Jestem Patric i niedługo nadchodzi moja próba... Dzięki niej dowiem się czy zaszczytem będzie mi żyć. Razem ze mną będzie jeszcze mój brat Jacob.
Według wierzeń, podczas ostatecznej próby wampira, ma poznać swojego opiekuna. Ja jako tako nie jestem zwolennikiem czegoś, czego nie widziałem i nie dotknąłem.
Mój ojciec jak się go pyta o opiekuna, nawet nie chce się wypowiedzieć. Do matki wolę nawet nie podchodzić.
Jacob jako tako wierzy, ale nie do końca, więc tego też nie warto męczyć... Cóż, takie życie.
Próba ma rozpocząć się za dwa dni. Z tego co wiem, będzie wtedy krwawa pełnia, czyli moment, gdzie wampiry mają najsłabszą moc.
Z tego co wiem, miejsce próby jest w Czarnym Lesie. Jest to kraniec terytorium Wilkołaków. Jak większość dobrze wie, nie mamy z nimi dobrych układów, bo wręcz tragiczne. Są to chyba jedyne istoty, których boi się wampir.
Niedawno męczyłem mojego znajomego, co się działo, jak on miał próbę, ale powiedział, że obejmuje go tajemnica i, że zrozumiem, jak ją przejdę. Ja bym tam dodał, o ile ją przejdę, no ale okey...
~~~~~~
Jest ranek. Budzą mnie promienie bijące mi po oczach. Otwierając oczy zobaczyłem drzewa. Dużo drzew. Próbowałem sobie przypomnieć i po chwili... A tak! W nocy wybrałem się na spacer i usiadłem pod brzozą... Wstałem, przeciągłem się i poczułem czyjś wzrok na mojej osobie. Zacząłem się rozglądać, ale nikogo nie widziałem. Po chwili stwierdziłem, że powiem:
— Wychodź, bo się skończy śmieszkowanie jak cię znajdę!
Nie dostałem żadnej odpowiedzi, ale zobaczyłem spadające skałki z urwiska, co bylo jakieś 20 metrów nade mną. Postanowiłem podejść w tamtą stronę. Starałem się być cicho, ale jak gałązka strzeliła mi pod nogą, to myślałem, że się zapadne ze złości.
W pewnym momencie zobaczyłem jakieś wielkie zwierze. Wyglądało jak wilk, ale wymiarowi przypominało nosorożca. Szło tyłem do mnie, ale jak usłyszało trzask natychmiast się zatrzymało i obróciło w moją stronę.
Nagle pomysłałem A jeśli to wilkołak? Jeśli tak to już po mnie... po czym powoli zacząłem wycofywać się do tyłu. Zwierze poszło w moje ślady, ale idąc w moją stronę. Wyraźnie zainteresowała ją moja osoba. Postanowiłem stanąć w miejscu, bo uciekając nie miałbym i tak szans na dłuższy dystans.
Podeszło do mnie, powąchało moje ręce, dłonie, odsunęło się ode mnie i nagle zaczęło nasłuchiwać. Po chwili zerwało się i zaczęło uciekać. Nie wiedziałem co mam zrobić, więc stałem.
W pewnym momencie usłyszałem głosy mojego ojca i brata. Krzyczeli:
— Patric! Gdzie jesteś?!
Poszłem w stronę ich głosu. Gdy mnie zobaczyli, podbiegli do mnie i pierwsze co, to spytali:
— Wszystko dobrze?!
— Tak. Jak widzisz jeden z drugim, jestem cały
— Co cię trafiło, aby uciec?!
— Jak to uciec? Poszłem w nocy na spacer i zasnąłem pod brzozą...
— To niebezpieczne i nierozsądne!
— I ty to mówisz? Chcesz mnie puścić do Czarnego Lasu podczas krwawej pełni, a teraz masz wąty? Śmieszne...
