prolog

29 4 0
                                        


- Czekałem na ciebie, bo zawsze przychodzisz do mnie jesienią. Tym razem się nie pojawiłaś ani w moim śnie, ani w moim domu, ani na deszczowych drogach, które otaczał złocisto czerwony szlak szumiących drzew...

- Christian, tylko ty znasz mój ból – szepnęłam przerywając twoje stęsknione słowa. – Chciałabym pojawić się i utopić się we flakonie twojej krwi, ale nie mogę. Nie tym razem. Nie o tej porze roku.

- Dlaczego? – spytałeś.

Niestety ja zatopiłam się w morzu pełnym czerwonych płatków róż przypominających moją brudną krew i w płomieniach ognia, który jest czystą nienawiścią łącząca każdy żywy jak i martwy gatunek na ziemi, w niebie oraz w piekle.

Czułam jak zbliżasz się czarnym, jak noc samochodem, a za tobą stado wilków próbujące odgonić cię od jesiennego lasu. Nie pozwoliłeś sobie na strach, choć czułam go w tobie i we mnie. Zatrzymałeś auto, wysiadłeś, a następnie podszedłeś na skraj lasu. Twoje dłonie dotknęły iluzji, jaka oddziela świat ludzi od mojego. Kiedy przeszedłeś na drugą stronę uciekłam z objęć wody, ognia, kwiatów tulących mnie do snu, abym obudziła się za chwilę w innym czasie. W czasie, który nie będzie odmierzał chwili, ułamków sekundy do naszego spotkania. Wszedłeś na czarną ziemię namoczoną krwią moich przodków. Szedłeś ścieżkami bólu, rozpaczy i lęku, aż sięgnąłeś po zniszczony kamień jak nasze dusze. Zadrżałam, ale ty naznaczyłeś wewnętrzną stronę dłoni rysą, z której popłynęła krew. Ciepła, brudna ciecz dotykała kory starych, schorowanych, poranionych drzew, a złoto czerwone liście objęły twoją postać. Już nie czekałam i pobiegłam w twoją stronę.

Czułam zapach twojej krwi w moich nozdrzach. Odczuwałam na swojej skórze pieszczotę twoich zaplamionych opuszków palców coraz przejrzystymi kropelkami krwi. Biegłam ile tchu w piersiach, zrzucałam z siebie czerwień ubrań, które sprawiały, że wyglądałam jak piękna istota, kobieta twoich marzeń, ale po chwili stałam się dziką bestią. Byłam wilczycą, która pragnie poczuć w uścisku swoich szczęk twoją skórę nasiąkniętą kroplami deszczu spadającego z nieba, a potem zanurzyć język w ciepłej cieczy. Po prostu chciałabym się tobą nasycić na zawsze.

Widząc tak blisko twoją postać ruszyłam na czterech mocnych łapach i zawyłam patrząc w twoje brązowe oczy. Zerknęłam na krwawiącą ranę chciałam zlizać tę rozpacz. Stanąłeś, a ja zbliżyłam się do ciebie i usiadłam przed tobą jak wierna wilczyca. Dotknąłeś dłonią mojego policzka i poczułam w nozdrzach zbyt silny zapach krwi. Moje czarne oczy nasączyły się łzami i kiedy chciałam podzielić się swoim bólem z tobą usłyszałam ich przerażające wycie.

- A ty ile miałeś lat, gdy w twoich oczach umarł świat? – spytałam.

- Nie wiem, Tasira – odpowiedziałem.


TasiraWhere stories live. Discover now