Prolog

423 45 20
                                        

Co pewien czas zdarzają się noce, kiedy świat nieznacznie milknie, zwalnia codzienny szaleńczy bieg, a w powietrzu wisi jakaś niezrozumiała aura. Zazwyczaj zmiany są niemal niezauważalne, ale jeśli ktoś w taką noc zatrzyma się i poczeka kilka sekund, by słuchać dziwnie spokojnego rytmu czasu, zauważy, że i świat na coś czeka.

Właśnie takiej chłodnej, wiosennej nocy między ruinami zapomnianego dworku pojawił się wojownik. Mężczyzna w czarnym płaszczu do kolan i trójkątnym kapeluszu naciągnął na młodą choć zmęczoną twarz szeroki, ciemny szal, czując marcowy chłód. Skierował niespotykanie jasno-szare oczy w stronę nieba i odetchnął. Dawno nie widział tego księżyca i gwiazd przyćmionych łuną niedużego miasta.

Stawiając pierwsze powolne kroki, poprawiał przerzuconą przez ramię torbę, w której właśnie gasło światło. Ten sam błękitny blask zanikał z każdą sekundą na runach wyrytych na klindze jednoręcznego miecza przytroczonego do pasa. Wygląd wojownika sprzed epok zupełnie nie współgrał z szaleńczo pędzącym światem. Tak samo jak rozsypujące się w proch miejsce, które, zwłaszcza zaraz przy rynku małego miasta, nie powinno było przetrwać kilku ostatnich stuleci. A z jakiegoś powodu, choć w ruinie, to nadal stało odgrodzone od teraźniejszości tylko niewielkim zdziczałym laskiem i ozdobnym, miejscami zniszczonym murem.

Ów powodem trwania wbrew barierom czasu i całemu światu byli ludzie tacy jak przybysz rozglądający się po wiekowym dworku. Czy raczej po tym, co zostało ze starych konstrukcji.

Wojownik, choć doskonale znał dworek, zawsze wracał do niego z nostalgią. Dla każdego Strażnika było to miejsce wyjątkowe - tutaj rozpoczynali nowy etap życia i zmieniali się na zawsze. Jednak nie każdy z nich miał okazję tak często wracać. Młody mężczyzna nie dożył jeszcze nawet trzydziestki, a już dawno przestał liczyć, ile razy odwiedzał swój dawny świat - dom, który musiał zostawić.

Strażnik przybył tu w tym samym celu co większość jego braci  - Czekał na osobę, której droga przecięła się z dworkiem. Nikt bowiem nie trafiał do tego miejsca przypadkiem. Czasem wystarczyło raz je odwiedzić, by jakaś siła wciąż kazała wracać. A im częściej ktoś dawał się złapać w zapętlone sidła, tym więcej mógł zobaczyć rzeczy dziwnych i przerażających. Toteż takich ludzi trzeba było albo przyjąć, albo się ich pozbyć.

Szarooki mężczyzna pochłonięty myślami stawiał kolejne kroki po pogrążonym w mroku miejscu. Do której grupy będzie należał ów człowiek, na którego właśnie czekał? Co jeśli los nie pozwoli mu poznać ukrytej pod zgliszczami prawdy? Mężczyzna nie chciał dopuszczać do siebie takich myśli. Liczyła się każda para rąk. Zwłaszcza teraz, w tych dziwnych czasach.

Niektórzy wiązali je nawet z końcem jakiejś ery, początkiem nowego panowania. Szaleńcy mówili o wojnie, która pochłonie niewyobrażalną liczbę istnień, o wyjawionych tajemnicach zalewających świat, z którego wieki temu zostały zabrane. Nastać miała nowa era, powrót starych rządów nad pogorzeliskiem. Wiara w przetrwanie miała zostać poddana próbie, kiedy nadejdą ci, którzy nie przyniosą pokoju...

Zza pleców Strażnika dobiegł przeciągły zgrzyt otwierających się drzwi jednego ze zniszczonych budynków. Usłyszał ciężki charczący oddech i cichy niski śmiech. Wojownik zacisnął zęby i położył rękę na rękojeści broni. Wiedział co się stało - światy znów się przeniknęły. Znów coś zdołało się tu przedostać razem z nim. Było gorzej niż ktokolwiek myślał.

Więzienia TajemnicStories to obsess over. Discover now