1. cudny dzień

2 0 0
                                        

Hej! Nazywam się Melody Clark i mieszkam w Arizonie, mam 16 lat, białe włosy i czerwone oczy (niestety naturalne),  ogólnie typowa albinoska...
Nie będę mówić wam że moj wygląd sprawia mi jakoś szczególnie dużo bólu czy uwagi ze strony innych, zawsze byłam dosyć lubiana i w ogóle. Hehe *-* nie jestem także zakompleksiona sobą, szczerze mówiąc to całkiem siebie lubiłam. Do czasu...
No właśnie, ale wszystko po kolei.
Był 6.lipca, ja jak zwykle łaziłam po mieście z David'em, Ted'em i Pat'em.
6.lipca godzina: 15h37 miejsce : Stacja Hanover
Mel: Dobra to co chłopaki, jak zwykle?
Ted: nieee chce mi się łazić po opuszczonych chatach jakichś noo
Dav: to co chcesz robić? Znowu sprayować stacje metra?
Pat: pff a ten jak zwykle tylko marudzi.
Mel: Haha ta była najlepsza, powtórz kto marudzi? A teraz ruszajta dupska, mam pomysł...
Wtedy ruszyłam przodem a chłopaki za mną, zaprowadziłam ich przez miasto na dach na który przychodziliśmy wieki temu, na wspomnienia mi się wzięło... ehh nostalgia. Jak za dawnych czasów przeskakiwalismy po dachach krzycząc do siebie jak idioci, z góry widziałam jak kilka osób zawierało głowy by nas zobaczyć, nie powiem że mnie to nie ucieszyło.
Gdy skończyliśmy się wyglupiac była 17h28. Jednak nie dane mi było się zastanawiać nad następną rozrywką gdyż nasz idiotyczny przyjaciel wbiegł do lasku nieopodal naszej dzielnicy.
Nie był on jakiś nie wiadomo jak wielki, ale mały też nie. Zaczęliśmy szukać tego debila Teda jednak nasze poszukiwanie nie dało nic. Krzyczeliśmy i zbieraliśmy różne "poszlaki" po lesie ale jakby się zapadł pod ziemię. Jedyne co po nim zostało to ukochany trójkącik do gitary.
Nie wiedzieliśmy co dalej robić, kilka godzin go szukaliśmy, robiło się już ciemno i zimno a w oddali słychać było wyjące wilki. W końcu zdecydowaliśmy się wrócić do domów a jutro złożyć sprawę na policję.
Szłam jeszcze jakieś 10 minut do domu. Miałam zapasowy klucz bo mama wie o której zazwyczaj wracam, wchodzę i od razu zostaje przywitana zapachem krwi, podsumowując, zgubiłam przyjaciela z dzieciństwa, jest ciemno, zimno, śmierdze potem, a jak chce zaradzić na choć kilka moich problemów znajduję moją psinke we krwi w ramionach matki która uśmiecha się jak wariatka. Normalka.
Wchodzę szybko po schodach i zamykam się w łazience, nie ma co płakać. Za tydzień matka znowu przestanie brać leki i historia się pewnie powtórzy.
Co za cudny dzień 
   
 

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Aug 03, 2018 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

creepypasta-oups. Murder commit Stories to obsess over. Discover now