Patrzę przez okno pociągu, opierając się czołem o szybę. Patrzę na Maksa i uśmiecham się do siebie. W końcu możemy mieć swój nowy start.
Mam 19 lat i już od roku jestem matką. Z tego powodu ostatnie 17 miesięcy było dla mnie prawdziwą męczarnią. Nie tylko ze względu na małego, nieprzespane noce i klasę maturalną, ale głównie przez plotki i poniżanie w szkole, jakie z powodu ciąży i porodu doświadczyłam. Do tej pory mieszkałam z małą w dość małym miasteczku, gdzie plotki powstawały szybciej niż się rozprzestrzeniały. Wspólnie z mamą zdecydowałyśmy, że lepiej będzie dla Maksa i dla mnie, jeżeli przeprowadzimy się do mojego taty, który zaproponował pomoc, do Nowego Jorku. Na razie jednak nie mam zamiaru rozpoczynać studiów, ze względu na szkraba i stres związany z nowym otoczeniem, nauką, którego raczej nie dałabym rady udźwignąć. Tata dał mi pracę w jednej z jego kwiaciarni, więc już od poniedziałku tam zaczynam.
- Blair! - usłyszałam głos mojego taty i odwróciłam się w stronę, z której dobiegł. Stał na peronie z pięknym bukietem kwiatów i uśmiechał się do mnie. Poprawiłam małego na biodrze i ruszyłam z walizką w jego stronę.
Kiedy już przy nim byłam odłożył kwiaty na ławce i przytulił mnie, po czym wziął wnuka na ręce i patrzył na niego jak na najdroższy skarb świata.
Jeśli mogłabym wymienić tylko jedną rzecz, za którą jestem mu wdzięczna, byłaby to jego bezwarunkowa miłość. Kiedy zaszłam w ciążę, on jako jedyny mnie nie oceniał, nie pouczał, ani nie załamywał. Pomógł mi bardziej niż ktokolwiek inny samym faktem, że przy mnie był - oczywiście nie fizycznie, ale dzwonił do mnie i wiedziałam, że mogę na niego liczyć. Dzisiaj pierwszy raz mnie widzi na żywo od kilku lat, a czuję jakby nic się nie zmieniło od rozwodu moich rodziców.
- Charlotte czeka w aucie - popatrzył na mnie po chwili i kiwnął głową w kierunku wyjścia z peronu. Charlotte to jego żona, z którą jest już 3 lata i jest ona uprzejmą, ale specyficzną osobą. Mieszkają razem jej synem - Camilem, który jest 3 lata młodszy ode mnie i z ich wspólnym dzieckiem - Lidią, która ma 3 latka.
Poszliśmy więc. Kiedy podeszliśmy do auta, kobieta uniosła głowę znad telefonu i wyszła mnie przywitać. Na tylnym siedzeniu siedziała w swoim foteliku Lidia, a obok stał fotelik dla Maksa.
- Będziemy musieli kupić większe auto, bo w to już się nie pomieścimy - zaśmiał się tata i wsiedliśmy.
Wjechaliśmy na podjazd jego domu, który był trochę większy niż sobie wyobrażałam. Wiedziałam o tym, że mój tata ma pieniądze, bo prowadzi kilka biznesów, a Charlotte ma firmę kosmetyczną, ale kiedy zobaczyłam miejsce, w którym teraz mam żyć, zrobiło mi się głupio. Kupili fotelik, wiem, że też inne potrzebne rzeczy dla mojego dziecka, których ja nie miałam i wiele innych. Czuję się, jakbym ich naciągała, chociaż mówiłam to tacie kilka razy, a on zawsze odpowiadał, że głupoty wygaduję, a dla niego to czysta przyjemność. Mimo wszystko mam dosyć ambitny plan powoli oszczędzać i kiedyś mu to chociaż w połowie oddać.
Kiedy weszliśmy do domu Camila jeszcze nie było, oprowadzili mnie po domu, a ja rozpakowałam się w moim pokoju, który postanowiłam dzielić z Maksem. Chłopczyk położył się spać, a ja zeszłam na dół.
- Masz na coś ochotę, Blair? - zapytała Charlotte, kiedy mnie zobaczyła. Poprosiłam o kawę, a ona pokiwała głową i zaczęła ją robić. Usiadłam przy wyspie kuchennej na przeciwko taty i uśmiechaliśmy się do siebie jak małe dzieci.
- Wiesz, kochanie... niby rozmawialiśmy przez Facetime wiele razy, ale na żywo wyglądasz tysiąc razy piękniej - powiedział, łapiąc moją dłoń.
Po godzinie mój tata musiał wracać do biura, a ja zostałam z Charlotte i dziećmi. Widziałam, że kobieta nie pała do mnie sympatią, ale się stara. Poszłam do swojego pokoju i resztę dnia spędziłam tam z Maksiem.
YOU ARE READING
Blossom
FanfictionKiedy Blair przyjeżdża do nowego miasta z synkiem, oczekuje nowego startu, ale nie spodziewa, że jej życie nabierze pędu. Tylko czy będzie potrafiła komuś na nowo zaufać?
