Byłam martwa. To było jedyne wyjaśnienie tego, że leżałam w wygodnym łóżku, chłodnym, z czysto-pachnącą pościelą, przykryta po brodę, a miękka ręka głaskał moją głowę.
To było miłe. Bycie martwym wydawało się być bardzo przyjemne, biorąc to wszystko pod uwagę. Zwłasza, jeśli oznaczało to, że mam na drzemkę całą wieczność. Wtuliłam się mocniej w pościel. Ręka z moich włosów przesunęła się na plecy i zdałam sobie sprawę, że ktoś cichutko śpiewał. Głos był znajomy i przyprawiło mnie to o ból w klatce piersiowej. Cóż, to było do przewidzenia. Anielskie pieśni bywały strasznie wzruszające.
- Pracowałam jako kelnerka w barze koktajlowym, kiedy cię poznałam… - nucił głos.
Zmarszczyłam brwi. Czy aby na pewno była to właściwa piosenka dla Niebiaoskiego Gospodarza…
Rozwiązanie uderzyło we mnie.
- Mamo! – zapłakałam, siadając. To był błąd, bo zaraz potem ból nie do zniesienia eksplodował w mojej głowie.
Delikatne dłonie położyły mnie z powrotem na poduszki i nagle była tam. Mama pochylająca się nade mną, na jej twarzy wyryte były zmartwienie i smugi łez, ale wyglądała tak pięknie, że też chciałam płakać.
- To jest prawdziwe, prawda? – zapytałam, rozglądając się po pokoju. Był mały i ciemnawy, i delikatnie pachniał lasem, jakby cedrowym. Oprócz łóżka i trzcinowego krzesła z oparciem, stojącego obok, było pusto. Jasne, złoto-czerwone światło przedostawało się przez jedno okno, więc wiedziałam, że był wczesny ranek. – To nie jest sen, ani jakiś rodzaj halucynacji związanych ze wstrząsem?
Poczułam ręce mamy, oplatające moje ramiona. Jej usta były ciepłe w odróżnieniu od mojej skroni.
- Jestem tu, skarbie – szepnęła. – Naprawdę tutaj.
I wtedy zaczęłam płakać. Bardzo. Olbrzymim, szarpiącym szlochem, który ranił. Wbrew temu, próbowałam opowiedzieć mamie o wszystkim, co stało się w Thorne, ale wiedziałam, że to nie ma sensu.
Kiedy szloch w końcu ustał, leżałam blisko mamy, biorąc głębokie, roztrzęsione oddechy. Łzy płynęły również po jej twarzy, mocząc czubek mojej głowy.
- Dobra, - powiedziałam w końcu. – Oto, jak wyglądały moje bzdurne wakacje. Twoja kolej.
Mama westchnęła i przytuliła mnie mocniej.
- Och, Soph, - powiedziała bardzo cichym głosem – nawet nie wiem, gdzie zacząć.
- Gdzie jesteśmy? – zapytałam. – To bardzo dobre miejsce, żeby zacząć.
- W domu Brannick.
Wtedy wszystko do mnie wróciło. Izzy i miecz, i Elodie zamieniająca moje ciało w morderczą marionetkę.
Elodie? Zapytałam w myślach. Wciąż tam jesteś?
Ale nie było żadnej odpowiedzi. Byłam teraz sama w mojej głowie. Skoro o tym mowa…
- Co stało się z moją głową?
- Finley – starsza siostra Izzy – wyszła, by jej poszukać. Izzy powiedziała, że zaatakowałaś ją swoimi mocami. Myślałam, że nie możesz już korzystać z magii.
- Nie mogę – powiedziałam. – To… Wytłumaczę to później. Więc czym Finley uderzyła mnie w głowę? Kijem baseballowym? Ciężarówką?
- Latarką – odpowiedziała mama, jej palce delikatnie rozczesywały moje włosy, czułam z tyłu mojej głowy guza wielkości piłki koszykowej.
Milczałyśmy, obie wiedziałyśmy, o co zamierzałam zaraz zapytać: po jaką cholerę moja mama, która spędziła większośd swojego życia, uciekając od Wszystkich Magicznych Rzeczy, spędzała lato z bandą łowców potworów?
YOU ARE READING
Dziewczyny z Hex Hall. Zaklęcie Wiążące
FanfictionW tym czasie kiedy Sophie Marcer zaakceptowała swoje nadzwyczajne magiczne moce jako demon, rada Prodigium odebrała jej je. Teraz Sophie jest bezbronna, samotna i na łasce jej zaprzysięgłych wrogów- Brannicków, rodziny wojowniczych kobiet, które dop...
