Rozdział pierwszy.

69 2 2
                                        

Dzisiejszy dzień był monotonny, Ben miał wrażenie deja vu. Wstał zaspany z łóżka, spojrzał na wyświetlacz telefonu. - kurwa. - przewrócił oczami, widząc szóstą trzydzieści. Zwlókł się z łóżka po czym udał się do łazienki. Podszedł do toalety, zsunął swoje bokserki i złapał za swojego penisa, po czym mógł odetchnąć, czując jak fala ulgi zalewa jego ciało. Po wysikaniu się założył z powrotem na siebie bokserki i podszedł do umywalki. Spojrzał w lustro, uśmiechnął się do swojego odbicia. Był świadomy swojego uroku. Włosy przeczesał palcami i wyszedł z łazienki. Przemierzył korytarz, po czym wszedł do swojego pokoju. Z szafy wyjął jedną ze swoich ulubionych koszulek i założył ją na siebie. Do tego wybrał również ciemne jeansy i czarne sportowe buty. Wziął plecak z podłogi, nie rozpakowując go po wczorajszym dniu i zawiesił go na swoje ramię. Następnie poszedł w stronę wyjścia. Przechodząc przez kuchnię usłyszał głos mamy.

- Ben, kochanie. A śniadanie? - usłyszawszy to, chłopak przewrócił z irytacji oczami.

- Zjem coś w szkole. - burknął. Nie czekając na odpowiedź wyszedł z domu. Wysłał wiadomość do swojego kolegi ze szkoły.

DO: DORIAN

'' Gdzie ty kurwa. Ja już czekam. ' '

Nie musiał długo czekać na odpowiedź.

OD: DORIAN

'' Już podjeżdżam''

Po chwili zobaczył grafitowe auto. Bez zastanowienia wsiadł do środka.

- Siema. - uścisnął dłoń.

- Siema.

- Ale mi się nie chce do tej szkoły. - burknął Ben.

- Do tego masz pierwszy niemiecki. - zachichotał Dorian.

- Nie przypominaj. - odpowiedział.

Resztę drogi pokonali rozmawiając o ostatniej imprezie u Igora. Wysiedli z samochodu i ruszyli w stronę szkoły. Przekraczając próg Ben miał ochotę od razu się zmyć, ale miał zbyt dużo nieobecności na niemieckim. Został miesiąc do zakończenia roku i jeśli tak dalej pójdzie to będzie zagrożony, do tego nieklasyfikowany. Nie mógł sobie na to pozwolić, bo inaczej rodzice odetną go od kasy.

Pożegnał się z koleżką i ruszył schodami na drugie piętro, gdzie znajdowała się sala pięćdziesiąt cztery. Wszedł do środka. Widząc, że przy biurku siedzi już nauczyciel, a reszta osób na swoich miejscach dotarło do niego, że jest spóźniony. Jedyne miejsce, które było wolne to pierwsza ławka przy biurku. Nikt tam nie chciał siadać i być ciągle na widoku, ale Ben nie miał innego wyjścia, jeśli chciał zdać. W milczeniu zajął wolne krzesło, po czym plecak położył na miejsce obok siebie. Schylił głowę, opierając ją o rękę, drugą zaś trzymał telefon pod ławką i zaczął sprawdzać social media.

- Benjamin'ie, nie masz podręcznika? - usłyszawszy podniesiony, jednocześnie poważny ton głosu nauczyciela Ben drygnął. Podniósł głowę i spojrzał w dwie pary oczu, które intensywnie wpatrywały się w niego. Poczuł dreszcz, rozchodzący się po całym jego ciele.

- Mam. - odpowiedział chłopak, na co nauczyciel uniósł brwi.

- Gdzie? Bo ewidentnie nie tutaj. - odpowiedział.

- W domu. - przekomarzał się chłopak, był pewny siebie. Z każdą ripostą słyszał chichoty osób z klasy, co mu schlebiało.

- Proszę, pożyczę ci swoją. - nauczyciel, podał mu książkę. Ben jedynie westchnął i zaczął próbować coś robić. Niestety nic nie rozumiał, niemiecki był dla niego jak czarna magia. Miał wrażenie, że próbuje rozczytać hieroglify.

Mój chłopak germanistaStories to obsess over. Discover now