Mori x Dazai

714 34 76
                                        

Dazai całe życie był podatny na wszelkiego rodzaju skaleczenia, obrzęki kości... Całe jego życie było jedną wielką raną. To był właśnie powód, by mógł nazwać gabinet lekarski swym drugim domem. Jego lekarz był prawdziwą niedorajdą życiową, jednak zbliżał się czas, gdy miał przejść na emeryturę, a jego miejsce miał zająć ktoś nowy. Gdy zmuszony przez opiekuna, przyniósł ciasto na pożegnanie... Jakże się zdziwił, gdy za biurkiem siedział ktoś zupełnie inny niż się spodziewał. Był zły, w końcu jeszcze dziś miał być tamten dziadek. Skierował wzrok na śmietnik znajdujący się tuż obok. Wyciągnął rękę z paczką.

- Myślę, że lepiej zjeść to ciasto niż tak po prostu wyrzucić. Prawda, Dazai? - Cofnął się o krok, słysząc głos nowego lekarza. Przymknął delikatnie oczy, gdy słońce zza okna postanowiło go oślepić na krótki moment. Mężczyzna zaśmiał się, gestem zapraszając nastolatka. - Pewnie się zastanawiasz, gdzie jest twój doktor. - Nie czekając na potwierdzenie ze strony Osamu, kontynuował. - Niestety, wczoraj musiał wyjechać. Wszyscy pacjenci zostali na dzisiaj odwołani, oprócz ciebie. - Sięgnął po kartotekę, uważnie czytając spis ran jakie Dazai zdążył się nabawić. W tym czasie chłopak usiadł naprzeciw niego, kładąc pudełko z ciastem na biurko. - Będę musiał obejrzeć twoje ciało. Spis jest może dobrze prowadzony, jednak chciałbym przy okazji sprawdzić czy nic nowego nie przyszło. - Szatyn skinął, by następnie jego wzrok skierował się na blond dziewczynkę w jego wieku, która siedziała z boku. Co nie umknęło uwadze lekarza. - To jest moja córka, nie mogła niestety zostać w domu. Mam nadzieję, że nie będzie ci przeszkadzać. 

- Rintaro! Otwórz w końcu to ciasto! - Zawołała, podbiegając do nieświadomego pacjenta. Spojrzała w jego czarne oczy, na moment się odsuwając. Wzięła swoimi drobnymi rączkami pudełko, by zbliżyć się do lekarza. - Rintaro, co jeśli plotki o nim są prawdziwe? Ja nie chcę. 

- O czym ona mówi? - Odezwał się, zanim Mori spróbował uspokoić dziewczynkę. Osamu zdawał sobie sprawę, że nie jest taki jak inni. Jednak czym jego "inność" miała zagrażać córce doktora? Przecież działał tylko na super moce, tak to wtedy nazywał, innych. Miał w końcu kilku znajomych, którzy mieli skłonność do dziwnych rzeczy. Jednak gdy wspólnie się bawili, to on musiał grać złoczyńce. Stąd masa siniaków i otarć. Uśmiechnął się, zdając sobie sprawę, że ona również musi czuć się bohaterką. - Bycie tym innym jest męczące, gdy ciągle obrywasz...

- Chyba czegoś nie mówiłeś wcześniejszemu lekarzowi. - Mężczyzna odłożył dokumenty na bok, by na środku postawić pudełko. - Elise, mogłabyś podejść po trzy talerzyki i widelczyki? We trójkę zjemy coś słodkiego, a później przejdziemy do badania. Zgoda? - Przez moment wpatrywali się w siebie, aż młodsza odeszła. Po czym wstał, by zbliżyć się do młodego Osamu. Oparł się o blat następnie targając włosy chłopaka, usłyszał jak kilka talerzyków roztrzaskało się za drzwiami. Zaśmiał się cicho, przyjmując do wiadomości fakt, że informatorzy mieli rację. - Chwilę poczekamy na talerzyki, więc proszę usiądź na tamtym krzesełku. 

- Tamta dziewczyna miała jakąś moc? Dlatego się mnie boi? - Posłusznie poszedł na wskazane miejsce, po drodze rozpinając koszulę. Był już do tego przyzwyczajony, zazwyczaj wizyta tutaj tak się zaczynała. Rozmawiali dopiero w trakcie badania, co ani trochę nie przeszkadzało Osamu. Skierował wzrok na mężczyznę w kitlu, który z uwagą obserwował każdy ruch chłopaka. Tak jak wcześniej nie miał z takim czymś problemów, tak teraz czuł się skrępowany. Brak odpowiedzi na wcześniejsze pytania tylko go irytowała, jednak nie drążył tematu. W końcu dla lekarza to on był królikiem któremu trzeba je zadawać. - Mam ściągnąć bandaże?

- Ah, tak. Wybacz, zamyśliłem się. - Mruknął Ougai, podchodząc do pacjenta. Przejął od niego koszulę, by ostrożnie odłożyć ją na oparcie krzesła. Chwilę po tym jak Dazai już zdjął opatrunki, przyjrzał się kilku ranom, ostrożnie przejeżdżając po nich palcem. Gdy natrafił na jakąś świeższą usłyszał ciche syknięcie ze strony chłopaka, co niezbyt go zaskoczyło. - W jaki sposób ich się nabawiłeś? I proszę, nie mów tylko o przypadku. Takie rany nie robią się przypadkiem. Nie na całym ciele.

Bitch inside you - bsdWhere stories live. Discover now