi ponownie się otworzyły.
  - Wyśmiałaś mnie ciociu.
  Zrobili ze mnie głupka. A
  teraz przyjdą po mnie i… -
  młoda kobieta się popłakała.
Zofia przytuliła do siebie bezbronną i wystraszoną młodą kobietę.
  - Oni wiedzą o mnie,
  prawda? - spytała Amelia.
Starsza kobieta nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ podeszła właśnie Laura z wiaderkiem wody. Staruszka w momencie zmieniła smutne oblicze na uśmiech.
  - To przyjdź Amelio do mnie,
  tak jak obiecałaś. Nauczysz
  mnie tych twoich rogali
  robić. - starsza kobieta
  kłamała w obecności małej
  dziewczynki.
  - Dobrze Ciociu, przyjdę. -
  odpowiedziała Amelia także
  się uśmiechając.
Laura wniosła wiaderko do kuchni i postawiła pod oknem. Podbiegła do starszej siostry Amelii, która wzrokiem odprowadzała staruszkę.
  - Będziesz uczyć ciocię Zofię
  robić rogale? - spytała
  kobietę.
  - Tak. Ale ty musisz być w
  domu i nikomu nie otwieraj
  drzwi. Rozumiesz? - spytała
  młodszą siostrę.
  - Rozumiem. Kiedy mnie
  pilnujesz to się nie boję. Ale
  wiesz że nie lubię zostawać
  sama?
  - Wiem siostro. Ale musisz
  zostać. W domu jesteś
  bezpieczna. Pamiętaj.
  Nikomu nie otwieraj drzwi! -
  młoda kobieta mówiła z
  przerażeniem.
Wróciły wspomnienia z przed siedmiu lat. Mała Amelia popełniła właśnie ten błąd, kiedy otworzyła drzwi nieznajomemu.
Złapała się jedną ręką za czoło na którym pojawiły się nagle krople potu, a następnie zaczęła ciężko oddychać, jakby przebiegła długi dystans bez odpoczynku.
  - Amelio, co się dzieje? -
  powiedziała mała
  siostrzyczka i prędko
  pobiegła po gliniany dzbanek
  z wodą.
Amelia zrobiła dwa łyki wody. Powoli dochodziła do siebie. Często miewała napady paniki od czasu kiedy zginęli jej bliscy. Mama i tata zostali rozszarpani przed domem. Brat Krzysiu w lesie, kiedy  uciekała razem z nim przed dzikimi bestiami. Laura leżała w łóżeczku. Uratowała ją pani Zofia, która widziała całą tragedię. Tylko one dwie przeżyły z całej rodziny. Dlatego łowcy zadecydowali że dzieci trafią pod opiekę starszej pani.

Krwawa dolina Histórias para pegar e não largar. Descubra agora