Czułem chłód... lekki powiew rzeźkiego powietrza gładził mą twarz. Okropny ból głowy rozsadzał ją od środka. Byłem przekonany, że to tylko zwyczajny kac. Pełen spokoju leżałem zasypiając. Nagłe w głowie usłyszałem wołanie. Jakiś udręczony głos wypowiedział słowa: "Toate sangue est al meu." Przerażony zerwałem się na równe nogi i otworzyłem oczy. Okazało się, iż jestem w zupełnie obcym mi miejscu. Znajdowałem się w dziwnym brukowym pomieszczeniu, w którym nie było nic oprócz leżącej na ziemi palącej się pochodni. Ciepłe światło rozjaśniało zimne i surowe ściany pomieszczenia z trzech stron. W czwartym kierunku zaś znikało pożerane przez gęstą ciemność. W ciemności tej zaś było coś nadzwyczajnego, była tak gęsta, iż sprawiała wrażenie czegoś fizycznego. Byłem przerażony i zdezorientowany. Postanowiłem działać. Podszedłem do pochodni i podniosłem ją. Mając skuteczną broń zacząłem walczyć z mrokiem. Pomieszczenie w którym się znajdowałem zdawało się być naprawdę długie. Miałem wrażenie, iż stoję w miejscu. Nagle ujrzałem uchylone drewniane drzwi. Porzuciwszy wszelką ostrożność rzuciłem się w ich kierunku. Pociągnąłem je w swoją stronę w intencji otworzenia ich, jednakże szybko poczułem, że uderzyły w coś leżącego na podłodze. Chcąc sprawdzić cóż to wystawiłem do przodu dłoń z pochodną. Moim oczom ukazało się ludzkie ciało. Przerażony upuściłem pochodnie i upadłem na ziemię. Ostrożnie zbliżyłem się do znaleziska w celu zbadania go. Był to dobrze zabudowany mężczyzna, nieszczęśnik miał rozszarpaną potylicę. Ku memu zdumieniu na podłodze leżały jedynie fragmenty czaszki, nie było tam ani kropli krwi. Przy pasie miał on mały sztylet, bez zastanawiania się "pożyczyłem" go. Przesunąwszy zwłoki otworzyłem drzwi. W pomieszczeniu do którego wszedłem panowała totalna ciemność. Było ono już bardziej urozmaicone. Podłogę pokrywały dywany, a z ciemności wyłaniały się stół i krzesła. Nagle usłyszałem szlochanie, dochodziło ono z drugiej części pomieszczenia. Z ostrożnością zacząłem się zbliżać do źródła dźwięku. Moim oczom ukazała się naga kobieta siedząca na podłodze ze spuszczoną głową. Zdawała się doskonale wiedzieć o moje obecności. Powolnym ruchem podniosła głowę i spojrzała na mnie.
- Mój władca Cię oczekuje. Powiedziała uśmiechając się. Strasznie niepokoiły mnie jej oczy, wydawały się one jakieś zwierzęce. Wstała i gestem ręki nakazała mi za nią podążać. Jakież miałem inne wyjście? Po opuszczeniu dotychczasowego pomieszczenia znaleźliśmy się w wielkim holu. Drzwi przez które się tu dostaliśmy należały do jednego z dwóch rozwidleń. Oprócz nich były jeszcze wielkie centralne wrota i wyjście na zewnątrz. Zacząłem rozważać opcję ucieczki na zewnątrz, cała ta sytuacja była zdecydowanie zbyt niepokojąca. Po chwili namysłu ruszyłem biegiem w stronę wyjścia. Chyba nigdy w życiu nie biegiem tak szybko, niestety i to nie wystarczyło. Nie minęło dużo czasu, a poczułem popchnięcie i pazury wbijające się we mnie. Upadnłem na ziemię. To coś co wziąłem za kobietę siedziało na mnie i w szale zdawało mi wiele ran ciętych. Szybko wyjąłem zabrany wcześniej sztylet i zadałem nim cios. Na bestii nie zrobił on najmniejszego wrażenia, zadawała mi ona coraz więcej coraz to głębszych ran. Zadałem kolejny cios, tym razem stwór na chwilę odskoczył. Szybko wstałem, gęsta i ciemna krew sączyła się z mych ran na podłogę.
-Rozgniewałeś go.
Rzekła bestia ruszając w moją stronę.
Prędko wystawiłem ostrze do przodu. Przeciwnik naskoczył wprost na sztylet. Rzuciłem się z nim prosto na ziemię. Leżąc na tym pomiocie zacząłem rozpruwać mu brzuch. Stwór zaczął błagać o litość, lecz nie zwarzając na to kontynuowałem cięcie. Po chwili zwierzęce wrzaski ucichły. Bestia leżała martwa. W celu opatrzenia ran zdjąłem swą koszulę i zacząłem ją rozcinać. Na kawałki szmat plułem i obwiązywałem nimi rany. Ślina ma właściwości bakteriobójcze, nie bez powodu ranny pies liże ranę. Po opatrzeniu ran wstałem i ruszyłem w kierunku wyjścia z budynku. Nagle zakręciło mi się w głowie i upadłem. Moim oczom ukazały się ciemności, czułem się jak we śnie. Nagle ponownie usłyszałem wołanie: "Toate sangue est al meu." Tym razem ciągle się powtarzało. Mieszało się ono z hałasem ogromnej orgii i krzykami torturowany ofiar. Widziałem znajomo wyglądającą wioskę, której mieszkający w kolejkach zmierzali do egzekucji poprzez łamanie na kole. Następnie ujrzałem siedem pięknych nagich dziewcząt taplających się w basenie gorącej krwi. Na środku wyłaniały się schody prowadzące do pewnego rodzaju podwyższenia, na którym znajdował się pusty tron. To co zobaczyłem na samym końcu sprawiało, że zamarłem z przerażenia. Ujrzałem głowę zakutą w metalową maskę. Maska ta była pokryta dziwnymi wzorami i napisami których nie byłem w stawie odczytać. Metal pokrywał niemalże całą twarz, w tym oczy. Wyjątkiem był jeden jedyny otwór przy ustach, był on bardzo niestarannie wyszarpany. Przez otwór wystawały okropne długie, ostre i krzywe kły. Usta i zęby były całe umazane krwią. Postać poruszała wargami wypowiadając słowa:
"Toate sangue est al meu. Toate sangue est al meu. Toate sangue est al meu." Chwilę później sen się urwał, a ja widziałem już tylko niepokojącą ciemność... ciemność gęstą jak ciecz.
Koniec części pierwszej.
YOU ARE READING
Sangue
HorrorMłody Gustaw budzi się w starym zamku po utracie pamięci. Jakie tajemnice skrywa to miejsce? Jak potoczą się losy bohatera?
